sobota, 9 listopada 2013

UFO nad Dolnym Śląskiem - zdarzenie z 5.11.1990

W niniejszym opracowaniu pragnę zaprezentować najciekawsze przypadki obserwacji z 5 listopada 1990 r. z terenu Legnicy. To co przede wszystkim zrzuca się w oczy, to zadziwiające zbieżności opisywanych obiektów do raportów francuskich.


Dzień 5.11.90 był jednym z najciekawszych dni obserwacji nieznanych obiektów latających nad Legnicą oraz obszarem dookoła. Już na samym wstępie chciałbym zdecydowanie zaznaczyć, że bez cienia najmniejszych wątpliwości mieliśmy do czynienia z wieloma relacjami o największej jak dotychczas oraz najlepiej udokumentowanej fali obserwacji UFO nad Dolnym Śląskiem. Skala obserwacji zjawisk w terenie oraz duża ilość wiarygodnych świadków mówią bowiem same za siebie. Nie sposób przedstawić wszystkich zebranych relacji ze względu chociażby na sporą liczbę doniesień, toteż przedstawiamy wyłącznie te, które nie tyle że są najciekawsze, ale przede wszystkim przedstawiają najpełniejszy obraz zdarzeń z tamtego okresu. Nie można rozpocząć całego przeglądu tych obserwacji bez przypomnienia, że w historii polskiej ufologii fale obserwacji UFO zdarzały się już kilkakrotnie. I tak np. 20.08.1979 r. w godzinach wieczornych zaobserwowano zbliżenie się do naszych wód terytorialnych od strony Gotlandii olbrzymiej gromady świecących obiektów ze smugami, które następnie były obserwowane nad Trójmiastem oraz na całej długości trasy ich przelotu, czyli nad Tczewem, Toruniem, Warszawą oraz całą południowo-wschodnią Polską aż po Bieszczady. Wydarzenie to doczekało się już wielu opracowań (najbardziej kompetentni badacze z polskich ufologów to Bronisław Rzepecki oraz Krzysztof Piechota), a także prób przeróżnych interpretacji. Pomimo nawet takich wyjaśnień jak meteoryty (jedna z prac na ten temat była zatytułowana „Niezwykły bolid polski”), żadna kategoria ziemskich zjawisk nie jest w stanie odpowiadać za obserwację powyższego fenomenu. Co ciekawe, kompleksowy opis zjawiska z 20.08.1979 r. w wielu szczegółach przypomina zdarzenie z 5.11.1990 r., które teraz przedstawiamy.

Tytułem wstępu pragnę jeszcze dodać, iż tego dnia doszło aż do pięciu różnych obserwacji UFO w ciągu półtorej godziny nad samą tylko Legnicą. Oto opis części tych niezwykłych wydarzeń, który długi już czas czekał na swoje opracowanie. Wnioski i interpretacje zostawiam czytelnikom. Zacznijmy od początku tej niezwykłej historii.
           
Na samym wstępie pragnę jeszcze stwierdzić, że byłem niesamowicie zdziwiony, iż dokumentowana później w tysiącach relacji obserwacja przelotu niezwykłych świateł w byłym województwie legnickim, a następnie w głębi Dolnego Śląska i Polski, nie znalazła ani jednego potwierdzenia na terenie Sudetów oraz obszarów przygranicznych. Nieprzerwany ciąg doniesień na jej temat rozpoczyna się w miejscowości Piotrowice niedaleko Chojnowa 20 km na zachód od Legnicy. Dziwi mnie to również i dziś, ponieważ według zachodnich źródeł to samo zjawisko obserwowano w tym samym czasie od Portugalii przez Hiszpanię, Francję aż po Niemcy i Polskę. Należałoby więc moim skromnym zdaniem założyć, że było ono obserwowane przez cały czas bez żadnych przerw na całej trasie jego przelotu na północny wschód. O relacjach zachodnich wspomnę w drugiej części artykułu, a warto to uczynić ze względu chociażby na duże podobieństwo opisywanych szczegółów.

Formacje trójkąta

I tak według naszych danych pierwszym świadkiem powyższego zjawiska na naszym terenie był pan X.Y. – dziennikarz lokalnej gazety „Słowo Polskie”. A żeby nawet było śmieszniej – nie tyle on co jego własny... owczarek niemiecki. Około godziny 19.00 pan X.Y. wyszedł z psem na spacer. Ponieważ świadek jest małej postury, pozwalał swemu pupilowi ciągnąć się za sobą. Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, pies zatrzymał się i spojrzał w górę. Zaskoczony reakcją psa pan X.Y. najpierw spojrzał nań, a następnie sam uniósł głowę do góry. Wtem stanął jak wryty. Na wieczornym niebie z prawej na lewą stronę obszaru obserwacji (czyli z kierunku  zachód na wschód, ponieważ sam świadek zwrócony był na południe) przesuwała się gromada świetlnych punktów. Wysokość kątowa przelotu była stała i nie przekraczała 15-20 º nad horyzontem. Prędkość wszystkich obiektów była jednakowa, porównywalna z prędkością obserwowanego na niebie samolotu pasażerskiego. Pan X.Y. ze zdziwieniem spoglądał na oddalającą się za horyzont w kierunku Legnicy gromadę świateł. Niebo było czyste, dookoła żadnej chmurki, gwiazdy dobrze widoczne.



Następne relacje dotyczą w przeważającej części wojewódzkiego jeszcze wtedy miasta Legnica. Badając ten złożony z wielu doniesień przypadek zwróciłem uwagę na powtarzającą się we wszystkich relacjach godzinę obserwacji – 19.00 lub około, nie wcześniej oraz nie później niż 19.15. Pojawiła się natomiast jedna (i jak na razie według naszych ustaleń jedyna) relacja o obserwacji trzech obiektów dokonana między godziną 17.55 a 18.05, a więc o godzinę wcześniej od pozostałych zjawisk. Niech mi będzie wolno przytoczyć całość doniesienia.

Jarosław O. jest młodym człowiekiem, studiującym oraz pracującym jednocześnie, będący w tamtym okresie na piątym roku studiów. Przed godziną 18.00 szedł ul. Chojnowską w kierunku centrum miasta, a więc był zwrócony twarzą w kierunku wschodnim. Nagle ujrzał przed sobą nadlatujące z kierunku południowego wschodu na północny zachód trzy jasne, żółte obiekty. Były one jajowatego kształtu, identycznego rozmiaru, wszystkie miały ok. 15 metrów długości oraz 4-5 metrów wysokości (świadek porównał je do popularnych wtedy jeszcze nad Legnicą rosyjskich śmigłowców MI-6). Obiekty świeciły jasnym, nie rażącym oczy światłem. Kontury pojazdów z tego powodu nie były dostrzegalne. Świadek zauważył natomiast, że były one zwrócone stożkami w kierunku lotu, tworzyły formację trójkąta (jeden z przodu, dwa z tyłu) i leciały ze średnią prędkością ok. 400-500 km/h. Odległość do zjawiska wynosiła mniej więcej 500 metrów. Mogło to być jednak dalej, gdyż szacowanie odległości w warunkach nocnych nie jest dokładne i obiekty mogły być nawet poza miastem. Czas obserwacji wynosił ok. 3 sekundy, trajektoria lotu była obniżająca się o połowę wysokości całego pułapu w trakcie obserwacji (15º - 7 º wysokość kątowa). Obiekty przeleciały bezgłośnie i znikły za zabudowaniami na ul. Działkowej. Warunki pogodowe były znakomite – bezwietrznie, bezmgielnie i bezdeszczowo. Stopień zachmurzenia bardzo niewielki. Taki opis aury generalnie pasuje do wszystkich kolejnych relacji. Ogółem obserwacja ta różni się od reszty wcześniejszym o godzinę czasem zdarzenia oraz kierunkiem lotu.

Oto kolejne relacje, uszeregowane mniej więcej według kierunku lotu obiektów.
           
Na stacji CPN przy autostradzie A4 pracuje pan Lucjan Ozga. To co nagle ujrzał podczas przerwy w pracy pomiędzy godziną 19.00 a 19.15, gdy znajdował się na zewnątrz, można opisać następująco: wyglądało to jak światła w rozmiarze Wenus koloru gasnącej żarówki lub rozżarzonego żelaza. Jasność fenomenu niewielka.

Najciekawszy był jednak kształt formacji złożonej z sześciu
według świadka obiektów, gdyż przypominał odwróconą cyfrę 1, ale w taki sposób, że punkty świetlne były położone poziomo w jednej linii, a ramię „jedynki” odchylone do tyłu kierunku lotu. Szerokość kąta rozwarcia ramienia równała się 1/6 długości obiektu. Pan Lucjan zauważył jeszcze, że każdy obiekt był otoczony łuną szarego koloru niewielkiej jasności. Tutaj kierunek lotu również ciągnął się z południowego zachodu na północny wschód. Czas obserwacji wynosił około 5-7 sekund, prędkość zbliżona do średniej prędkości helikoptera.
A oto kolejne obserwacje, tym razem z centrum miasta.

Pani Alicja Marciniak pracuje jako instruktor techniczny w Telekomunikacji Polskiej S.A. w Legnicy. Wracając ok. godziny 19.00-19.15 z pracy do domu zauważyła 7-8 obiektów ułożonych w kolistą gromadę, lecącą z południowego zachodu na północny wschód. Kolor obiektów był jednakowy – pomarańczowo-złoty, jasność nieduża, matowa. Kształt ich był okrągły, ale przypominał lekko spłaszczoną kulę. Zauważalne były krótkie refleksy czy też „ogonki” świetlne. Cała formacja wykonywała stały lot bez żadnych ewolucji, jedynie na samym początku zdawała się wolniej poruszać – być może był to efekt skrótu perspektywicznego pola obserwacji. Wysokość lotu porównywalna do pułapu helikoptera MI-6, pojazdy (?) przemknęły za szczytami wież kościoła ewangelickiego (patrząc  od strony poczty przy zakładzie telekomunikacji w Legnicy). Co ciekawego, po około 20-30 sekundach zniknęły całkowicie.

,,Jak przesuwająca się fotografia”

Idąc dalej po kierunku obserwacji natrafiamy na potężne skrzyżowanie dróg - ulic  Libana i Wrocławskiej. Również i tutaj znalazło się przynajmniej kilkunastu świadków, z których dwie relacje pragnę przytoczyć. Jedna pochodzi od pani Marii Jaroszewskiej, która stała po lewej stronie ulicy (patrząc od północy) i tym samym była zwrócona na zachód. Około godziny 19.00, gdy panowała już prawie noc, uwaga pani Marii została skierowana na zachowanie ludzi po drugiej stronie drogi. Wtedy spojrzała w lewo w górę (czyli na południowy zachód) i zauważyła kilkanaście obiektów różnej wielkości, ułożonych w „nieładzie” w jednej sporej, rozciągniętej grupie. Uwagę zwracały różne kolory: czerwony, ciemnoniebieski, żółty i biały (bez przewagi żadnego z nich), jasność punktów wysoka. W niektórych obiektach dochodziło do zmian natężenia jasności, aczkolwiek nie były to wielkie różnice. Wszystkie poruszały się nieruchomo wobec siebie „jak przesuwająca się fotografia”, bez żadnych ewolucji. Warto zaznaczyć, że ich kontury były „rozmazane”. Cała formacja przeleciała z prędkością helikoptera nad głowami świadków (pułap trudny do określenia – przynamniej 1000 metrów) i skryły za górnymi piętrami okazałego budynku „Orbisu” (10 pięter). Czas obserwacji wynosił około 20 sekund.

Ostatnią najciekawszą obserwację z centrum miasta jest obserwacja Daniela Majdana, który przebywał wówczas na legnickim rynku. Świadek wracał wówczas z poczty około godziny 19.00, gdy nagle kątem oka ujrzał po prawej stronie nieba (czyli na południu) coś dziwnego. Tym czymś okazały się dwie grupy różnej wielkości obiektów. Wszystkie miały kształt kulisty, niektóre były „jajowate”, kolor jednolity, srebrzysty, jasność bardzo duża, ale kontury dosyć wyraźne. Na samym przedzie znajdowały się cztery duże obiekty, wielkości trochę mniejszej od wielkości księżyca w pełni. Za nimi, w odległości wynoszącej około 2/3 długości pierwszej formacji znajdowały się kolejne trzy duże obiekty, ale nieco mniejsze od pierwszych czterech. Wokół nich i za nimi przesuwały się jeszcze mniejsze, zbite w większą gromadę zamykającą całą flotyllę. Zjawisko przesuwało się z południowego zachodu na północny wschód, wykonując stały lot. Czas obserwacji wynosił 10 sekund, obiekty skryły się za budynkami na rynku. Prędkość formacji była porównywalna do prędkości helikoptera. Świadek zauważył dość dokładnie szczegóły całej gromady, umożliwił to czas i prędkość przesuwania się zjawiska, poza tym pogoda była bezdeszczowa, bez mgły i wiatru, bardzo małe zachmurzenie, a przeźroczystość powietrza była duża. Zastanawiająca jest dość duża rozbieżność w opisie niewątpliwie tego samego zjawiska. Czy dotychczas wynikało to z celowo fałszywego przedstawiania danych w oparciu chociażby o cudze lub prasowe relacje, czy też niedokładnego zapamiętywania szczegółów, które i tak w miarę upływu czasu pomiędzy obserwacją a zdawaniem relacji ulegały stopniowemu  zatarciu? Najprawdopodobniej przyczyną wynikających różnic jest osobista zdolność każdego świadka zapamiętywania wybranych detali umykającego zjawiska.

Przenosimy się dalej na wschód w kierunku ulicy Horyzontalnej. Na początku listopada 1990 r. około godziny 19.00 16-letni Marcin Leszko przebywał na osiedlowym podwórku. Panował już ciemny mrok i tym łatwiej można było zauważyć około 15 świetlnych punktów ułożonych w dwie grupy – 3 duże obiekty na przedzie, a potem za odstępem równym połowie formacji przesuwały się kolejne, mniejsze – wielkości gwiazdy. Kolor obiektów pomarańczowy, niebieski i biały, jasność „średnia”, matowa. Równe, długie smugi barwy obiektów. Długość smug równała się 4-krotnemu rozmiarowi dużego obiektu, porównanego z rozmiarem obserwowanej z bliska lampy domowej. Brak cech wyróżniających – migotania, pulsowania świateł. Tutaj odległość (wysokość lotu) od świadka porównywalna do pułapu samolotu pasażerskiego, prędkość zaś do prędkości samolotu dźwiękowego. Czas trwania obserwacji wynosił do 5-6 sekund.

Statki Matki

I oto wreszcie ostatnie doniesienie nt. relacji składanych L.K.B.Z.N. ”Kontakt”, a dotyczących niezwykłych obiektów z dnia 5.11.1990 r. Poniższe spostrzeżenie zamyka cały dossier raportów na ten temat, a dotyczy bardzo niezwykłego zjawiska w postaci dwu olbrzymich, latających obiektów. Zacznijmy od początku całej tej niezwykłej historii. To było tego samego dnia, ale o godzinie 19.25. Pan Ryszard Borecki oraz Wiesław Kata wracali
piechotą z centrum miasta do domu na Piekarach. Oto, gdy znajdowali się przy wspomnianym już rondzie pomiędzy osiedlem Piekary a osiedlem Poetów (w odległości ok. 350 m od skrzyżowania), zauważyli na prawo od siebie dziwne zjawisko. Poruszali się wówczas ul. Waszkiewicza, która omija osiedle Piekary z lewej strony. Nad domami osiedla świadkowie zauważyli dwa ogromnych rozmiarów podłużne obiekty przypominające łodzie podwodne lub wg innej wersji ciężkie krążowniki z popularnych „Gwiezdnych wojen”, ale bez wieżyczek. Przypominały z kształtu regularne, wydłużone wielokąty lub „poszarpane” prostokąty z dziobami na przedzie. Co było ciekawego, powierzchnia obiektów nie była gładka, lecz „chropowata”, były one dość kanciaste, z tyłu obu z nich znajdowały się tak jakby stateczniki umieszczone po obu bokach. Miały one kształt rombów. Rozmiar obiektów wynosił ponad 100 metrów długości, szerokość do 50 metrów, wysokość zaś do ok. 20 metrów. Były to więc potężne, cygarokształtne tzw. statki matki (?). Kolor obiektów był ciemno-stalowy, na powierzchni obu znajdowały się różnokolorowe światła. Na dziobach obiektów znajdowały się duże jaskrawobiałe światła, dalsze, mniejsze o 1/5 od białego, były umieszczone parami w kolorach żółtym, pomarańczowym i czerwonym.



 Na końcowej krawędzi znajdowała się dodatkowa para czerwonych świateł, z których ciągnęły się 20-metrowe, tęczowo-bananowe smugi. Smug łącznie było cztery, bardzo prawdopodobne więc, że jeszcze jedna para takich świateł była na spodzie tylnej powierzchni. Na górnej powierzchni znajdowały się jeszcze dwa białe światła – jedno w centrum, drugie w końcowej części pojazdów. W końcowej części  występowało też „przewężenie” obiektów, długie regularne „bruzdy” w górnej końcowej części oraz trójkątne zakończenia tylnej części obiektów. Oba leciały obok siebie w odległości około 100 metrów od miejsca obserwacji świadków, w niewielkiej odległości od siebie. Niestety, w warunkach nocnych nie sposób podać dokładnych danych. Obiekt lecący bliżej obserwatorów leciał lekkim przechyłem w lewo, ok. 25-30 º , pod koniec obserwacji się wyprostował. Drugi obiekt, lecący wyżej nagle przyśpieszył, wyprzedził obiekt na niższym pułapie i zniknął w oddali w ciągu kilku sekund. Prędkość początkowa zaś obu wynosiła ok. 20-30 km / h. Obiekt lecący początkowo przechyłem, leciał dalej, nie zmieniając swej prędkości. Kierunek lotu z zachodu na wschód. Pod koniec obserwacji pozostały obiekt zmienił kurs o parę stopni, skręcając na południowy wschód. Czas obserwacji ok. 2,5 – 3 minut. Pułap maksymalnie mógł wynosić 250-300 metrów nad ziemią, w tym wypadku nad domami na osiedlu Piekary. Nie odnotowano żadnego wpływu na otoczenie. Co ciekawego, nie odnotowano większej liczby zgłoszeń dotyczących obserwacji cygaro-kształtnych obiektów ani w Legnicy, ani w głębi kraju. Zastanawia tak skromna liczba świadków (tylko dwóch) spostrzeżenia tak przecież ogromnych obiektów nad osiedlem oraz nad pętlą autobusową. Czy wynika to rzeczywiście z dostrzeżenia tychże tylko przez te dwie osoby, czy też inni potencjalni świadkowie, dostrzegając w warunkach nocnych wyłącznie światła obiektów, wzięli je za kolejną formację nocnych świateł? Pytań jest wiele, a i tak nie sposób znaleźć na nie wszystkie właściwych odpowiedzi. Inna rzecz, czy potencjalna inteligencja kryjąca się za manifestacją tychże fenomenów nie mogła wykorzystać takiej sytuacji, kiedy ludzie – wcześniejsi obserwatorzy – nie pragną więcej zwracać uwagi na nic na niebie po jednej, zajmującej, masowej formacji świecących obiektów. Tak zajmującej, że dość męczącej w kwestii szukania odpowiedzi na pytania: „Co to jest?”, „Z czym mamy do czynienia?” Te pytania są również dręczące dla nas, czyli dla ufologów. My w odróżnieniu jednak od reszty społeczeństwa lubimy je sobie stawiać i doszukiwać się na nie odpowiedzi. Wśród wielu hipotez wyjaśniających całość obserwacji z 5.11.1990 r. postawiono taką, że były to meteoryty. Ale jak wyjaśnić przypadki zmiany barwy obiektów, skręcanie (w przypadku obserwacji A. S.), poczucie ciepła (nie mylić z gorącem emocji), czy wreszcie fantastyczny kształt obiektów obserwowanych w ostatniej relacji? Pomijam tu hipotezy takie jak radziecka rakieta balistyczna czy zbiorowa halucynacja. Zaiste musiałoby to być bardzo wiele takich rakiet, a taka sprawa na pewno wyszłaby na jaw, nawet po dłuższym czasie. Gdyby zaś za wszystkie te obserwacje miała odpowiadać zbiorowa halucynacja, to uważam, że większość odpowiedzialnych ludzi musielibyśmy zamknąć w szpitalach. Cóż nam więc pozostaje? Czy nie łatwiej porównać powyższe zdarzenia z falą obserwacji z sierpnia 1979 r., po czym traktować i szukać wyjaśnień w kategoriach ufologicznych zjawisk? A teraz – czy starczy wszystkim powołanym do tego chęci i odwagi?

Większość zjawisk obserwowanych tego samego dnia we Francji w opisach idealnie pokrywała się z najmniejszymi detalami relacji z Polski. Tutaj też obserwowano przeloty świetlistych punktów ze smugami (w największej mierze) oraz cygarokształtnych obiektów. Chciałbym się tutaj ograniczyć do tych właśnie opisów. Warto też zaznaczyć, że obserwacje we Francji zaczynały się przed i około godz. 19.00, a więc poprzedzały falę doniesień w Polsce o około pół godziny maksymalnie. Na podstawie czasu obserwacji we Francji oraz w Polsce można też stwierdzić, że pierwsza otwierająca falę przelotu gromada świateł była zjawiskiem obserwowanym raczej na wyższym pułapie („prawie” ta sama godzina relacji 18.45-19.00), skoro świadczy to o równoczesnym momencie dostrzeżenia w obu krajach, możemy tak roboczo założyć. Natomiast moment dostrzeżenia olbrzymich statków-matek, który był trochę późniejszy oraz różny (ok. 19.00-19.05 we Francji, 19.25 nad Legnicą), ewidentnie świadczy o wiele niższym pułapie obserwowanych obiektów. Być może wiąże się to z różnicą technologiczną obu rodzajów pojazdów (inna w wypadku świetlnych punktów lecących wysoko na niebie, a inna w przypadku statków-matek), być może wiązało się to z różnymi „zadaniami”, jakie miały one do wykonania. Teraz dopiero możemy się nad tym poważnie zastanowić. Jakie mogły to być te „zadania” (inaczej – „cele wizyty”)? Co kryło się za manifestacją tychże zjawisk? Czy za jakiś określony czas możemy spodziewać się podobnej „fali”? Wybór zostawiam czytelnikom.

Autor: Jarosław Krzyżanowski
Źródło; Świat UFO nr. 7


Kontakt z autorem: foxmulder5@wp.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz