środa, 29 lipca 2015

Spotkanie z demoniczną istotą koło Huty (lipiec 1987 r.)

W lipcu 1987 r. niedaleko miejscowości Huta w woj. dolnośląskim grupka młodych osób spotyka na swojej drodze tajemniczą postać, ubraną w ciemną pelerynę i szpiczasty kaptur. Jej demoniczna natura daje mocno w kość przerażonej grupie. 
Analiza krytyczna tego zdarzenia wskazuje, że widziana na leśnej polanie postać nie koniecznie reprezentowała jakąś zjawę lub ducha, ale z uwagi na towarzyszące temu zdarzeniu elementy co najmniej ,,ufologiczne”, mogła mieć wiele wspólnego z tajemniczą siłą, jak kryje się za zjawiskiem UFO.




Są pewne miejsca na mapie Polski, z którymi wiąże się wiele legend. Mało znana turystom odwiedzającym Sudety ,,Droga Zbłąkanych Wędrowców”, ciągnąca się kilometrami wśród leśnych polan malowniczych Gór Bistrzyckich integralnie łączy się z ludowymi podaniami. W odległych w czasie legendach z rejonu Huty, Polanicy Zdrój i Pokrzywna pełno jest wątków o ,,leśnych zjawach”, ,,duchach”, ,,błędnych ogniach” i innych dziwach natury. Wiele z tych podań spisywana była przez niemieckich badaczy folkloru i znana jest tylko fragmentarycznie polskim folklorystom. Charakterystycznym wątkiem dawnych przypowieści były historię tajemniczych zaginięć ludzi, którzy przemierzali te jedne z najstarszych górskich szlaków Sudetów.  W lipcu 1987 r. grupka młodych ludzi na jednej z leśnych ścieżek tego niegościnnego rejonu doświadcza bardzo bliskiego spotkania z istotą ,,nie z tego świata”. Jednym ze świadków tego niezwykłego zdarzenia jest Małgorzata (pseudonim), z zawodu dziennikarka i autorka wielu opowiadań literackich. Wydarzenie to było na tyle brzemienne w skutkach, że na trwałe odbiło się na jej psychice. Trauma miała też swój ciąg dalszy przez wiele lat w kolejnych spotkaniach z istotą, która ,,przeszywała do szpiku kości swoim przerażającym spojrzeniem, czasami też swoim nagłym pojawieniem się zwiastowała śmierć”. Autentyczne przeżycie stało się również inspiracją dla Małgorzaty do napisania opowiadania pt.,,Zaklęci w czasie”.

W sobotnią noc 7 lipca 1987 r. grupka około siedmiu osób przebywała na towarzyskim spotkaniu na terenie osady leśnej, niedaleko Huty - miejscowości położonej koło Polanicy Zdrój.

,,Tradycyjnie przyjechaliśmy odwiedzić znajomego, by wspólnie spędzić czas, oglądaliśmy tego wieczora filmy na nowo zakupionym odtwarzaczu video. Ale właśnie w tedy, nie wiadomo dlaczego, sprzęt – jeszcze na gwarancji – przestał działać. Postanowiliśmy się udać w odwiedziny do Pawła, którego dom stał samotnie na leśnej polanie, znajdującej się pomiędzy miejscowościami. Część osób pojechała okrężną drogą na motorach, część z nich udała się na skróty pieszo, zostawiając swoje rowery pod domem. Mój brat poprowadził zmotoryzowanych, ja – pieszych. Znaliśmy doskonale teren, wszak wychowaliśmy się w tych górach. Dróżka, którą podążaliśmy wiła się pomiędzy lasami i polanami, które tutejsi ludzie używali do wypasu bydła i owiec. Po upalnym dniu na niebie zaczęły pojawiać się chmury, powietrze było gorące i ciężkie” – tym tytułem wstępu Małgorzata wprowadzała swoich czytelników opowiadania w klimat spotkania, który na zawsze odmieniło jej życie. Nie była to jednak literacka fikcja, tylko autentyczne zdarzenie, jakie stało się inspiracją do prozy.

,,To coś zbliżało się do nas od lewej strony”

Piesza grupa przemierzała wijącą się pomiędzy pagórkami drogę. Po drodze minęli starą kapliczkę i chwilę potem trafili do stojącego na odludziu budynku Pawła. Tam spędzili resztę wieczoru, po czym udali się w stronę domu Małgorzaty – był to również domek zlokalizowany na uboczu, pomiędzy dwiema miejscowościami.  Grupa prowadzona przez Małgorzatę wyruszyła pieszo około północy – jej brat pojechał z dwójką pozostałych osób motorami. ,,Szliśmy zwartą grupą, ale jeden z naszych, kolega Piotr, został nieco w tyle. Kiedy szliśmy skrajem lasu, przez jedną z polan, Piotr podbiegł do nas i po cichu powiedział, że mamy jakieś towarzystwo. Uspokoiłam go, gdyż w lesie było pełno dzikich zwierząt. Gdy weszliśmy znów w las, Piotr kolejny raz zakomunikował, że ktoś za nami idzie. Ja nic jeszcze w tedy nie widziałam i starałam się go uspokoić, ale napięcie narastało już u pozostałych z grupy. Złapaliśmy się za ręce i szliśmy zwartym krokiem, gdyż było bardzo ciemno”. – opowiadała.

Interesujące, że w miejscu zdarzenia znajduje się stara
poniemiecka kapliczka


Obok stoi słynny Strażnik Wieczności
Symbol Gór Bystrzyckich.
Wiąże się z nim wiele legend
Nikt z grupy poza Piotrem nie widział jeszcze nic niezwykłego. Ale za każdym razem kiedy Piotr przerażonym głosem mówił, że kogoś w ciemności widzi, grupa odbijała z drogi na prawą. ,,A to coś zbliżało się do nas od lewej” – wspominała świadek. W pewnym momencie Małgorzata również dostrzegła kontury jakieś postaci w ciemności, jej niepokój narastał, ale nie chciała wprowadzać paniki w grupie. Moment, kiedy wszyscy dojrzeli już wyraźnie nieznaną postać miał miejsce, gdy grupa znalazła się na otwartej polanie.

,,Przed nami była otwarta, wielka polana, a za nią lasek okrążający mój dom. Właśnie w tym momencie wszyscy to ujrzeliśmy. Nie widziałam konturów ciała wyraźnie, ale przerażające żółte oczy były usytuowane znacznie wyżej niż jakiegoś dzikiego zwierzęcia” – opisywała.

Lewitująca postać w pelerynie

Istota mogła mieć 1,5 wzrostu, była ubrana w ciemny płaszcz, głowę okrywał szpiczasty kaptur. Świadek nie dostrzegła takich szczegółów w wyglądzie, jak nogi i tułów. ,,Wszystko zasłaniał ciemny płaszcz” – mówiła. Wyróżniające były żółte oczy, które świeciły się w ciemności. Istota poruszała się bokiem, co było bardzo dziwne, ale oczy miała skierowane na grupkę wpatrzonych w nią świadków. Postać sunęła bezszelestnie po ziemi. Znajdowała się od świadków kilkanaście metrów. ,,Miałam wrażenie, że wręcz unosi się nad ziemią, to z resztą zostało potwierdzone później, kiedy zobaczyliśmy ją bardziej z bliska. Co ciekawe, oprócz strachu czułam, że ta ciemność i chłód jest nienaturalna. Nie było nic słychać. Głucha ciemność i to potęgowało strach.” – starała się nakreślić atmosferę grozy Małgorzata.

Wygląd istoty. Rys. świadka


Nieznany osobnik, manewrując w ,,totalnej ciszy”, w pewnym momencie zniknął świadkom z oczu. Kiedy po kilku minutach dotarli przed dom Małgorzaty, znajdujący się na wzgórzu niewielkiej polany, okazało się, że grupka jadąca motorami jeszcze nie dotarła na miejsce, co było dość zastanawiające, gdyż trasa motorami była tylko dwa razy dłuższa. W pewnym momencie jedna z osób z grupy dostrzega znów istotę. Wszyscy spoglądają we wskazanym kierunku i nieruchomieją z wrażenia. Postać zaczęła zbliżać się w stronę świadków od lewej strony, skąd grupa przybyła przed dom świadka. ,,Sunęła nisko nad ziemią. Widzieliśmy już wyraźnie ten czarny płaszcz okalający całe ciało. Wokół panowała śmiertelna cisza, a żółte oczy promieniowały blaskiem. Gdy zbliżyła się na odległość może 30 m,  mimowolnie chwyciliśmy się za ręce. Istota w tedy zajaśniała żółtym blaskiem. Poczułam silne ukłucie w sercu, miałam wrażenie, że coś wysysa ze mnie całą energię, moje resztki siły. Kolor oczu istoty zmienił się z żółtego na pomarańczowy. Nie wiem w którym momencie, wyswobodziliśmy się z tego paraliżu. Pognaliśmy co sił w stronę domu. Szarpnęłam za klamkę, ale drzwi nie otwierały się. Kiedy spojrzeliśmy z przerażeniem za siebie, istota zniknęła”. – przywołała z pamięci kolejne sekwencje zdarzenia Małgorzata.

Z mgły wyłoniła się postać

W tym momencie w zakłopotanie wprawił świadka fakt, iż jej bojowo nastawiony do wszelkich intruzów pies, sporych rozmiarów wilczur, siedział schowany w budzie. Świadek wyszła na zewnątrz i zaczęło go wołać, ale pies siedział skulony. Dokładnie w tym momencie na środku polany zaczęła się materializować dziwna mgła. Małgorzata opisywała to w rozmowie następująco: ,,Na polanie, przed domem zaczęło się coś bielić. Tworzyła się mgła. Była to taka nienaturalna mgła o bardzo nieregularnym kształcie, na niewielkiej przestrzeni 10 – 15 m utworzyła się taka mgła i o dziwo umiejscowiła się w bardzo wąskim punkcie. Rosła jakby w naszą stronę. Staliśmy od niej zaledwie kilka kroków. I nagle z tej mgły wyłoniła się ta postać. Sunęła w naszą stronę. Kolega złapał mnie za rękę dla dodania otuchy. Znów poczułam, że opadają mnie siły. Naraz istota pojaśniała, a jej skośne oczy zmieniły kolor na intensywnie pomarańczowy.” – relacjonowała.

Za moment istota znów zniknęła, by zaraz pojawić się tuż obok na drodze, odległej od domu zaledwie kilka metrów. Ewidentnie ,,nieziemskie zjawisko” droczyło się ze świadkami i grało na ich nerwach. Świadkowie z przerażenia dobijali się do drzwi, które z niewiadomych przyczyn wciąż były zamknięte. Napięcie narastało, aż w pewnym momencie usłyszeli odgłosy jadących motorów. Istota znika i Małgorzata odczuwa, że ,,schodzi z niej strach”, odczuwa wielką ulgę. Co ciekawe, pies także zaczyna szczekać i wybiega przed dom.   

,,Gdy opowiedziałam w emocjach bratu, co przed chwilką widzieliśmy – oczywiście nie uwierzył mi. Bez problemu też otworzył drzwi od domu, które jeszcze przed chwilką byliśmy gotowi wywarzyć ze strachu. Nic niepokojącego się już tej nocy nie wydarzyło. Ale pamięć po tym wydarzeniu została do końca życia. Z resztą spotkana na drodze istota nie pozwoliła tak szybko o sobie zapomnieć.” – podsumowała Małgorzata.

Całe zdarzenie trwało według oceny świadka około godziny. Dokładnie tyle samo zajęło zmotoryzowanej grupie dotarcie do domu Małgorzaty. Pokonali oni dwukilometrowy odcinek w godzinę na motorach. Jak sama twierdziła świadek, ,,wydawało im się, że jechali zaledwie kilkanaście minut, ale nie godzinę. Nigdy nie potrafili tego później racjonalnie wyjaśnić”. W tym miejscu kontrowersji nadaje też czas obserwacji w stosunku do pokonanego odcinku drogi przez pieszą grupę. Według Małgorzaty kręta droga przez lasy i polany była skrótem i mogła mieć około kilometra. Tymczasem, jak to zostało nadmienione wcześniej, zdarzenie trwało godzinę czasu. Świadek sprawdzała zegarek, kiedy weszli do domu, ale zastanowiło ją to, że pokonali odcinek jednego kilometra w godzinę, bardziej kontrowersyjne było ,,zagubienie w czasie” jej brata. Czy w takim razie w tej części Kotliny Kłodzkiej doszło do jakiegoś rozciągnięcia w czasie i przestrzeni ? Wszak piesza wędrówka na odcinku kilometra powinna trwać znacznie krócej. Sporych kontrowersji dostarcza też relacja jednego z kolegów Małgorzaty, którzy tamtej nocy w okolicy, gdzie rozegrały się traumatyczne wydarzenia, widział startujący z nad lasu jasny punkt świetlny. Zdaniem tego świadka, obiekt ,,po prostu wystrzelił z lasu i znikł na niebie”. Relacja ta zainteresowała Małgorzatę, która postanowiła udać się w to miejsce. Było to pomiędzy polaną, a jej domem. Świadek znalazła w tym miejscu wypalony krąg trawy. ,,Mógł mieć około 5 – 6 metrów. Krąg znajdował się jakieś 700 m od mojego domu. Dokładnie w tym miejscu z odległości 3 – 4 km mój kolega widział startującą do góry kulę”. – określiła świadek.

Choć żadna osoba z grupy nie widziała w trakcie zdarzenia żadnych obiektów świetlnych, nie da się ukryć, że powyższe zdarzenie teoretycznie możemy wiązać z przeżyciem Małgorzaty. Niestety nie wykonała ona żadnych zdjęć wypalonego kręgu. Nigdy też już nie udała się w to miejsce, więc nie wiadomo, jak długo dziwna ,,anomalia” utrzymywała się na trawie.

Anomalne miejsce

Powyższe zdarzenie – z uwagi na charakterystyczny wygląd istoty – trudno łączyć z bliskimi spotkaniami z UFO, aczkolwiek pewne jego wątki, jak obecność ,,zastanawiającej ciszy”, chwilowy paraliży ciała, wystąpienie prawdopodobnego missing time, nagłe zniknięcia i pojawienia się postaci oraz zjawiska towarzyszące: obserwacja kuli i wypalony krąg w trawie, wskazują na ufologiczny charakter. Z pewnością wiele z tych elementów można wyjaśnić silnymi emocjami, jakie towarzyszyły świadkom. Wspomniana cisza i paraliż mogły być wywołane przerażeniem na widok czegoś nieznanego. Interesująca się tutaj materializacja mgły z jakiej wyłoniła się postać. Element ten czasami towarzyszy bliskim spotkaniom z UFO i trudno go w tym miejscu zwyczajnie zbagatelizować.

Miejsce, w którym rozegrały się wydarzenia od lat wiąże się ze zjawiskami, które w całym tego słowa znaczeniu można nazwać paranormalnymi. Wiele z nich dość mocno zakorzeniło się w lokalnym folklorze. Anomalny charakter ,,Drogi Zbłąkanych Wędrowców” można porównać teoretycznie do innych takich miejsc w Polsce. Na pierwszy plan wysuwa się podkarpacka wieś Glinik i opisywane przez Arkadiusza Miazgę niezwykłe spotkania ich mieszkańców z czymś absolutnie niezwykłym. W zdarzeniach tych nie brakuje również incydentów z udziałem dziwnie wyglądających istot. O spotkaniu z istotą, przypominającą człowieka ubranego w długą ciemną pelerynę, opowiadał Arkowi, mieszkaniec Glinika, Marek. Istota, jaką ten człowiek spotkał w 1998 r. nawiązała nawet  z nim krótki telepatyczny kontakt, po czym uniosła się do góry i znikła. Otaczała ją tajemnicza poświata, o jakiej też wspominali uczestnicy opisanego wyżej zdarzenia. O podobnych zdarzeniach donosił niegdyś także Kazimierz Bzowski. Spotkania z ubraną w ciemny strój i szpiczasty kaptur na głowie ten nie żyjący badacz nie do końca wiązał z paranormalnymi doświadczeniami z duchem, ale z tajemniczą siłą, jaką mocno można wiązać ze zjawiskiem UFO z uwagi na fakt, iż tym bliskim spotkaniom towarzyszyły obserwacje niezidentyfikowanych obiektów latających.

Interesujący jest w tym konkretnym przypadku wątek przemieszczania się istoty w przestrzeni. ,,Postać sunęła bezszelestnie nad ziemią. Nie widać było żadnych nóg, tylko ten długi ciemny płaszcz”. – wspominała świadek. Czy to przypadek, że mieszkańcy Meksyku, którym udało się zaobserwować  lewitujące po niebie humanoidy, często podkreślali fakt, iż były one ubrane w ciemne płaszcze. Dla wielu z tych świadków te zdarzenia bynajmniej nie miały nic wspólnego z UFO, a jakimś spotkaniem z demoniczną istotą.

Legendy i podania ludowe wręcz epatują w opowieści o spotkaniach z duchami, ubranymi w ciemne płaszcze, które po nocach straszyły przechodniów swoimi święcącymi oczami. Takie postacie ściśle wiązano z nadprzyrodzonym światem demonicznym, a miejsca gdzie można było je spotkać omijano szerokim łukiem. 

Zdarzenie koło Huty nie przeszło bez echa w życiu osobistym Małgorzaty i stało się jej osobistą traumą. ,,Na początku z tym jeszcze walczyłam, gdyż istotę tą spotykałam, czy to na jawie w śnie, czy w rzeczywistości, czułam jej obecność, a nawet czasami jeszcze parę razy widziałam na własne oczy Z resztą nie tylko ja. Jak się okazało, podobne doświadczenia mieli pozostali uczestnicy wydarzeń z lipca 1987 r. Za każdym razem kiedy się ona nam śniła, ktoś bliski umierał. Jedna z osób, która się mocno przed tymi doświadczeniami broniła – zmarła. Ja po jakimś czasie przestałam to przeżywać, bardziej się otworzyłam na świat” – opowiadała Małgorzata.

Po pamiętnym lipcu 87 r. Małgorzata przeszła znaczną metamorfozę osobowości – stała się bardziej sensytywna, otwarta i empatyczna. Odkryła w sobie także zdolności paranormalne. Eksperymentowała na sobie OBE, potrafiła wyczuwać – jak sama twierdziła - ,,energię danych miejsc i ludzi”. Nie jest to odosobniony przypadek w stosunku do wielu znanych bliskich spotkań z tajemniczą siłą (czytaj: UFO), gdzie świadkowie takich wydarzeń przechodzą później swoistą metamorfozę świadomości i odkrywają w sobie nieznane zdolności – niektóre z nich często mają związek z szeroko pojętą tematyką ,,nieznanego”.

Od wielu lat Małgorzata nie doświadcza spotkać z istotą, która widziała 28 lat temu koło swojego domu. Nie jest obojętna na sprawy związane z UFO i na bieżąco śledzi tematykę ,,nieznanego” w prasie i Internecie. Choć sama osobiście nie wiąże swojego przeżycia bezpośrednio z UFO, to nie ma najmniejszej wątpliwości, że wydarzenie z lipca 87 r. było autentyczne i mogło być bliskim zetknięciem z czymś, co ,,nie było z tego świata”.

Wszystkich potencjalnych świadków podobnych zdarzeń z okolic Dolnego Śląska i innych rejonów Polski proszę o kontakt na mail: dam.trela@gmail.com

 





10 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Damian bardzo interesująca historia, faktycznie mająca związki z ufologią, ale też bardziej ze zjawiskami paranormalnymi, faktycznie przypomina mi nieco ''Glinik''. Czy świadek pamięta szczegóły tego kręgu ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele. Dostałem od świadka małą aktualizację. Otóż był to krąg wypalonej trawy, niespalonej, lecz żółtej, takiej zeschniętej. Nie można jednak tutaj wykluczyć, że był to efekt działania jakieś grzybni. Trudno powiedzieć

      Usuń
  3. Interesująca relacja, którą osobiście rozpatrywałbym bardziej w kategoriach ufologicznych niż tzw. "demonicznych". Co prawda sudecki folklor (niemiecki jak i czeski) aż pęka w szwach od opisów miejsc "nawiedzonych" i anormalnych (również w samych G.Bystrzyckich i Orlickich), ale tutaj zdarzenie wydaje się mieć korzenie gdzie indziej.

    Ciekawy jest opis samej postaci. Jakoś mimowolnie skojarzyła mi się z zakapturzonymi karłami ze "Wspólnoty" W.Striebera. Poza tym występuje klasyczne już chyba zaburzenie siatki czasoprzestrzennej. Swoją drogą dużo wskazuje na to (świadczą o tym zeznania Pani Małgorzaty odnośnie snów), że historia tam zapoczątkowana miała jednak ciąg dalszy. :)

    Z racji osobistych zainteresowań, też staram się śledzić i wyszukiwać podobne incydenty na mapie całych Sudetów. Tym bardziej, że parę razy sam byłem świadkiem interesujących zjawisk oraz przeżyć, o których nie omieszkałem wspomnieć na swoim blogu.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę o jakieś linki do opisanych zjawisk na blogu

      Usuń
    2. Zajrzałem na twojego bloga i widzę, że dużo publikujesz ciekawych legend z terenu Dolnego Śląska. Przyznam szczerze, że poszukuje starych podań ludowych lub jeszcze niemieckich relacji z tego rejonu, które można wiązać z tematem UFO. Czy znane ci są takie opisy ludowe lub stare archiwalne historie ?

      Usuń
  4. Bardzo interesująca relacja. Przypomniała mi trochę opis istoty widzianej przy studni w Indiach, gdzie też doszło do paraliżu świadka: http://zmiennoksztaltne.blogspot.com/2012/06/paraliz-niesenny.html

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. To zdecydowanie jeden z najciekawszych przypadków, o których czytałem. Czytanie samej relacji może być przerażające, a co przeżyli świadkowie mogę się tylko domyślać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa sprawa! Około 20-23 lat temu szedłem z rok młodszym kuzynem Drogą Zbłąkanych Wędrowców w miejscowości Lasówka. W małym lasku we wsi, w okolicach krzyża, zauważyliśmy postać sunącą (nie idącą!) w długim płaszczu i nakryciu głowy ale przypominającą bardziej Szarego Człowieka niż to coś z artykułu. Przyspieszyliśmy znacznie, bo wyglądało to dla nas przerażająco, jakiś czas za nami podążał, aż wreszcie po którymś odwróceniu się za siebie kiedy byliśmy już na dużej łące (nie miał się gdzie ukryć) okazało się, że nikogo tam już nie ma. Miałem wtedy około 10 lat, różne rzeczy sobie człowiek wyobraża, ale ta sytuacja wryła mi się na zawsze w pamięć. Jestem z daleka od nakręcania się na 'demoniczne' czy też 'ufopochodne' historie, to co widzieliśmy z Wiktorem było przerażające bo zupełnie nienaturalne ale na pewno żadne oczy nie świeciły na żółto ani nie wypalił trawy spodkiem latającym... był raczej duchem czy czymś co zostało po Szarym Człowieku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorzucę trochę szczegółów które pamiętam. Wszystko trwało dość krótko, nie było załamań czasu ani nic takiego. To był zwykły rodzinny spacer, z kuzynem pobiegliśmy szybciej a rodzice szli za nami jakieś 300m. Droga w tzw "małym lasku" zakręca i poza nami nikt tego nie widział. Pamiętam, że w lasku niedaleko krzyża z bliska widzieliśmy niedużego psa (taki kundlo jamnik) który coś tam szczeknął i zaczął wracać do właściciela który szedł za laskiem z którego wychodziliśmy. (Psa nie znaliśmy, a wieś nieduża i z łatwością rozpoznalibyśmy lokalnego kundelka). To była jedna z tych sytuacji kiedy milkniesz i nic nie mówisz i doskonale wiesz, że osoba z którą idziesz też patrzy na to wszystko i nie wie co powiedzieć. Właściciel psa nie szedł tylko sunął po polu, był ubrany w długą pelerynę aż do ziemi w kolorze ciemno niebieskim ze szpiczastym kapturo-kapeluszem tego samego koloru. Kapelusz bardziej przypominał ten typowy dla magików niż kaptur. Ku naszemu zdziwieniu pies jakby wyparował, zniknął jak tylko zauważyliśmy jego właściciela. Sunący człowiek był bokiem do nas w odległości może 30-50m i na nas nie patrzył.. sunął w głąb pola a my przyspieszając przeszliśmy za jego plecami.. pamiętam, że tylko raz supściliśmy go z oczu na dosłownie sekundę lub dwie i już nikogo nie było.. zniknął na samy środku kilku hektarowego pola! Oczywiście jak o tym wspominamy to wszyscy patrzą z politowaniem i uśmiechem na twarzy, a tylko nam jakoś nie do śmiechu. Tak silny niepokój połączony ze strachem zapada w pamięć na długo...
      Wiktor

      Usuń