piątek, 17 stycznia 2014

Emilcin wciąż żywy po latach; recenzja książki ,,Tajne operacje PRL i UFO"

W maju 1978 r. cała Polska usłyszała o niewielkiej lubelskiej wsi Emilcin i niezwykłej przygodzie jej mieszkańca, Jana Wolskiego, który spotkał w lesie – jak sam to często przedstawiał - ,,potworaków”. Istoty zabrały go do znajdującego się nieopodal statku kosmicznego i wykonały na nim pewne badania.

 Incydent Emilciński do dziś jest traktowany jako najsłynniejsze bliskie spotkanie Polaka z Kosmitami. Stało się przedmiotem dokładnie przeprowadzonych badań i licznych publikacji w polskie i zagranicznej literaturze ufologicznej. Nieżyjący już łódzki badacz UFO – Zbigniew Blania Bolnar – poświęcił wiele czasu na wyjaśnienie zagadki emilcińskiej. Jan Wolski był prostym człowiekiem i nigdy nie czytał nic na temat UFO. Nie posiadał nawet we własnym domu telewizora, a jednak był w stanie opowiedzieć historię, która jak żywo przypominała klasyczne przypadki bliskich spotkań z UFO, szeroko opisywanych już w latach 70 – tych w prasie zagranicznej. Do ostatnich swoich dni p. Wolski stale utrzymywał, że spotkał na swej drodze ,,potworaków”. Nigdy nie zmienił swoich zeznań, co w połączeniu z przeprowadzonymi przez łódzkiego ufologa rzetelnymi badaniami socjologicznymi, czyniło ze zdarzenia w Emilcinie ,,twierdzę nie do zdobycia”.

Nikt przez wiele lat nie starał się kwestionować przypadku Jana Wolskiego. Przeto sam Emilcin stał się legendą i doczekał się nawet własnego pomnika. Ale do czasu. W swojej najnowszej książce  ,,Tajne Operacje PRL i UFO” Bartosz Rdułtowski próbuje zgłębić po latach sprawę emilcińską i prezentuję okoliczności zdarzenia w zupełnie innym świetle.

Książka jest swoistym zapisem dokumentalnym. Jej autor, krok po kroku, przedziera się przez wielki gąszcz tajemnicy i bardzo często prezentuje fakty, o których nikt nigdy wcześniej nie pisał. Dociera do świadków i uczestników wydarzeń z przed ponad trzydziestu lat, analizuje wydarzenia towarzyszące Emilcinowi, czyli słynne sprawy z Przyrownicy i Goliny oraz wyciąga na światło stare zakurzone materiały taśmowe, nieznane dotychczas opinii publicznej listy i notatki z archiwum Blani. Końcowy wniosek jest druzgocący – Emilcin miał swoje drugie dno…

Ostrza krytyki

Przystępując do lektury książki Rdułtowskiego, nie ukrywam, że przeszywała mnie ciekawość, w jaki sposób autor ten poradził sobie z ,,twierdzą nie do zdobycia”. Znam poprzednie książki i artykuły Rdułtowskiego. Cenie sobie w nim pewną otwartość umysłu, zdroworozsądkowy krytycyzm i brak tak często wytykanej wielu badaczom UFO swoistej ,,euforyczności”. Dlatego szanuje jego pierwsze publikację, ale śledząc jego dalsze poczynania z piórem w dalszych pozycjach książkowych, odczułem, że autor stara się za wszelką cenę wyjaśnić każdą sprawę ufologiczną, z którą stacza pisarską walkę. W ten sposób usiłuje sam z siebie wykreować myślową ,,twierdzę nie do zdobycia”. O ile więc książki ,,Z tajnych technologich lotniczych”, ,,Syndrom V-7” i ,,Zapomniana tajemnica Strefy 51” to pozycje godne polecenia, o tyle już w książce ,,Foo Fighters – tajna broń III Rzeszy ?” autor zaczyna interpretować sprawy dość ,,na siłę”.

A Jak poradził sobie p. Rdułtowski z Emilcinem ? Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ten znany z ostrza krytyki publicysta za chwilę wytoczy swoje działa niewiary i rozniesie w pył tak starannie układane przez wszystkie lata filary wiarygodnego zdarzenia przez Bolnara. To nie było zaskoczeniem. Ciekaw byłem tylko, jak to uczyni, więc sięgnąłem po ,,Tajne Operacje PRL i UFO”, wierząc, że sprawa może mieć swoje źródło prawdy w ,,esbedzkich” porachunkach.

Rekonstrukcja widzianego przez Wolskiego pojazdu UFO

No cóż.. Od lat zajmuję się badaniem i analizą zjawiska UFO w Polsce, ale nigdy nie odnosiłem się bezpośrednio do wydarzeń emilcińskich. Przede wszystkim uważałem, że nie ma podstaw, aby traktować ten incydent w kategoriach najsłynniejszego bliskiego spotkania z UFO w Polsce. To głównie media i sam badacz (Blania – Bolnar), uczynił z Emilcina miejscem najsłynniejszego spotkania z UFO w PRL – owskiej Polsce. Dzięki swoim zagranicznym kontaktom, Blania pozwolił uskrzydlić przeżycie Jana Wolskiego i zaistnieć mu w prasie zagranicznej. Po lekturze jego książki ,,Zdarzenie w Emilcinie”, miałem wrażenie, że incydent w Emilcinie – wbrew pozorom – nie czyni z siebie charakterystycznego przypadku ufologicznego. Wszak nietypowy był wygląd ufonautów, ich zachowanie i sposób przeprowadzonych badań i komunikowania się ze świadkiem. Z podobnymi opisami nie spotkamy się zbyt często w innych publikacjach o tej tematyce, a nietypowy wygląd obiektu UFO, przypominający latający dom, sugerowałby, że opowiadana historia przez Wolskiego wyszła na zewnątrz do prasy mocno poturbowana, przechodząc przez sito percepcji świadka i jego świadomości.  

Wątek agenturalny

Jan Wolski
Kontrowersyjny tytuł najnowszej książki Rdułtowskiego sygnalizował skierowanie hipotezy wyjaśniającej zdarzenie w Emilcinie na tory tajnych operacji, co – jak dla mnie – wydawało się ciekawą drogą. Było to interesujący nurt myślowy z uwagi na fakt, że w 1978 r. zaczęła na dobre funkcjonować działalność ufologiczna. Utworzyły się pierwsze organizacje ufologiczne, prężnie tworzył się filar publicystyczny, pisano na temat UFO artykuły, pojawiły się nieco później pierwsze periodyki (m.in. Wizje Peryferyjne). To mógł być sygnał dla ówczesnej władzy, że nielegalnie pod przykrywką UFO rodzi się niebezpieczne ugrupowanie ludzi. Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, organizacje ufologiczne przeszły przez ostatnie lata cenzury prasowej dość lekko. Nie było inwigilacji, nie sprzeciwiono się prawnej legalizacji niektórych organizacji ufologicznych, nikt też nie zakazał publikacji ,,nielegalnych gazet”. Tak jakby tematyka ufologiczna była na rękę ówczesnej władzy. Biorąc pod uwagę skalę działania cenzury w PRL, setki założonych teczek i udanych akcji werbowania, wydaje się to dość dziwne. Polscy ufolodzy mieli duże kontakty zagraniczne. Przykładem może być sam Blania Bolnar, który działał w MUFON i bywał zagranicą. Możliwość przeniknięcia zagranicznego środowiska ufologicznego dla władz PRL mogła wydać się kusząca i gwarantowała duże możliwości agenturalne na zachodzie. Blania mógł więc bardzo szybko znaleźć się na widelcu ubecji, ale oficjalnie nic nie wiadomo na temat tego, czy miał założoną teczkę.

Niestety wątek ,,esbedzkiej” intrygi został potraktowany przez autora książki ,,Tajne operacje PRL i UFO” po macoszemu. Choć Rdułtowski stara się analizować przebieg zdarzenia pod kontem ewentualnej tajnej akcji, to już nie pokusił się o gruntowne przejrzenie akt IPN – u. Bardzo szybko odrzucił hipotezę tajnej operacji,  skupiając się na innych wątkach. A szkoda. Nie poświęcił nic sprawie ,,wojskowej przeszłości” Bolnara. Na pewno miał przecież książeczkę wojskową. Nie wiadomo przecież, czy polski wywiad nie mógł mieć ze sprawą emilicińską czegoś wspólnego. W tym wszystkim pozostaje tylko szumny tytuł książki i jej okładka. Najwidoczniej autor po przez te metody komercyjne starał się zachęcić kluczowymi hasłami do sięgnięcia po jego książkę.

Blef Przyrownicy i Goliny

Wątek intrygi i teorii o halucynacji tymczasem króluje w tle przez resztę dość obszernej książki Rdułtowskiego. Autor wraca też do przypadku Przyrownicy i Goliny. Rdułtowski z góry przychylił się do teorii sugerowanej przez Blanię o mistyfikacji Przyrownicy. Mimo że osobiście odwiedził tą miejscowość i miał możliwość rozmawiania z niektórymi świadkami, dotarł do nieznanych wcześniej wątków ufologicznych (obserwacje obiektu UFO i dziwne ślady na ziemi), to z góry uznał, że ,,każda z tych historii obrastała w coraz grubszą warstwę konfabulacji i upiększeń”. Nie odniósł się do wcześniej przeprowadzonych w tym miejscu badań przez Bronisława Rzepeckiego i Bogdana Grzywny, tylko z góry założył, że ,,kilku mieszkańców Przyrownicy ewidentnie pozazdrościło Janowi Wolskiemu sławy”. Rzetelny dokumentalista powinien wziąć pod uwagę wszystkie możliwe wątki, a nie celowo omijać sprawy nie pasujące do wcześniej ustalonej ,,hipotezy roboczej”.

Tymczasem wizja lokalna w Golinie p. Rdułtowskiego – tak jak Przyrownica -  z góry była skazana na demaskacje. Autor rozmawia z żoną świadka i dowiaduje się, że p. Henryk Marciniak od lat unika swojego przeżycia z uwagi na niechciany rozgłos, co już – samo w sobie – wydaje się podejrzane. Późniejsza korespondencja listowna Rdułtowskiego z Marciniakiem tylko potwierdza sugerowany wcześniej przebieg zdarzeń. Marciniak stwierdza krótko, że ,,to nie prawda” i prosi o nie nękanie go. Zdaniem Rdułtowskiego Blania więc musiał zdawać sobie z tego sprawę, ale potrzebował nowej intrygi do umocnienie ,,emilcińskiej twierdzy”, więc w swojej książce uwiarygodnił wątek goliński.

Znów rodzi się pytanie, czy p. Henryk Marciniak nie starał się na odczepnego dać do zrozumienia, że już od dawna jest zmęczony swoim przeżyciem sprzed ponad trzydziestu lat. Rdułtowski nie kontynuował już listownej korespondencji, starając się wyjaśnić przyczyny sfingowania całej historii.

Zdaniem Rdułtowskiego historię poboczne Przyrownicy i Goliny, służyły tylko jako grunt pod zaprawę do stworzenie ,,twierdzy nie do zdobycia” w Emilcinie przez Bolnara. W tle coraz bardziej wyłaniała się hipoteza o hipnozie i całej intrygi, jaka rozegrała się pomiędzy Blanią a Witoldem Warzonkiem.

Zabawy z halucynacją

Wyjaśnieniem całej zagadki jest chęć zemsty Wawrzonka na Bolnarze. Poboczni świadkowie, jak Adaś Popiołek, są już niewiarygodni, analiza przeprowadzonych badań medycznych zaaranżowanych przez Bolnara na Janie Wolskim budzi dziś wątpliwości i wskazuje, że zostały ,,naciągnięte”. Wreszcie pojawia się kluczowa w sprawie postać Witolda Wawrzonka. Autor analizuje jego biografię, pierwsze publikacje ufologiczne jako nowego ufologa, który stara się zaistnieć w polskiej ufologii oraz zgłębia jego umięjętności… iluzjonisty. Otóż okazuje się, że Wawrzonek w ramach zemsty na Bolnarze hipnotyzuje przejeżdżającego Wolskiego i dokonuje indukcji fałszywych wspomnień. Rdułtowski dowodzi, że Wawrzonek wcześniej interesował się tematyką hipnozy i stosował ją w praktyce. Mógł więc z powodzeniem zaaranżować całą intrygę i wykorzystać Wolskiego do swoich niecnych planów.

Pomnik upamiętniający wydarzenia w Emilcinie
Hipoteza powyższa ma swoje słabe strony. Nie wiemy na jakim poziomie Wawrzonek posługiwał się hipnozą. Nie wiemy też do końca, na ile podatny na hipnozę był Wolski. Wydaje się również mało prawdopodobne, aby zaindukowane przez Wawrzonka w głowie Wolskiego fałszywe wspomnienia była na tyle silne, że czyniły z niego bezprecedensowo wiarygodnego świadka w oczach innych. Wreszcie, czy hipnoza mogła działać tak długo ? Wolski do końca swoich dni nigdy nie zmienił swojego zdania w sprawie swoich przeżyć.

Teoria hipnozy jest prawdopodobnym scenariuszem wydarzeń, ale nie opiera się na faktach, tylko na poszlakach. Rdułtowski, prezentując wiele teorii, całkowicie pomija wątek ufologiczny i stawia na racjonalizm. Jest to świadomy zabieg, który ten autor stosuję już od lat w swoich książkach. Być może w swoich wczesnych publikacjach w magazynie UFO i pierwszej książce uwiarygodniał realność zjawiska UFO, ale w kolejnych starał się wątki ufologiczne dementować bardzo często ,,na siłę” (np. książka o Foo – fighters). Rdułtowski nie chce się identyfikować już ze środowiskiem ufologicznym i wręcz liczy z jego strony na głos krytyki, aby jeszcze bardziej ośmieszyć polską ufologię w konfrontacji z racjonalnymi argumentami (dodam, że w ostatnim wywiadzie uznał polską ufologię za przejaw łączenia jej z religią, co mam mu za złe. Ufologia jako paranauka opiera się na empiryzmie, a nie gloryfikacji zjawiska UFO. W tej kwestii odsyłam autora do swojego artykułu pt. ,,UFO a religia”, jaki niebawem ukaże się w Nieznanym Świecie).

Nie twierdzę, że w Emilcienie faktycznie doszło do bliskiego spotkania z UFO. Być może mamy tu do czynienia z mistyfikacją. Jestem otwarty na takie hipotezy, ale lektura książki ,,Tajne operacje PRL i UFO” nie przekonała mnie do końca. Wydaje się, że temat Emilcina został po latach na nowo odgrzany, ale podany już jako średnio smaczny kotlet.

Mimo wszystko polecam wszystkim najnowszą książkę Bartosza Rdułtowskiego, gdyż dzięki jego żmudnej pracy dokumentalisty światło dzienne ujrzały nieznane materiały archiwalne Blanii, mało znane prasowe publikacje i ciekawe nagrania. W ich konfrontacji Emilcin wciąż wychodzi z obronną ręką i czeka na swoje wyjaśnienie.

Źródła zdjęć

www.nexus.media.pl
www.nieznane.pl
www.emilcin.com




20 komentarzy:

  1. Brednie - szkoda na nie czasu. Ceniłem Rdułtowskiego do pewnego czasu, niestety - zdryfował na manowce polityki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brednie Panie Leśniakiewicz, to Pan latami pisał i nadal pisze. Choćby o nazistowskich UFO! Niech Pan ma odwagę się przyznać, że Rdułtowskiego Pan nie lubi, bo w swoich książkach ("Syndrom V-7", "Ostatni sekret Wunderwaffe") udowodnił, że lansowana przez Pana historia o UFO Hitlera to bajka. Wszyscy tu cwaniakujecie - jak w towarzystwie wzajemnej adoracji - ale jakoś merytorycznej dyskusji nie widać. Pisze Pan: "Ceniłem Rdułtowskiego do pewnego czasu, niestety - zdryfował na manowce polityki..." Co to w ogóle za tekst? Czyta Pan czasem to co Pan napisze? A gdy ktoś zadaje Wam konkretne pytania, to już tacy mądrzy nie jesteście.

      Usuń
  2. Niestety próby mierzenia się z tajemnicą Emilcina zaprowadziły p. Rdultowskiego w kozi róg

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja widzę tylko jedno wyjaśnienia Emilcina. Jeśli to mistyfikacja stworzona przez jakąś grupę ludzi i oni nadal żyją to tylko jeśli taka grupa by się ujawniła i powiedziała jak to zrobiła to bym uwierzył, bo za dużo jest w tym wątków potwierdzających jej prawdziwość, można jeden aspekt czy dwa wyjaśnić ale nie całą tą historie! Po prostu ktoś by musiał od deski do deski wytłumaczyć jak to zostało zaplanowane i wprowadzone w życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hipoteza Bartka Rdułtowskiego tłumaczy WSZYSTKIE wątki tej sprawy. Wymień choć jeden, którego nie tłumaczy. Chociaż jeden!

      Usuń
  4. Mało tego Damianie, że w kozi róg to w dodatku autor celowo i świadomie manipuluje Czytelnikami wprowadzając ich w błąd tytułem i okładką - ludzie kto tak robi ? W dodatku obrażanie środowiska polskiej ufologii przekreśliły tego autora jak niegdyś Blanię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod wywiadem z Bartkiem Rdułtowski pt. Wszystkie światła na Emilcin Pan Tomek zadał Panu trzy pytania dotyczące książki "Tajne operacje - PRL i UFO":
      - czy dalej uważa Pan śledztwo przeprowadzone przez Pana Blanię za wzorcowe i wiarygodne?
      - dalej wierzy Pan, że Adaś Popiołek widział obiekt opisany przez Wolskiego?
      - a za zbieg okoliczności uważa Pan to, że Wawrzonek znał się dobrze wcześniej przed Emilcinem z Blanią i z Wolskimi?
      Czemu Pan nie odpowie, jak jest Pan taki mądry i ma Pan tyle do powiedzenia w sprawie książki Pana Bartka? Merytoryczne i logiczne pytania. Nietrudne, łatwe!

      Usuń
  5. Blania był masakrycznie arogancki i chwalący się swoim intelektem (dla mnie był mądry) przynajmniej tak wnioskuje z jego książki "Zdarzenie w Emilcinie" bo z innych źródeł go nie znam. Bardzo nie podobały mi się jego zwroty opisujące ufoentuzjastów jak np. "ufobizk".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak niestety Blania prezentował się jako bardzo arogancki ufolog, wszystkich innych uznający za ,,pseudobadaczy". Sam się klarował na ,,prawdziwego" badacza, który ma monopol na wiedze ufologiczną

      Usuń
  6. Panowie. Polecam ten film:
    https://www.youtube.com/watch?v=_dVOa50Tpx0

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem po lekturze, parę wniosków:
    1. Książka dla mnie - świetna, trzyma w napięciu, zwłaszcza gdy pamięta się szum w mediach dotyczących zdarzenia emilcińskiego w pod koniec lat 70.
    2. Śledztwo przeprowadzone wnikliwie i z rozmachem, dużo odkryć
    3. Rzeczywiście nie wszystko na 100% zostało wyjaśnione - ale co można zrobić z Henrykiem Marciniakiem jeśli jako jedyny bezpośredni świadek nie chce nic mówić? Wziąć go na tortury? Trudno zarzucić autorowi, że go za nie "przycisnął" :)
    4. Rzeczywiście ciężko jest wyobrazić sobie tak skuteczną hipnozę - tylko że dotrzeć do świadków będzie trudno, żeby wyjaśnić ten wątek

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż do skutku będę powtarzał, że dowód na jakim B.R. budował swoją ostateczną hipotezę nie jest wiarygodny, a dotyczy on rzekomej znajomości Wawrzonka z rodziną Wolskich przed zdarzeniem z 10 maja 1978 roku. Jego znajomość przed tą datą potwierdziliby sąsiedzi Wolskich, bo nie mogło by to ujść ich uwadze, gdyż Wawrzonek nie miał powodu by potajemnie tam przebywać. To jest nie wykonalne. Zbigniew Blania w swej książce pisze jasno, że rodzina Wolskich nie znała wcześniej Witolda Wawrzonka, ani go nie widziała i stwierdza że: "widać to też na nagraniu". Gdyby się znali, to musieliby być aktorami najwyższej klasy. Nawet to że Jan Wolski pytany przez Blanię o znajomość z Wawrzonkiem nieco się pogubił, nie załapawszy o kogo chodzi, to zwyczajna rzecz, kiedy zaczęli go nawiedzać rozmaici ludzie, a nie chęć ukrycia rzekomej wcześniejszej z nim znajomości. Skoro więc Wolscy zaprzeczyli, to dlaczego B.R. pomija ten istotny fakt i opiera swoją hipotezę na niepewnej wypowiedzi wdowy po Wawrzonku, która twierdzi że: "chyba się znali wcześniej". Pominięcie tak ważnego faktu z materiałów zebranych przez Blanię i oparcie się na niepewnym świadku który temu przeczy, świadczy tylko o tendencyjnym nastawieniu autora szukającego za wszelką cenę argumentu potrzebnego mu do jego hipotezy z rzekomą hipnozą. Skoro Wolscy zaprzeczyli że znali Wawrzonka przed 10 maja 1978 roku, to oczywiste jest że nie ukartował o żadnej zemsty na Blani przed tą datą. Powiadomił go o fakcie i usunął się w cień, znając jego kompetencje w fachowym przeprowadzeniu śledztwa co też nastąpiło. Pan B.R. i jego koledzy zabrnęli zbyt daleko żeby się wycofać, ale kto nie ryzykuje, w kozie nie siedzi, jak mawia przysłowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Wolscy nigdy nie zaprzeczyli, aby znali przed 10 maja 1978 roku Witolda Wawrzonka. Taką informację podaje tylko jedna osoba - Zbigniew Blania. Ale - jak już wiadomo - Zbigniew Blania podawał tylko takie informacje, które wspierały hipotezę o UFO w Emilcinie. To co Blania podał w swoich książkach nie jest już wiarygodne.
      2. Jan Wolski - pytany przez Kietlińskiego o Wawrzonka - bez dwóch zdań kręcił! Tu masz cytat:

      Kietliński: Czyli nie zna pan pana Wawrzonka? On tutaj nie przyjeżdżał do pana?
      Wolski: Może i był? To, wie pan, każdy, kto przyjedzie, to mi nie mówi, a ja się nie pytam, jak się nazywa.
      Kietliński: Ale przedtem jeszcze.
      Blania: Ten, co ze mną przyjechał, taki niewysoki. Jak tu byłem pierwszy raz, to przyjechałem z takim panem, z którym razem poszliśmy w pole i rozmawialiśmy. Nie pamięta pan?
      Wolski: Może i ja go widziałem, ale nie przypominam sobie, bo to się widzi to tego, to tamtego, to innego, to jeszcze innego.
      Kietliński: A przedtem pan go nie spotykał? Przedtem, powiedzmy miesiąc temu? W połowie maja...
      Wolski: To ja nie widziałem wcześniej. Może tu był, ale to ja nie mogę sobie tego przypomnieć.

      Wawrzonek był pierwsza osobą, która przybyła do Wolskiego i nagrywała jego relację. Wolski nie mógłby tego nie zapamiętać! Podkreśla to nie tylko Rdułtowski, ale również Krzysztof Drozd, który był zawodowym śledczym!
      3. Jeden z synów Jana Wolskiego był bardzo dobrym kolegą Witolda Wawrzonka w latach osiemdziesiątych. To jest pewne. Jaką masz pewność, że nie był tym dobrym kolegą Witolda Wawrzonka już przed zdarzeniem? Nie masz żadnej pewności! To tylko twoje życzenie!
      4. Wdowa po Witoldzie Wawrzonku potwierdziła, że Witold przez 10 maja 1978 roku dobrze znał jednego z synów Jana Wolskiego i jeździł na rowerze do Emilcina.
      5. Pokaż mi podpisane przed Wolskich zeznanie, że nie znali przed 10 maja 1978 roku Witolda Wawrzonka?
      6. Pokaż mi podpisane przez innych mieszkańców Emilcina pismo, że nie widywali przed 10 maja 1978 roku w Emilcinie Witolda Wawrzonka?

      Observator - musisz się bardziej wysilić, bo to co piszesz w żadnym razie nie jest przekonujące i w niczym nie szkodzi hipotezie Rdułtowskiego.

      Usuń
  9. Pokaż mi podpisane przez Wolskich pismo, że znali Wawrzonka przed 10 maj 1978 roku, i takie samo pismo podpisane przez jego sąsiadów. Nie masz takiego dowodu. Wawrzonek do chwili przekazania śledztwa Blani, był w Emilcinie tylko dwa razy, co wynika z relacji syna Wolskiego, Józefa (Zdarzenie w Emilcinie str. 136-138) Jasno widać że Wolski nie zapamiętał nazwiska Wawrzonka i dla tego nie mógł sobie skojarzyć jego osoby, choć nie jego twarz i z tym miał problem, ale później syn Józef go naprowadził, wspominając o książeczce którą Wawrzonek zostawił Wolskim będąc u nich pierwszy raz, czyli 26 maja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeba uważnie przeczytać ten fragment rozmowy nagranej na taśmie magnetofonowej z książki Z. Blani jaki podałem wyżej, bo tam Wolski usiłuje sobie przypomnieć o kogo właściwie pyta go Ryszard Kietliński. Wolski odpowiada (str.136, na dole strony) "Może i był? To, wie pan, każdy kto to przyjdzie, to mi nie mówi, A JA SIĘ NIE PYTAM JAK SIĘ NAZYWA." Wolski w tym momencie nie pamiętał nazwiska Wawrzonka, ponieważ widział go tylko 3 razy do chwili nagrywania tej rozmowy. Pierwszy raz kiedy odwiedził go 26 maja, drugi raz, kiedy przyjechał z Blanią 31 maja i po raz trzeci 1 czerwca, ale nie brał już udziału w przepytywaniach Wolskiego tego dnia. Wolski zwyczajnie nie wiedział jak Wawrzonek się nazywa, do tego czasu przewinęło się u niego kilka ciekawskich osób których też nie znał z nazwiska, bo oni się nie przedstawiali, a on się o to nie pytał. Takie jest logiczne wyjaśnienie tej kwestii, a nie usiłowanie obarczenia go chęcią ukrycia rzekomej wcześniejszej znajomości. Taka interpretacja jaką usiłuje nam wmówić B.R. jest naginaniem faktów do jego teorii, bo tak na prawdę autor nie liczy się z faktami, tylko manipuluje nimi dla podparcia swoich urojonych hipotez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Manipulujesz faktami Ty, gdyż uparcie podpierasz się tym, co wyczytałeś wiele lat temu w książce Blani i w co bezgranicznie i naiwnie uwierzyłeś. Twój problem. Powtarzam jeszcze raz rzecz prostą do ogarnięcia. Twierdzisz, że Wawrzonek nie znał Wolskiego, bo tak napisał Ci Blania. Ten sam Blania, który zbajerował Popiołków, aby mieć drugiego świadka. Ten sam, który zataił sprawę piór i ten sam, który zrobił masę innych kombinacji, aby tylko zrobić z przypadku w Emilcinie wiarygodny. Bo było mu to na rękę, tak samo jak tobie jest to na rękę, bo chcesz w to koniecznie wierzyć.
      Ale nie obrażaj kolego Rdułtowskiego, że nagina fakty. Bo tak się składa, że jest on ostatnią osobą piszącą o Emilcinie, której można to zarzucić.
      W sumie, to jest mi obojętne, czy Ty i inny wierzący w UFO będą dalej wierzyć, że Wolski spotkał kosmitów. Wierz sobie w co chcesz. Tylko nie pisz tu, że coś w co chcesz wierzyć jest faktem. Bo nie jest! Blania zrobił w Emilcinie cyrk. A Ty wciąż cytujesz jego zmanipulowaną książkę, jak mantrę... A z rozmowy, gdzie Wolski ewidentnie kręci, robisz z gościa półgłówka, że niby nie zapamiętał człowieka, który pierwszy raz nagrywał go na magnetofon. Komu Ty chcesz takie bajki wmówić? Powtarzam jeszcze raz. Nie masz żadnych dowodów wykluczających to, co powiedziała SAMA OD SIEBIE wdowa po Wawrzonku. Że znał przed 10 maja 1978 roku syna Jana Wolskiego i jeździł do Emilcina.

      Usuń
  11. Myślę że przeciętnie rozgarnięty czytelnik zrozumie że to co relacjonuje Jan Wolski z taśmy podczas przepytywania 10 czerwca dowodzi iż się z Wawrzonkiem nie znali. Nagranie jest autentyczne i jest dowodem na to co Blania pisał na ten temat na str. 99 swej książki. Wolski był człowiekiem nader zapracowanym, a to nie sprzyja koncentracji na obcych osobach które zaczęły go odwiedzać. Dla mnie to oczywiste. A co do wdowy po Wawrzonku? Chętnie bym ją przepytał osobiście w tej sprawie póki żyje, bo jej absolutnie nie daję wiary co do tej rzekomej znajomości jej męża z rodziną Wolskich przed 10 maja 1978 roku. Ona na pewno myli fakty z tak odległej przeszłości. Na koniec muszę wyznać że nie wierzę w przyloty kosmitów, a książkę Blani zawsze mam pod ręką, by weryfikować rozmaite absurdy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja wierzę tylko w fakty, a nie w hipotezy bez dowodu. Gdyby pan Rdułtowski miał mocne dowody, to bym je uznał, ale takich nie przedstawił, a to co odkrył w śledztwie, to tylko ukrycie przez Blanię faktu iż Adaś Popiołek dołączył do swojej obserwacji zasłyszany szczegół, oraz kilka drobiazgów bez znaczenia dla sprawy emilcińskiej, albo całkiem z nią nie związanych, jak Golina i Przyrownica. O wątkach z udziałem Witolda Wawrzonka i jego rzekomych zdolnościach na polu hipnozy po raz kolejny wspominać nie chcę, bo to żaden dowód, podobnie jak sprzeczność w zeznaniach jego żony w stosunku do nagrań Zbigniewa Blani.

    OdpowiedzUsuń
  13. To wyjaśnia wszystko, list napisany na forum infra przez syna W.Wawrzonka.

    List otwarty Adama Wawrzonka do ufologów i miłośników UFO ws. fałszywego zaprezentowania postaci Witolda Wawrzonka przez Bartosza Rdułtowskiego.

    Na początku września 2014 roku poproszono mnie o zabranie głosu w kwestii incydentu emilcińskiego, gdyż "odkrywcą" sprawy był mój ojciec zmarły 12 października 2002 roku, Witold Wawrzonek.

    Dysponuję trzema, w moim przekonaniu bardzo istotnymi faktami, które wykluczają ojca jako mistyfikatora incydentu emilcińskiego, którą to hipotezę bezwstydnie i z uporem usnuł p. Bartosz Rdułtowski.

    Pierwszym faktem jest to, iż wówczas jako dziecko pamiętam poruszenie, gdy ojciec się dowiedział o dziwnych istotach. Wtedy to słowo "Emilcin" usłyszałem po raz pierwszy. Pamiętam też jak podekscytowany szykował się do wyjazdu do Emilcina, chcąc to jakoś utrwalić, jak się później okazało, na kasecie magnetofonowej pierwszy wywiad z Janem Wolskim.

    Ojciec nie znał dokładnego adresu, gdzie ma jechać wiedział tylko że to gdzieś w Emilcinie i że "Emilcin to wieś".

    Drugie, to, że ojciec w tym okresie nie interesował się hipnozą, nawet amatorsko. Ponadto w późniejszym okresie, kiedy się nią interesował, tak jak w innych sprawach, strzegł związanych z nią względów etycznych.

    Ojciec, Witold Wawrzonek, nie posiadał jednak zdolności hipnotyzerskich i nawet gdyby chciał, nie potrafiłby nikogo zahipnotyzować.

    Trzecie, równie istotne w kwestii wykluczenia ojca jako mistyfikatora incydentu emilcińskiego jest to, że ojciec, kiedy nie było nikogo ze znajomych, miał w zwyczaju głośne rozważanie (mówienie do siebie), nie zwracając uwagi na obecność mnie jako kilkulatka. Zastanawiał się wtedy na głos nad tym, co się wydarzyło w Emilcinie (mistyfikator raczej by tego nie robił). Ojciec zastanawiał się, skąd pochozą owe istoty, dlaczego w rejonie Trójkąta Bermudzkiego znikają samoloty i nad wieloma innymi kwetiami.

    Wyklucza to Witolda Wawrzonka z roli, jaką przypisał mu w książce "Tajne operacje PRL i UFO" jej autor.

    Z Poważaniem,
    Adam Wawrzonek

    OdpowiedzUsuń
  14. Od Pana Adama wiem, że wywiad z jego matką to nie sprawa jednego telefonu, lecz kilku. Rozmówca nie od razu uzyskał to czego usilnie oczekiwał, czyli potwierdzenia informacji o rzekomej znajomości jej męża z Wolskimi przed 10 maja 1978 r.

    OdpowiedzUsuń