sobota, 17 listopada 2018

Naborów - anomalne miejsce UFO

Na przestrzeni dwóch miesięcy (sierpnia i lipca) 1997 r. dochodzi do aż trzech zdarzeń w rejonie miejscowości Naborów – miejscu, które stało się swoista strefą anomalną z udziałem UFO.  Jeden przypadek dotyczy missing time i spotkania z tajemniczą mgłą, drugi to już enigmatyczna ,,teleportacja” człowieka z jednego miejsca na drugie. Wreszcie, trzeci to osobliwe spotkanie z ,,iskrzącą” się kulą, która sprawia, że rolnik porzuca swój ciągnik w rowie i ucieka. Co łączy te zdarzenia ?


Z polskiej literatury ufologicznej znane jest kilka miejsc na mapie Polski, które ,,ochrzczono” mianem anomalnych stref. Na pierwszy plan wysuwa się słynne Wylatowo, gdzie – oprócz licznych obserwacji UFO – dochodziło także do manifestacji kręgów zbożowych w latach 2000 – 2005. Równie imponujący prezentuje się materiał faktologiczny zebrany przez ropczyckiego ufologa, Arka Miazgę, w miejscowości Glinik, koło Rzeszowa.

Na Dolnym Śląsku spotykamy się również z takimi rejonami, gdzie UFO pojawia się lub pojawiało się częściej niż nigdzie indziej. Takim obszarem do niedawna był np. rejon Brzegu Dolnego, Stobna, Godzięcina i Wołowa. O niektórych obserwacjach UFO z tych rejonów pisałem już wielokrotnie na swoim blogu. W niniejszym tekście pragnę podzielić się z Czytelnikami z szalenie interesującymi przypadkami, które rozegrały się w odstępie zaledwie dwóch miesięcy niedaleko miejscowości Naborów.

Przejeżdżając niewielką drogą gminną pomiędzy miejscowością Naborów a Brzegiem Dolny, pokonujemy krótki otwarty odcinek rzędu 1000 m. Po lewej i prawej stronie znajdują się tereny uprawne, w połowie drogi po lewej stronie stoi tajemniczy krzyż, o którym jeszcze będzie mowa. Teren nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale właśnie tutaj w sierpniu – wrześniu 1997 r. dochodzi do trzech bardzo dziwnych zdarzeń, które udało się udokumentować po latach. Choć nie było to łatwe, gdyż nie każdy ze świadków chciał o swoich przeżyciach otwarcie rozmawiać.

Przenieśmy się w czasie do początku sierpnia 1997 r. Jest godzina 24. Robert K. – lat 43 – wyjechał właśnie swoim rowerem od dziewczyny mieszkającej w Naborowie. Udawał się do miejscowości Brzeg Dolny. Była piękna, gwiaździsta noc. Robert znał drogę doskonale i zwykle zajmowało mu przejechanie tego krótkiego odcinka drogi około 15 minut.

Spotkanie z istotą we mgle

,,Nie jest to kręta droga. To prosty odcinek. Od domu mojej dziewczyny do mojego był to dystans 4 km. Pieszo pokonywałem go w 45 minut – rowerem jakieś 15 minut. Jadąc w środku nocy tą drogą można sobie różne rzeczy uroić, ale to co mi się przytrafiło było dziwne i wiem, że straciłem trochę czasu, gdzie po drodze nie miałem prawa go nigdzie zgubić.

Wygląd istoty, którą widział we mgle Robert K.
Znajdując się w niewielkiej odległości od Brzegu Dolnego nagle wjechałem w jakąś dziwną zieloną mgłę. Ona wyrosła, jak spod ziemi. Było ciemno, ale nie widziałem jej z oddali, a odcinek jest prosty. Mgła nagle zakryła wszystko wokół mnie, bo była strasznie gęsta. Nie widziałem już nic wokół mnie, nieba, drogi. Nawet światło od lampy rowerowej po prostu zatapiało się w tej zieloności. Zrobiło się nagle cicho. Nie słyszałem szczekania psów z pobliskiej miejscowości, cykania świerszczy. Nic. Nie wiem czy nawet słyszałem siebie w tedy. Jechałem tak może 150 m., gdy nagle wyłoniła się jakaś postać koło mnie. Wyglądała, jak człowiek. Trudno mi to po latach opisać. To była bardzo gęsta mgła i nagle pojawia się ktoś tuż obok mnie. Szybka mijanka, prawie zderzenie. Oczywiście przestraszyłem się. Nie wiem, czy też nie uroiłem sobie tej postaci. Ona raczej stała w miejscu. Była około mojego wzrostu, jakieś 1,7 m. Ciemna postać, bardziej cień człowieka, niż konkretna postać. Tutaj dzieje się dziwna rzecz, bo chyba mijając się z tą postacią straciłem lekko przytomność. Ocknąłem się stojąc na ziemi i trzymając rękami kierownicę roweru. Mgła nagle zniknęła, a ja z prędkością światła dojechałem kompletnie wystraszony do domu i spojrzałem na zegarek. Dochodziła pierwsza nad ranem. Mówię do siebie nie możliwe, bo pamiętam, która była godzina, jak wyjeżdżałem z domu mojej dziewczyny. Na jej zegarze było parę minut po dwunastej. Więc mówię sobie, że może mój zegar nie działa, spóźnia się, więc dzwonię w środku nocy do niej i pytam się, jaką godzinę pokazuje jej zegar. Oczywiście zanim otrzymałem odpowiedź, najpierw zostałem zrugany, że wydzwaniam po nocy i budzę wszystkich. Ale godzina się zgadzała. Była pierwsza nad ranem”.

Z powyższego opisu wynika, że p. Robert zgubił około 30 – 40 minut, zakładając, że jego podróż w normalnych okolicznościach zajmowała 15 minut. Z relacji wynika, że wygląd mgły, jak i stan świadomości świadka w trakcie przejazdu przez nią, był nienaturalny. Warto tutaj zwrócić uwagę na szczegół dotyczący wystąpienia tzw. ,,ciszy” w chwili przejazdu przez mgłę, co jest dość charakterystyczne w przypadku występowania tzw. ,,czynnika Oz” w wielu zdarzeniach paranormalnych. Wszystko wskazuje na to, że mgła była nienaturalnym tworem i jej manifestacja w tym miejscu w jakiś sposób ,,zaginała” lokalnie rzeczywistość wokół, czyniąc jednocześnie anomalie czasowe.

Droga, na której doszło do trzech zdarzeń w krótkim
przedziale czasowym

Jeśli już mówimy o anomaliach czasowych, to warto przejść do omówienia kolejnego przypadku, który rozegrał się dosłownie kilka tygodni później w tym samym miejscu. Poniższe zdarzenie również ociera się o anomalię z czasem i przestrzenią.

Teleportacja i postradanie zmysłów

Zdarzenie to miało miejsce około godziny 23. Mariusz B., mieszkaniec pobliskiego Stobna, były nauczyciel WF-u, do późnych godzin wieczornych grał w piłkę z kolegami w Brzegu Dolnym. Po skończonej grze, udaje się pieszo do domu (mieszka wówczas z rodzicami w Stobnie). Ma do pokonania odcinek rzędu 6 km. W dniu zdarzenia miał na sobie długie spodnie, koszulę z krótkim rękawkiem i zawiązaną wokół siebie bluzkę. Mniej więcej w połowie drogi od Brzegu Dolnego do Naborowa, zatrzymał się na chwilę za potrzebą.  Stanął i nagle został spowity jasnym snopem światła od góry.

,,Objęło mnie nagle jasne światło z góry. Jakby ktoś strzelił we mnie reflektorem. Usłyszałem też donośny metaliczny dźwięk, jakby w głowie i straciłem przytomność.” – relacjonował.

Ocknął się jakieś 30 metrów dalej na polu totalnie otumaniony.  Dusił się, bo jak się okazało ocknął się leżąc głową w ziemi. Totalnie oszołomiony wpadł w panikę, bo w pierwszym momencie nie wiedział, gdzie się znajduję.

,,Widziałem, jakieś przejeżdżające samochody pobliską drogą. Dopiero po jakieś chwili dotarło do mnie, że to ta droga, która szedłem pieszo. Podniosłem się i zacząłem biec, co sił. Dobiegłem do drogi przewracając się po kilka razy i dalej wzdłuż drogi pognałem do domu. W trakcie uświadomiłem sobie, że nie mam na sobie butów, swojej bluzy. Byłem też bez koszulki. To był szok, nie wiedziałem, co się dzieje”. – opowiadał.

Fragment pola, na którym znalazł się po ocknięciu
Mariusz
Świadek w takim stanie dostał się do domu i tutaj zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które potwierdziła mieszkająca z nim rodzina. Jego matka mówiła później, że wpadł, jak szalony do domu. Próbował coś wymamrotać, ale bezskutecznie. Po chwili uciekł i schował się do szafy. Było widać po nim, że jest czymś roztrzęsiony. Po chwili wyszedł, wziął kartę papieru i długopis i zaczął coś malować. Po chwili schował się pod stół i nie chciał wyjść. Z początku rodzina uznała, że ktoś go zaatakował, uderzył i otumanił. Zdecydowali się więc wezwać karetkę. Po dłuższej chwili ratownicy z karetki osłuchali Mariusza i nie stwierdzili żadnych obrażeń. Jego stan psychiczny był jednak niepokojący. Ostatecznie został zabrany i trafił do Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lubiążu. Tam Mariusz spędził dwa tygodnie i został wypisany w stanie dobrym.



Fragment dotyczący swojego dziwnego zachowania, Mariusz już nie pamiętał. Jego nerwowość, pobudzenie i paniczny strach, został zrelacjonowany później przez rodzinę. Tak naprawdę do dzisiaj nie udało się ustalić, co takiego faktycznie stało się feralnego wieczoru sierpniowego w 1997 r. Mariusz pamiętał całą historię fragmentarycznie. Po wizycie w szpitalu psychiatrycznym i dwutygodniowej kuracji, niechętnie wracał do tych wydarzeń. Raczej starał się o wszystkim zapomnieć i wymazać to z pamięci. Dlatego znamy tą historię tylko fragmentarycznie. Na pewno wiele w tej sprawie mogłaby zmienić regresja hipnotyczna, na którą świadek nie wyraził zgody.

Mariusz dzisiaj jest już normlanym człowiekiem, założył rodzinę i jego pozycja społeczna jest już ustabilizowana. Gdy sięga pamięcią do tamtych wydarzeń, od razu pojawia się niepokój i strach.

Mapka miejsca zdarzeń

Panoramiczne ujęcie miejsca zdarzeń w Naborowie


Jak się okazuje, nie są to jedyne wydarzenia, jakie rozegrały się w tak krótkim odstępie czasowym w tamtym miejscu. Na początku września 1997 r. dochodzi do kolejnego iście interesującego zdarzenia.

Kula, która goni ciągnik na polu

Ryszard P., rolnik mieszkający w pobliskim Radeczu, w godzinach popołudniowych orał swoje pole. Dodajmy tutaj, że było to to samo pole, na którym znalazł się Mariusz B. po zetknięciu z promieniem światła. Ryszard jeździł ciągnikiem wraz ze swoim psem. Ten w tym momencie biegał po polu. Oddajmy głos świadkowi:

,,Orałem właśnie lewą część pola, ciągnik jechał stałą prędkością. I nagle coś rąbnęło, jakby piorun. Co u licha pomyślałem, burza jakaś idzie ? Ale pogoda była w tedy bardzo ładna. Niewielkie zachmurzenie, na żadną burze się nie zanosiło. I nagle widzę taką żółtą kulkę lecącą nisko nad polem. To coś narastało, powiększało się i leciało w stronę mojego ciągnika. Była to idealna kula żarzącego się światła żółtego. Odchodziły od niej iskry.  Kula zaczęła przyspieszać i lecieć centralnie w moją stronę. Najpierw uciekła moja suka, a później ja zeskoczyłem z ciągnika i zacząłem biec w przeciwnym kierunku. Sytuacja zrobiła się poważna. Strasznie się zląkłem, ciągnik pojechał sam i wpadł do rowu. Trzeba było go później ściągać z tego rowu. Myślałem, że to jakieś nieszczęście będzie, bo ciągnik wjechał do rowu”. – wspominał Ryszard.

Trajektori lotu kuli widzianej we wrześniu 1997 r. Obiekt leciał z południa na północ,
centralnie na ciągnik prowadzony przez Ryszarda P.


Wizualizacja bezpośredniej konfrontacji
W pierwszym momencie świadek uznał, że ma do czynienia z wyładowaniem atmosferycznym. Bał się, że kula ma w sobie jakiś ładunek elektryczny i może go porazić, więc uciekł. Nie wiadomo, więc jak zakończyła się obserwacja. Ciągnik nie miał żadnych uszkodzeń, tylko mocno zarył się w ziemię.

Podsumowując, mamy więc do czynienia z trzema bardzo ciekawymi zdarzeniami, które rozegrały się w tym samym miejscu na przestrzeni zaledwie paru tygodni.

Żadnego z powyższych przypadków nie da się racjonalnie wyjaśnić. Zarówno pojawienie się mgły, w którą wjechał Robert K., tajemnicza teleportacja w głąb pola Mariusza pozostają sprawami niewyjaśnionymi. Nawet pojawienie się kuli w biały dzień, która inteligentnie kierowała się na Ryszarda P. nie da się wyjaśnić po prostu zwykłym piorunem kulistym. Dodajmy tutaj, że obiekt w kulminacyjnym momencie miał średnicę metra, poruszał się dość szybko i bezdźwięcznie i – zdaniem świadka - ,,świadomie” zmierzał na kolizję z nim. Czy tak zachowują się pioruny kuliste i czy potrafią przyjmować tak imponujące rozmiary ? Raczej nie.

Krzyż, który stoi przy drodze w miejscu,
gdzie doszło do trzech zdarzeń w 1997 r.
Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, iż w miejscu, gdzie rozegrały się powyższe wydarzenia stoi krzyż. Próbowałem znaleźć jakieś informację na jego temat. Ale bezskutecznie. Pewien mieszkaniec z okolic zwierzył mi się, że jest to krzyż upamiętniający pogrom żydów dokonany przez Niemców, do jakiego doszło w tym miejscu w czasie wojny. Nie posiadam tej informacji sprawdzonej od strony historycznej. Nie mniej jest to ciekawostka, która nieco rozświetla nam mroczną tajemnicę tego miejsca.

Nie od dziś wiadomo, że miejsca pokutne, gdzie stoją krzyże, kapliczki, są często areną manifestacji anomalnych zjawisk. W takich miejscach mówi się o występowaniu tzw. ,,błędów” znanych z literatury etnograficznej.  Mówiąc krótko, często są to miejsca ,,naznaczone”. Czy więc w okolicach Naborowa w sierpniu i wrześniu 1997 r. doszło do eskalacji jakieś siły ? Nie wiadomo. Choć jest to miejsce już nieaktywne pod względem anomalnym, ale oprócz wyżej opisanych przypadków, w swoim archiwum posiadam jeszcze kilka obserwacji UFO, do których doszło w pobliżu. Jest to m.in. bliskie spotkanie w Stobnie i lecącej ,,strunie” (relacja prasowa z 1992 r.), obserwacja zielonego trójkąta w tym rejonie z 1992 r. oraz obserwacji kuli z 1996 r. Czy te wszystkie zdarzenia łączy występująca w tym miejscu anomalność – swoiste okno na inną rzeczywistość ? To oczywiście pozostaje tylko domysłem.

Wszystkich potencjalnych świadków podobnych zdarzeń z okolic Dolnego Śląska i innych rejonów Polski proszę o kontakt na maila: dam.trela@gmail.com  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz