niedziela, 9 listopada 2014

Indiańskie ryty ze wsi Kontrewersu; polski ślad paleoastronautyczny ?

Wydawać by się mogło, że w Polsce próżno można szukać świadectw paleastronautycznych na miarę rysunków z Nazca czy tajemniczych malowideł kryjących się w piramidach egipskich. Ale odkryty pod koniec lat 80 – tych niezwykły kamień z Kontrewersu może być naszym małym polskim śladem w kontekście paleokontaktów. Zdaniem polskich archeologów tajemnicze ryciny postaci na kamieniu nawiązują do północnoamerykańskich wizerunków mitologicznych Kaczynów, dla niektórych będących istotami ,,nie z tego świata”. Pytanie tylko, co ,,krewniacy” Indian Hopi robili na ziemi polskiej ?


Mniów – niewielka wieś gminna położona w samym sercu woj. świętokrzyskiego – niczym szczególnym, poza pięknymi okolicznymi krajobrazami, nie wyróżnia się na tle polskiej mapy od strony turystycznej. Ale to właśnie tutaj, przed niewielkim budynkiem urzędu gminnego, postawiona jest szklana piramida, która stanowi nie małą antropologiczną, a kto wie, czy nie starożytną zagadkę z gatunku paleastronautyki.  Otóż w szklanej kopule mieści się tajemniczy kamień, a wyryte nań przez człowieka dziwne postacie nie przypominają niczego znanego z prehistorycznych rysunków słowiańskich plemion zamieszkujących niegdyś te ziemie. Jedni widzą w nich wizerunki diabłów, inni doszukują się genezy kosmicznej. Kto jest bliższy prawdy ? Nie wiadomo. Jednego można być w tej sprawie pewnym. Petroglif – mimo usilnych starań – nie wpisuje się w kontekst słowiańskich rysunków i bliżej mu do północnoamerykańskiej kultury starożytno-indiańskiej. Tylko jakim cudem znalazł się on na ziemi polskiej ? – pytanie nieuchronnie ciśnie się na usta i wprawia w spore zakłopotanie polskie środowisko archeologiczne.

Diabły czy kosmici ?

Historia diabelskiego kamienia spod Mniowa pisana jest – jak to często bywa w takich przypadkach – literą przypadku. W 1988 r. Wojewódzki Konserwator Zabytków w Kielcach otrzymał zgłoszenie od pana Henryka Gonciarza, właściciela działki leśnej z Kontrewersu (niewielkiej wsi położonej 6 km na północ od Mniowa), iż wykopał on zupełnym przypadkiem kamień pokryty dziwnymi znakami. Sprawa nie została od razu zbagatelizowana z uwagi na fakt, iż rejon świętokrzyski to prawdziwa mekka historyczna dla poszukiwaczy skarbów i archeologów. Tak więc informacja o rzekomym odkryciu została przekazana drogą administracyjną kompetentnemu w tej dziedzinie wydziałowi archeologicznemu.  Dr. Eligia Gąssowska, znana kielecka archeolog, jako pierwsza dotarła na miejsce i przeprowadziła swoje czynności badawcze. Na kamieniu dojrzała dwie postacie – jedną prawdopodobnie męską, z wyraźnie rzucającym się w oczy odstającym narządem męskim; oraz żeńską, o czym być może świadczy znajdujący się pod jej nogami półksiężyc (starożytny symbol kobiecości). Obydwie postacie wyglądały jakby grały na flecie lub innym instrumencie muzycznym, a na głowach miały czułki lub rogi. W dodatku uważne oko mogło dopatrzeć się jeszcze jednego ciekawego szczegółu. Na plecach istoty miały coś na podobieństwo garbu lub skrzydeł. W swojej ocenie, dr. Gąssowska, nie doszukała się jednak w kamiennych rytach niczego niezwykłego poza wczesnośredniowiecznymi wizerunkami diabłów lub jakiś pogańskich znaków magicznych. Podłożem pod diabelską hipotezę – zdaniem pani archeolog – były rzucające się w oczy rogi na głowie istot.



Powyższa ekspertyza niejako nie kłóciła się z ogólna wiedzą historyczną tego regionu. Obszar Gór Świętokrzyskich wręcz epatuje w świadectwa bytności kultury słowiańskiej, czego szczególnym wyrazem są pozostawione na wielu wzniesieniach kamienne obiekty kultu. Zastanawiające było jednak to, że kultura słowiańska raczej stroniła od wykonywania tak ,,egzotycznych” antropologicznych petroglifów na kamieniu. Powszechnie znaną symboliką artystyczną Słowian były krzyże i koła, nawiązujące do kultu Słońca i Księżyca. W kamiennych rytach słowiańskich brakuje więc postaci o tak dziwnym wyglądzie.

Tajemnica znika na 20 lat

Hipoteza o diabelskich petroglifach bardzo szybko została rozdmuchana w okolicy i wśród mieszkańców wsi Kontrewers neolityczny głaz został ochrzczony ,,diabelskim kamieniem”. Bardzo szybko też poczynania archeologów we wsi zainteresowały lokalną prasę. W marcu 1990 r. dziennikarz ,,Echa Dnia’’, Tadeusz Wiącek, swoją skromną publikacją nadał kamieniu zupełnie nowy wydźwięk. Bardzo sprytnie połączył cieszące się wówczas w Polsce zainteresowanie lekturami szwajcarskiego pisarza, Ercicha von Danikena i uznał, że wizerunki rzekomych diabłów to tak naprawdę postacie kosmitów. Nie trzeba było długo czekać na ciąg dalszy. Szum medialny odbił się szerokim echem w kręgach sympatyków UFO i ezoterycznych zagadek. Wioskę Kontrewers odwiedziło też wielu radiestetów i zwróciło uwagę na emanujące z kamienia energie geomantyczne. Kamień wykazywał więc właściwości lecznicze i mógł być wykorzystywany przez tajemniczych twórców rytów do swoich rytuałów religijnych.

Ciżba ciekawskich przybywająca do tej niewielkiej świętokrzyskiej wsi z wolna zaczynała drażnić jej mieszkańców. Niektórzy turyści próbowali nawet ukraść tajemniczy kamień, doszło też do prób aktu wandalizmu. Służby konserwatorskie zadecydowały więc o jego ukryciu. Do tego celu posłużyły się podstępem. Do mediów przedostała się informacja, że ,,diabelski kamień” został przetransportowany do niewymienionej z nazwy placówki muzealnej, a tak naprawdę został sprytnie zakopany, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie go odkryto.

Ten z pozoru zapobiegawczy proceder przyczynił się do tego, że polskie środowisko naukowe zupełnie zapomniało o ekscentrycznym odkryciu na przeszło 20 lat. Kolejny przypadek znów sprawił, że temat kamienia ożył na nowo i nieco przetasował wiedzę historyczną o polskiej kulturze prehistorycznej. Sprawiając jednocześnie, że ,,diabelski artefakt” obrósł w jeszcze większe tajemnice.

Tropem jurajskich śladów dinozaurów, do zapomnianej wsi Kontrowers w maju 2005 r. zawędrował dr. Gerard Gierliński z Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie i zupełnie przypadkiem natknął się na zatarte zębem czasu kamienne ryciny. Co ciekawe, od samego początku kamień ulokowany był tuż przy odcisku stopy wczesnojurajskiego dinozaura ptasiomiedniczego. Ekipa archeologiczna Gierlińskiego nie stwierdziła ponadto jakichkolwiek innych śladów osadnictwa plemiennego na tym obszarze, co – samo w sobie – było dość zastanawiające. Interesujące wydawało się też ułożenie kamienia względem stron świata. Głaz leżał dokładnie na osi północ – południe, zaś same ryty zostały wykonane po zachodniej stronie. Trudno powyższe spostrzeżenie zrzucić na karb przypadku, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w prehistorycznych plemionach kładziono silny nacisk na lokowanie swoich elementów kamiennych świątyń po zachodniej stronie. Nie inaczej wyglądał też proceder pochówku zmarłych.

Ślady prowadzą do Ameryki Północnej

Flecista Kokopelli
To, co jednak wzbudziło największe kontrowersje w sprawie automorficznych postaci z kamienia, dotyczyło bardzo oryginalnej teorii zaproponowanej przez dr. Gierlińskiego. ,,Ryty ewidentnie przedstawiają postać męska i kobiecą i rzeczywiście mogą pochodzić z neolitu. – mówił w wywiadzie dla Portalu Gazeta.pl dr. Gierliński - ,,Zajmuję się jednak tym znaleziskiem już półtora roku i nie znalazłem w Europie podobnych wzorów. Dla mnie najbliższe były rzeczywiście do wizerunków kokopelli z mitologii Indian północnoamerykańskich. Nie musi to oznaczać, że zrobili je np. Indianie Hopi, ale raczej że mogły one być wytworem ludzi wywodzących się z tej samej populacji. Pośrednio potwierdzają to badania genetyczne, z których wynika, że wielu Europejczyków i Indian ma dużą część wspólnych genów. Tak naprawdę więcej dowiemy się dopiero po szczegółowych badaniach podłoża spod kamienia i analizie pyłków roślin, które się tam zachowały”.

Rzeczywiście zasugerowana przez warszawskiego archeologa teoria wydaje się być dość ciekawa. Podobieństwo do północnoamerykańskich mitologicznych kokopelli jest zauważalne nawet dla przeciętnego laika.

Jak wiadomo, kult kokopelli wiąże się ze starym bóstwem fallicznym i wyraża dość silnie wyakcentowany artystycznie w rytach kult płodności. Tajemnicze postacie z ,,diabelskiego kamienia” wydają się reprezentować dualizm – kobietę i mężczyznę, gdzie atrybutem postaci męskiej jest – podobnie jak w przypadku północnoamerykańskich petroglifów – flet. Również charakterystyczna jest tutaj także cecha występującego garbu wraz ze sterczącymi piórami lub, jak niektórzy chcą widzieć, anten lub czułków.

Słynne glify Indian Hopi. Zdaniem niektórych
przedstawiają istoty z Kosmosu
Odkryte na terenie Arizony i Nowego Meksyku ryciny starego bóstwa kokopielli były dziełem Indian Hohokam i Hopi. Reprezentowały wizerunek odłamu tzw. kaczynów Hopi, czyli istot demonicznych, które pośredniczyły dla ludzi pomiędzy światem materialnym a duchowym. Indianie Hopi wierzyli, że istoty te pochodziły ,,z innego świata”. Ich niezwykłe wizerunki na naskalnych malowidłach idą w sukurs teoriom o dawnych kontaktach z istotami pozaziemskimi. Kaczyni byli dla ludzi nauczycielami, przekazali im podstawy ich kultury i praw moralnych. Według wierzeń ludowych Hopi, przybyli do nich na ,,latających tarczach”. Skojarzenia niektórych petroglifów przedstawiających owe ,,latające tarcze” można kojarzyć ze współczesnymi relacjami o spotkaniach z UFO. Jak jednak wytłumaczyć, że podobne rysunki ograniczonego terytorialnie do wąskiego obszaru Arizony plemienia, pojawiły się w Polsce ?

Dużo w tej kwestii mogą udzielić inne tego typu odkrycia. Jak się bowiem okazuje, tajemnicze i demoniczne postacie kokopielli zostały odnalezione też na Syberii, Skandynawii i Korei Południowej. Automorficzne postacie z Kontrewersu nie są jednak czystą domieszką arizońskich kokopielli. Pod nogami mniejszej postaci widać symbol półksiężyca oraz znak Y – kształtny. Obydwa elementy integralnie wiążą się ze sztuką naskalną epoki brązu Szwecji i Włoch, a więc wskazują, że świętokrzyskie odkrycie jest mieszanką dwóch różnych kultur. Dlaczego ?



Na to pytanie próbował odpowiedzieć dr. O’Dae Kuon, koreański archeolog, który osobiście zainteresował się odkryciem z polskiego Kontrowersu. Jego zdaniem protoplaści kultu Kokopielli pochodzili z centralnej Azji. Świadczą o tym analogiczne znaleziska w różnych rejonach kontynentu azjatyckiego. Wszystko wskazuje na to, że czciciele mitologicznych Kaczynów z Azji mogli być przodkami dla Indian Hopi, przedostając się do Ameryki Północnej przed tysiącami lat przez Beringię. Być może część z nich przywędrowała też do Europy. Pytanie tylko kiedy to mogło nastąpić ?



Datowanie znaleziska ze świętokrzyskiej wsi nie należy do łatwych. Silny wpływ czynników geologicznych nieco naruszył kształt automorficznych postaci z kamienia. Choć tutaj dr. Gierliński wskazuje na niemałe szczęście. Odkryta w kamieniu domieszka żelaza na skutek naturalnych procesów utleniania stworzyła bardzo szczelną warstwę ochronną nad rycinami w formie getytu (czyli tlenku żelaza). Minimalny wiek kamienia ocenia się na 7 tysięcy lat.

 Dobrze rokujące na przyszłość badania kamienia, które przeprowadził dr. Gierliński niestety utknęły w martwym punkcie. A szkoda. Po długich waśniach na szczeblu polityczno – administracyjnym kamień z Kontrowersu został wystawiony w szklanej gablocie przed budynkiem urzędu gminy w Mniowie.

Od czasu do czasu miejsce ekspozycji odwiedzą jacyś turyści. Jedni pod nosem szydzą z groteskowych teorii dr. Gierlińskiego, a inni głęboko w nie wieżą, upatrując w diabelskich rycinach świadectwa kontaktów z kosmitami. Kontrowersji nie brakuje, a kamień wciąż czeka na wyjaśnienie swojej tajemnicy.

Źródła:


Wypowiedź dla Gazeta.pl Kielce, dr Gerard Gierliński – Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie

Sztandera M., Przeniesiono tajemniczy kamień z Kontrewersu, Gazeta.pl Kielce


http://pl.wikipedia.org/wiki/Diabelski_Kamień_z_Kontrewersu









  





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz