poniedziałek, 5 lutego 2018

CE- 3 w Michałowicach. Spotkanie z półmaterialnym obiektem i załogantami (lipiec 1997)

Pod koniec lipca 1997 r. w górskiej miejscowości Michałowice dochodzi do bardzo bliskiego spotkania z UFO. Dwójka znajomych jest świadkiem nalotu UFO z nad Śnieżnych Kotłów, który po zbliżeniu okazuje się być klasycznym latającym spodkiem. W jego wnętrzu widać postacie. Spotkaniu towarzyszy strach i przerażenie.


O niniejszej sprawie dowiedziałem się zupełnie przypadkiem. Moim pierwszym źródłem informacji był archiwalny numer regionalnej gazety Nowiny Jeleniogórskie, w której autor – w artykule poświęconym tematyce UFO na Dolnym Śląsku – prezentował kilka spraw/przypadków (dwa z nich były mi kompletnie nieznane, w tym poniżej opisany incydent). Z racji tego, że chodziło tutaj o przypadek CE-3 z terenu Dolnego Śląska, sprawa wydała mi się warta dokładniejszego przyjrzenia. W końcu udało mi się nawiązać kontakt – niestety dość krótki – ze świadkiem obserwacji UFO z Michałowicach, ale nie dzięki redakcji gazety Nowiny Jeleniogórskie. Moim kontraktowcem była osoba nie związana ze środowiskiem dziennikarskim, a – o dziwo lotniczym ! – ale o tym później. Niestety apel o kontakt skierowany do redakcji NJ spotkał się z brakiem odzewu. Nim przejdę do omawiania arcyciekawej sprawy z Michałowic, pozwolę sobie zamieścić najpierw fragment artykułu pt. ,,UFO nad Dolnym Śląskiem – czy oni już tu są ?” (nr 44, 4 listopada 2014), który niejako wprowadza nas w przypadek bliskiego spotkania z UFO w Miechowicach:

,,Jest koniec lipca 1997 r. Wieczór. Pani Teresa – mieszkanka regionu odwozi autem swojego znajomego, turystę z USA, który wynajmuje niewielki dom w Michałowicach. Samochód parkuje przed budynkiem i w tej samej chwili miejsce ma nieprawdopodobne wydarzenie. – Nie zdążyliśmy wysiąść kiedy wzrok nasz padł na dziwne światło, które pojawiło się na Śnieżnymi Kotłami. Było ciemno, więc zjawisko to dostrzegliśmy już z daleka. Nagle to światło zaczęło pędzić ku nam w zawrotnym tempie i po chwili zawisło nad polem uprawnym przed hotelikiem. Był to spory, ponad 10m. obiekt, przypominający kształtem połączone, głębokie talerze. Pojazd obracał się wokół własnej osi, a na około jego biła łuna jasnej poświaty. ,,Zamurowało” nas zupełnie, patrzyliśmy jak wryci ! ,,Sekundę” później statek ruszył w kierunku samochodu i znalazł się dokładnie nad nami. Nie odezwaliśmy się nawet słowem – otworzyliśmy auto i wypadliśmy z niego, jak z procy. Dopadłam do drzwi wejściowych budynku i drżącymi dłońmi – jakimś cudem – przekręciłam klucz w zamku. Zasunęliśmy od środka wszystkie skroble, pobiegliśmy do okna na pierwszym piętrze.

Wątek NASA

Kopia artykułu, w którym była m.in. mowa o zdarzeniu
w Michałowicach
Pojazd wciąż wysiał nad trawnikiem. Był dziwny. Wydawało się, że nie jest do końca ,,namacalny”. Sprawiał wrażenie ,,zrobionego” w połowie z materii, w połowie z jakiegoś światła. Górna część obiektu była przezroczysta, zza białych ,,ścianek” widać było znajdujące się w spodku postacie – zarysy głów i tułowi. Nie umiem powiedzieć, czy sylwetki te należały do ludzi. Po chwili to coś ruszyło bezgłośnie w stronę, z której przyleciało z taką prędkością, że trudno to właściwie to opisać – całe zajście trwało w sumie kilkanaście sekund. Mnie nikt ze znajomych nie wierzył, śmiała się ze mnie nawet rodzina, ale wiem, że mój kolega z Ameryki rozmawiał o zdarzeniu z pracownikiem NASA: ,,Nikt tam z tego nie żartował. Człowiek z NASA dopytywał mnie o szczegóły, chciał wiedzieć zwłaszcza jedną rzecz – w którą stronę wirował ten obiekt – mówił mi przyjaciel w telefonicznej rozmowie. Dlaczego akurat o ten szczegół pytał fachowiec z NASA ? – zastanawiała się do dziś pani Teresa. Zamieszkały w Jeleniej Górze pilot samolotowy i szybowcowy, Andrzej Wolniak, tak komentuje sprawę: - Oboje przyjechali do mnie z Michałowic następnego dnia. Byli tak wystraszeni i zszokowani, że wydawało się, że wszystko, co mówią, to prawda. Mam wrażenie, że niczego nie zmyślili”.

Budynek, przed którym doszło do spotkania z UFO

Trasa, którą jechali świadkowie w stronę hotelu.
Po lewej budynek hotelu. Widok za Google Street
To właśnie dzięki Andrzejowi Wolniakowi, wieloletniemu pilotowi i instruktorowi szybowcowemu z Karkonoskiego Stowarzyszenia Szybowcowego, uzyskałem kontakt do Pani Teresy. Nawiązałem z nią korespondencję, najpierw przez FB Messenger, a później udało się nam nawet odbyć jedną rozmowę telefoniczną (Pani Teresa była z początku bardzo ostrożna i niechętnie chciała się ze mną dzielić o swoim przeżyciu z uwagi na fakt, iż redakcja gazety NJ potraktowała ją po macoszemu i zaprezentowała jej przeżycie na łamach swojej gazety w tonie bardziej sensacyjnym, aniżeli obiektywnym i rzeczowym). Niestety nasz kontakt poniewczasie urwał się. Pani Teresa odeszła po długiej i przewlekłej chorobie. Wiele kwestii ze zdarzenia z Miechowic pozostaje wciąż bez odpowiedzi. Nie udało mi się także nawiązać kontaktu z drugim świadkiem tego zdarzenia - ,,przyjacielem Pani Teresy”. Z odbytej rozmowy dowiedziałem się, że chodzi o Polaka, od wielu lat przebywającego na emigracji w USA, który wówczas spędzał swoje wakacje w Polsce i wynajmował dom letniskowy w Michałowicach. (,,John” – tak go nazywała Pani Teresa). Podczas rozmów z Panią Teresą, nie byłem w stanie ustalić personaliów niejakiego ,,Johna”. Pani Teresa tłumaczyła, że musi chronić jego dobro z uwagi na stanowisko pracy, jakie wykonywał na terenie USA. Udało mi się jedynie ustalić, że była to praca urzędnicza na wysokim stanowisku. Po informacji o śmierci Pani Teresy, próbowałem tego Pana odnaleźć w kontaktach na koncie FB Pani Teresy. Niestety nikt nie odpowiadał rysopisowi podanemu przez Panią Teresą. Dziś uważam, że imię John zostało przez Panią Teresę wymyślone.

Mapa miejsca zdarzenia. Strzałka określa kierunek skąd
nadleciał obiekt. Czerwonym punktem oznaczono
miejsce obserwacji
Radio zaczęło zacinać

W tym konkretnym przypadku musi nam więc wystarczyć jedynie relacja Pani Teresy – szczera, dość konkretna i naszpikowana ogromnymi emocjami.  Cenne uzupełnienie relacji prasowej stanowią wypowiedzi pani Teresy, zaprezentowane mi w rozmowie z nią po wielu latach od zdarzenia. Zacznijmy od okoliczności, w jakich doszło do incydentu.

,,Wracaliśmy autem po naszym wieczornym wypadzie do Jeleniej Góry do hoteliku, który w całości mój przyjaciel, John, wynajmował. Jechaliśmy główną drogą od miasta w stronę hotelu. Było gdzieś około godziny 22,  a więc było już ciemno. Ale – pamiętam – że tej nocy była piękna gwiaździsta noc. Idealna widoczność nieba i okoliczne góry było widać, jak na dłoni. Wjeżdżając na podwórko przed hotel zwróciłam uwagę na jasne światło unoszące się nad Śnieżnymi Kotłami. Od razu zwróciłam na nie uwagę Johnowi, bo było dość jasne i nie przypominało gwiazdy, a raczej punkt świetlny, wiszący gdzieś w połowie drogi od wzgórza do nas, w kierunku południowo – zachodnim. Ale to był tylko moment. Jeszcze chwilę siedzieliśmy w aucie i rozmawialiśmy na różne tematy. Nagle radio grające w aucie zaczęło przycinać, gubić sygnał, a ten obiekt pojaśniał, by zaraz wystartować w naszą stronę. Nie wiem z jaką prędkością poruszał się, ale to była zawrotna szybkość. W mig znalazł się przed nami, wisząc na niewielkiej odległości od nas nisko nad ziemią. Nie oniemieliśmy z tego i zaczęło do nas docierać, co tam nad Śnieżnymi Kotłami wisiało. To było najprawdziwsze UFO” – opisywała początek obserwacji Pani Teresa.

Łuna oświetlała okolice

Z początku obiekt zawisł w odległości około 20 m. od zaparkowanego przed budynkiem hotelu (jak się udało ustalić później w rozmowie telefonicznej, był to ,,Leśny dom”, obiekt hotelowy zlokalizowany na ul. Sudeckiej w miejscowości Michałowice). Był to około 10 metrowy dysk. A raczej obiekt złożony z dwóch mis, oddzielonych od siebie obracającym się ciemnym paskiem. Z obiektu emanowało jasne światło.

,,Była to łuna jasnego światła bijąca wokół obiektu. Oświetlała ona całą okolicę, nas i pobliski budynek. Było to jasne światło, ale nie rażące. Dzięki tej łunie – wydaje mi się – byliśmy w stanie dostrzec pewne detale na tym obiekcie” – opowiadała Pani Teresa.

Po mniej więcej 10 sekundach obiekt przesunął się w stronę samochodu, w którym siedzieli świadkowie i oświetlił cały pojazd wraz z jego pasażerami. Świadkowie poczuli narastające ciepło w pojeździe. Pani Teresa wraz z Johnem natychmiast wyszli z auta i pobiegli szybko w stronę drzwi wejściowych hotelu. Udało im się szybko wejść do środka i zaryglować drzwi. Udali się potem na pierwsze piętro budynku i tam, z okna, kontynuowali obserwację.

Półmaterialny obiekt i dziwne istoty

,,Dopiero wówczas mogłam się przyjrzeć dokładnie obiektowi”. – mówiła Pani Teresa. - ,,Był co najmniej dziwny. Część obiektu była materialna – ta dolna. Miała ciemny kolor. Obracający się pierścień był również ciemny, ale ciemniejszy niż spód. Na spodzie było widać też jakieś światełka, ale teraz nie pamiętam, ile ich było i jak były rozmieszczone. Na pewno było ich sporo. Górca część była przezroczysta i można było dostrzec na niej pewne szczegóły. Widzieliśmy my tam, jakieś postacie. Mogło być ich cztery lub pięć. Nie było widać ich pełnych sylwetek. Były rozmazane, poprzerywane. Widziałam np. głowę i tułów, ale kończyn dolnych już nie. Te istoty poruszały się. To wszystko, w sensie cały obiekt, pulsowało. Przypominało to falujące ciepłe powietrze”.

Wygląd obiektu wg świadka


Rysunek z opisem


Ten szczegół jest interesujący i może sugerować, że obiekt obserwowany w Michałowicach nie miał – w istocie – struktury materialnej, a mógł być jakąś formą projekcji holograficznej. Przypomina to po części opis obiektu UFO zaobserwowanego w 1997 r. w Wojcieszowie, o czym pisałem niegdyś na swoim blogu. 

 Choć relacja prasowa o tym nie mówi, ale z rozmowy z Panią Teresą dowiedziałem się, że towarzyszący jej John w pewnym momencie zaczął się dziwnie zachowywać. ,,Jego strach przeobraził się w jakąś obsesję, aby nawiązać z tymi istotami ze statku kontakt. Chciał z początku otworzyć okno, ale mu zabroniłam. W pewnym momencie złapał w pobliżu leżącą latarkę i zaczął mrugać w stronę obiektu” – opowiadał.

Tutaj doszło do ciekawego wydarzenia. Obiekt nagle pojaśniał i w błyskawicznym tempie wystrzelił w kierunku wzgórza Śnieżnych Kotłów. Najpierw stał się małym punktem oddalonym w odległości kilku kilometrów, by za chwile całkowicie zniknąć. To był już koniec obserwacji.

,,Następnego dnia skontaktowaliśmy się z naszym znajomym lotnikiem, pracującym na pobliskim lotnisku. Pojechaliśmy do niego, bo jeszcze dalej byliśmy roztrzęsieni tym, co widzieliśmy. John już nie był taki entuzjastyczny, jak w tedy, gdy schwycił latarkę i powiedział, że chce z nimi nawiązać kontakt. Teraz bał się. Rozmowa z moim kolegą trochę go podtrzymała na duchu. UFO lubi pojawiać się podobno w tych okolicach często. Nie wiem, czy były to kosmici, czy coś innego. Wiem na pewno, że tamtej nocy bałam się przeraźliwie. Nie byłam gotowa na takie spotkanie. To mnie po prostu przerosło”. – zwierzyła się p. Teresa.

Znajomy, o którym wspomniała to mój kontaktowiec – wymieniony w publikacji prasowej Andrzej Wolniak. Z jego relacji wynikało, że Pani Teresa wraz ze znajomym Johnem byli naprawdę poddenerwowani. ,,Znałem Teresę od lat i wiem, że coś w tedy widzieli. To zrobiło na nich ogromne wrażenie” – twierdził.

Niestety nie udało mi się rozwinąć wątku poruszanego w publikacji, w którym mowa jest o wypowiedziach osoby pracującej w NASA, która kontaktowała się z Panią Teresą i dopytywała ją o szczegóły obserwacji. Domyśliłem się, że stanowisko pracy Johna było powiązane – prawdopodobnie – ze strukturami z NASA, przynajmniej z amerykańskim przemysłem kosmicznym. Przeżycie obojga musiało wzbudzić czyjąś ciekawość. Nic więcej jednak nie udało się w tej sprawie ustalić.

Miejsce obserwacji – znajdujący się na uboczu dom letniskowy – jest szczególne. Nie pierwszy to już raz okolica, w jakiej pojawia się UFO i gdzie dochodzi do bliskiego spotkania jest jakby dokładnie wyselekcjonowane. Z dala od miejskich zabudowań, w otoczeniu lasu, na odludnej drodze, gdzie trudno o postronnych świadków. Obserwatorzy takich anomalnych akrobacji to są często ludzie starannie wybrani. Ich przeżycie często rozgrywa się na planie zmienionego stanu świadomości, jest formą ,,prywatnego objawienia”. Czemu ma taka wizja służyć ? Nie wiadomo. Nie jest to pierwszy raz kiedy do takiego zdarzenia dochodzi w terenie górzystym. Rejon, o którym mowa jeszcze do nie dawna był wysoce aktywny pod kątem ufologicznym. W ciągu wielu udało mi się udokumentować wiele relacji z tego terenu. Wiele z tych przypadków to bliskie spotkania z UFO.

Wszystkich świadków podobnych obserwacji z terenu Dolnego Śląsku i innych rejonów Polski proszę o kontakt na maila: dam.trela@gmail.com




6 komentarzy:

  1. Ciekawość ile jeszcze takich perełek ufologicznych pozostaje nie zgłoszonych, zapewne całkiem sporo. Zdarzenie bardzo ciekawe wręcz klasyk, ciekawość tylko co było ''ich'' zainteresowaniem człowiek, otoczenie, a może cos innego ? Można tylko spekulować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka tajemnica Arku. myślę, że jednak był to człowiek

      Usuń
  2. Ciekawa sprawa. Znam kilka osób z Michałowic, może warto by popytać ich na temat w/w incydentu? Choć z tego co opisałeś, świadkowie raczej nie dążyli do rozpowiadania innym o swojej przygodzie.
    Nie pamiętam już gdzie, ale natrafiłem kiedyś na interesującą relację z obserwacji w okolicy Szrenicy. To grzbietowy szczyt Karkonoszy, położony jakieś 5km na zachód od Śnieżnych Kotłów. Wiesz coś może na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujące, czy mogę prosić o jakiś info na temat tej relacji z okolic Szrenicy

      Usuń
    2. Liczyłem na coś podobnego z Twojej strony :) O incydencie na Szrenicy czytałem w jakiejś prasie. Nie pamiętam jednak czy był to "Nieznany Świat", magazyn "UFO" czy coś jeszcze innego. Ale na bank ukazało się to w latach 90.

      Usuń
    3. W kwestii przypadków ze Szrenicy kojarzą mi sie tylko jedna sprawa dotyczaca kregu na sniegu odkrytego na szczycie tu podaje link do sprawy, ale w tym przypadku nie ma mowy o jakiejs obserwacji. Proslibym w takim razie o zrodlo tego przypadku..http://czastajemnic.blogspot.com/2014/01/tajemniczy-krag-na-szrenicy.html

      Usuń