sobota, 21 czerwca 2014

Historie z szuflady: nieznane CE-III z Dolnego Śląska

Bliskie spotkania trzeciego stopnia to kategoria, która szczególnie dziś budzi wiele kontrowersji i wielokrotnie znalazła się na ostrzu krytyki ze względu na często przewijające się w takich zdarzeniach wysokie ,,współczynniki niezwykłości”. Poniżej opis dwóch, mało znanych, przypadków bliskich spotkań z Dolnego Śląska. Czy są to klasyczne przykłady wizyt istot pozaziemskich, czy coś innego ? – pozostaje sprawą otwartą.


Mimo, że dziś osławione CE – III, jakie jeszcze w drugiej połowie XX wieku bardzo często przewijało się na pierwszych stronach gazet jako łakomy kąsek dla żądnych sensacji żurnalistów, należy do rzadkości, to stare przypadki, szczególnie te, które kłócą się z ogólnym wizerunkiem przyjętego obrazu UFO, są na nowo odkrywane przez sceptyków i brane za przykłady traktowania szeroko pojętego fenomenu NOLi jako współczesnej mitomanii.

W moim archiwum badawczym posiadam kilka zdarzeń, którym tylko na pierwszy rzut oka można przypisać cechy klasycznych bliskich spotkań trzeciego stopnia. Wiele tych przypadków pochodzi z odległych czasów lat 50 – tych XX w. Ich sposób interpretacji w oparciu o powszechnie przyjęte ,,ufologiczne standardy” jest z całą pewnością niepełny. Incydenty z udziałem dziwnie wyglądających istot, ich zastanawiające zachowania, często brak towarzyszących w zdarzeniu pojazdów UFO oraz nietypowe reakcje świadków, dla niejednego dokumentalisty takich zjawisk, ulegającego słabością stereotypów, może oznaczać kategorię spotkania nie mającą nic wspólnego z UFO bądź nawet przejaw konfabulacji samych ich uczestników, zafascynowanych popularną w mediach tematyką ufologiczną. Ale jak wyjaśnić to, że wielu tych świadków nigdy nie słyszało o NOLach i często w obrazowaniu swoich przeżyć posługuje się prostymi i dobrze im znanymi schematami porównań ? Niejednokrotnie są to prości ludzi, którym nie zależy na popularności i szukaniu rozgłosu. 

W niniejszym tekście chciałem się podzielić z czytelnikami z dwoma takimi spotkaniami. Obydwa pochodzą z mojego ,,podwórka badawczego” -  Dolnego Śląska. Zdarzenia te były rejestrowane wiele lat temu i ich świadkowie już dawno nie żyją. Ze względu na występujące w tych zdarzeniach dziwne ,,zachowanie się” zaobserwowanych istot oraz ich sam wygląd, zasługują zdecydowanie na uwagę.

Spotkanie ze ,,starszymi przedszkolakami”

Pierwsze zdarzenie miało miejsce w okolicach Bielawy położonej w sercu malowniczych Gór Sowich. Choć nie udało się ustalić dokładnej daty, to wiadomo, że mogła to być jesień 1949 lub 1950 r. Świadkiem zdarzenia był pan Jan, który swoje przeżycie w nadesłanym liście opisywał następująco:

,,Miałem wówczas 22 lata i nic o NOLach nie wiedziałem, natomiast byłem pod wrażeniem, że obserwuję rzecz niezwykłą. Kiedy zgrzany pchaniem roweru kamienistym korytem potoku zbliżałem się do przełęczy wysoko w górach, wyszła nagle z zarośli drobna postać i rozejrzała się ostrożnie. Pomimo późnej pory jesiennego dnia było dość widno, by zauważyć jednolity szarawy strój, lecz twarzy ukrytej pod kapturem nie udało się dostrzec. Odniosłem dziwne wrażenie - osobnik wyglądał jak nieco starszy przedszkolak, lecz jego ruchy i ten kombinezon wskazywały na osobę bardzie] dorosłą. Za moment wyłoniły się jeszcze cztery takie same postacie identycznego koloru ubioru, zakapturzone, obcisłe nogawki. Zbiły się w gromadkę. Stałem tak z lekka osłupiały w oczekiwaniu, że wyjdzie ktoś jeszcze, kto się tym «drobiazgiem» zaopiekuje, ale nikt więcej nie wyszedł. Wydawało mi się to niesamowite. Jeśli to dzieci, to co robią o tej porze same w górach? Czyżby się zgubiły? Ale nie robiły wrażenia, że potrzebują pomocy. Do dziś mam w uszach wspomnienie głosów zbliżonych do ptasiego świergotu, gdy pewnie naradzali się wskazując moją osobę. Znajdowali się w odległości raczej poniżej 100 metrów ode mnie. Nie ruszałem się z miejsca. Jeśli bowiem to dzieci, mógłbym je przestraszyć, a jeśli nie, to kto? Wyglądali tak obco, nawet nie jak obcokrajowcy ani jak harcerze, ani wojsko, ale też nie bezładna grupa turystów. Byli bez plecaków, toreb czy innych nakryć głowy- otrząsnąłem się jakby z odrętwienia, gdy część osobników bez pośpiechu przeszła do lasu po przeciwnej stronie, a dwóch stało przez chwilę gestykulując, po czym odeszli w tym samym kierunku. Wrażenie niepokoju, jakiego wówczas doznałem, pozostawiło na zawsze ślad w mojej pamięci, mimo że starałem się zapomnieć o czymś takim, czego nie mogłem zrozumieć’”.

Całe zdarzenie trwało dość krótko, bo zaledwie 2 minuty. Choć świadek później wspominał, że ,,miało się wrażenie, jakby trwało całą wieczność”. W późniejszych rozmowach telefonicznych dodał do tego jeszcze kilka znajomo brzmiących szczegółów. ,,W trakcie tego spotkania czułem się całkowicie odizolowany od otoczenia, jakby ktoś mnie wessał do innego świata. Być może część tego wrażenie była spowodowana moimi wielkimi emocjami. Strach górował nad tym wszystkim i nie wiem czy nie sprawił, że stałem w tedy jak zamurowany. Dopiero kiedy istoty z powrotem schowały się do lasu, poczułem nieopisaną ulgę” – opowiadał.

Ciekawy jest również opis istot. Pan Jan ocenił ich wzrost na około 1 m 20 cm. Postura ciała była raczej szczupła i przypominała z wyglądu dziecko. Każda z istot ubrana była również w identyczny sposób: ściśle przylegający kombinezon szarego koloru. Na głowach był widoczny szpiczasty kaptur. Po za tym świadek nie zanotował w swojej pamięci takich szczegółów, jak ręce i nogi. Nie wiadomo więc, czy obcisły ubiór nie zakrywał kończyn.

W tym wszystkim szczególnie ciekawie jawi się sposób komunikacji spotkanych na drodze osobników. ,,Było to takie szczebiotanie, momentami jękliwe. Nie przypominało to żadnego znanego języka. Jakby ktoś puścił przyspieszoną płytę z dźwiękiem” – wspominał.

Powyższy opis bardzo przypomina sposób komunikacji istot z wielu znanych bliskich spotkań. Z polskich zdarzeń na pierwszy plan wysuwa się szczególnie bliskie spotkanie w Emilcinie, które ostatnio stało się na nowo gorącym tematem do dyskusji. Jak widać szeroko rozpisane przeżycia Jana Wolskiego w pewnych szczegółach nie są odosobnione.

Nieziemscy Sowieci

Kolejna ciekawa relacja pochodzi od pani S.M., zamieszkałej w Radomierzu, położonym na trasie Bolków – Jelenia Góra, w masywie Rudaw Janowickich. Przeżycia tego świadka znane mi są w sposób ogólnikowy, gdyż świadek nie przejawiała chęci do dzielenia się swoim przeżyciem. Jak sama twierdziła: ,,to nie było nic nieziemskiego”. Jej ogólne podejście do takiej tematyki, jak UFO w zasadzie kłóciło się z jej światopoglądem. Pani S.M. była osobą bardzo religijną i swoje ,,bliskie spotkanie” traktowała jako całkowicie ,,ziemskie”, zaś ,,sprawki UFO” były dla niej przejawem sił nieczystych.

Podczas kilku rozmów telefonicznych udało się jednak ustalić ogólny zarys zdarzenia oraz stwierdzić dużą wiarygodność świadka. Obserwacja miała miejsce na przełomie lata i jesieni 1978 lub 1979. Świadek S.M. przebywała pewnego, ciepłego dnia na łące na południe od Radmierza, gdzie doiła krowy. Było między godziną 13.00 a 13.30. Od południe łąkę ogranicza bagnisty teren, nieopodal znajdują się też  liczne pagórki. Gdy w pewnym momencie rozejrzała się, w odległości około 200 metrów na południe dostrzegła na niewielkim wzniesieniu lśniący metalicznie w blasku słońca pojazd wielkości dużego auta. Jego kształtu nie udało się jej określić. Obiekt mocno lśnił i znajdował się wyżej od łąki. W pewnym momencie świadek zauważyła po jej lewej stronie idących, jeden za drugim, trzech ,,ludzi”. Byli jednakowego wzrostu i mieli identyczne, opinające ciało i głowę jednolite, ciemnoniebieskie kombinezony. S.M. obserwowała ich przez chwilę, po czym, myśląc, że to sowieccy żołnierze, wróciła do swoich zajęć. Nigdy nie czytała i nie zgłaszała swojej obserwacji, toteż to zdarzenie nie zrobiło na niej dużego wrażenia. Poza tym krowy nie mogły czekać… Nie wiadomo, po jakim czasie i jak zniknęło to zjawisko w postaci metalicznego pojazdu. Dziwnie wyglądający ,,panowie” oddalili się w przeciwną stronę i zniknęli za pagórkiem. Obiekt według opisu pani S.M. stał na pagórku na jakiś ,,wypustkach”. Miał kształt prostokąta i nie było widać na nim żadnych szczegółów w postaci okien lub jakiś otworów. Jego powierzchnia musiała być gładka, gdyż bardzo intensywnie odbijało się od niej światło słoneczne.

Warto wynotować również, że świadek – mimo, że nie pamiętała momentu zniknięcia obiektu, to zakodowała w pamięci, że ,,Maszyna stała może przez chwilę. Gdy się znowu obróciłam w tamtą stronę już jej nie było. Zniknęła szybko, tak jak się pojawiła.

Skojarzenia z wojskiem w zachowaniu istot też były dość dobrze ilustrujące wręcz wojskową postawę w przemieszczaniu się. ,,Sowieci szli szybko, równym krokiem, jak na jakiś ćwiczeniach, ale kroków nie słyszałam” – relacjonowała. Co jest dość zastanawiające, biorąc pod uwagę, że tajemniczy ,,Sowieci” przeszli obok siedzącej S.M. jakieś 10 m.

Na pewno trudno w tym miejscu jednoznacznie uznać, że w powyższych przypadkach mamy do czynienia z klasycznymi spotkaniami z istotami, których pochodzenie wielu sympatyków tematu usilnie chce zaszufladkować jako pozaziemskie.

Jeśli nie byli to ,,Sowieci”, jak w przypadku pani S.M., ani zagubieni w górach turyści, jak w zdarzeniu z udziałem pana Jana, to kim byli i skąd pochodzili ? Identyczny wygląd postaci, ich dziecięca postura, ściśle przylegający do ciała kombinezom zakończony kapturem oraz dziwny sposób komunikacji między sobą, zdaniem pana Jana wskazywał na demoniczne pochodzenie nieznanych osobników.

Również w przypadku zdarzenia w Radomierzu trudno jednomyślnie zaszufladkować je jako bliskie spotkanie z pozaziemskimi istotami, które bez skrupułów paradują równym krokiem przed siedzącą na łące kobietą, z wyglądu przypominają żołnierzy, a kilkanaście metrów dalej widać stojący na ,,podpórkach” nieznany pojazd.

Czy mamy tu do czynienia z pozaziemską ingerencją, czy opisaniu tu przybysze to mieszkańcy innych rzeczywistości ? Pozostaje pytaniem otwartym.

Wszystkie osoby, które miały podobne spotkania bądź były świadkami UFO proszę o kontakt na mai: dam.trela@gmail.com



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz