sobota, 14 marca 2026

Uzurpator z krainy ciemności

Europejski folklor pełen jest historii o mitologicznych odmieńcach i podrzutkach. W dawnych czasach wierzono, że wróżki, elfy lub inne demony porywały nieochrzczone dzieci i zastępowały je swoimi bytami. Analizując dziś takie świadectwa folkloru, wielu badaczy zjawiska abdukcji doszukuje się analogii do szeroko opisanego w literaturze ufologicznej  problemu tzw. hybrydyzacji.  

 

W dawnych czasach wierzono, że nowonarodzone dzieci są podatne na akty demoniczne. Istoty nadprzyrodzone i złe duchy czyhały tylko na dogodny moment, aby porwać nieochrzczone dziecko i zastąpić je swoją wątłą kopią.  Wystarczyła chwila nieuwagi, by niefizyczny byt użył swoich mocy. Dlatego wierzono, że przez pierwsze tygodnie po narodzinach nie można było spuszczać z dziecka oka, a na moment jego snu zostawiać w kołysce ochronne amulety.

 

Człowiek tkwiący w okowach zabobonów racjonalizował aberracje rzeczywistości działaniem sił nadprzyrodzonych. Przesąd był niewrażliwy na przekonanie o pozytywnej roli rozumu i nauki, wyrażał wiarę w związek przyczynowo-skutkowy. Mroczna epoka średniowiecza odbiła swoje trwałe piętno na mocno ugruntowanym przekonaniu, które sięgało jeszcze korzeniami czasów mitologii słowiańskiej, że jedyny sposób na ochronę duszy dziecka jest akt chrztu. 

 

Niewiele osób zdaje sobie dziś sprawę, że w tym najważniejszym sakramencie według wiary chrześcijańskiej zawarta jest modlitwa egzorcyzmu. Chrzest jest nie tylko oczyszczeniem chrzczonego z grzechu pierworodnego jako sakrament jest także aktem wyrzeczenia się złych duchów. Na tej samej zasadzie w wierzeniach słowiańskich realizowano obrzęd inicjacji z użyciem wody, która miała znaczenie symbolicznego oczyszczenia. 

 

Z zamierzchłych czasów przetrwały do dziś zwyczaje, jakie wiara chrześcijańska nie była w stanie obalić. Współcześnie istnieje wiele praktyk, jak np. czerwona wstążeczka wieszana na wózku dziecięcym lub nad łóżeczkiem oraz amulety, talizmany ochronne, a nawet dzwoneczki. Obecnie uznaje się, że to zakrawające o zabobon praktyki chroniące dziecko przed rzuceniem złego uroku. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że w czasach, w których dominowała wiara ludowa powyższe zwyczaje nie tyle dozorowały przed złym urokiem, co bardziej roztaczały parasol ochronny przed niechcianymi uzurpatorami z niejawnej sfery istnienia.

 

Namiastki z pozoru niegroźnych przesądów, które przetrwały we współczesnej obyczajowości są reliktem niebagatelnych dla ludzi epoki średniowiecza wierzeń szeroko rozpowszechnionych głównie w Europie Zachodniej. Dotyczyły one masowych praktyk porywania przeważnie nowonarodzonych dzieci przez byty demoniczne i zastępowania ich swoimi kopiami. Ludowy folklor podrzucone dzieci określał mianem odmieńców lub podrzutków.  Ten przyjęty przez chrześcijaństwo dogmat istnienia sfery demonicznej wyrażającej mistyczny obszar zamieszkały przez strażników bram piekielnych, był w istocie kalką zapożyczoną z wierzeń słowiańskich. Utożsamiane ze światem duchowym byty niefizyczne, jak wróżki, mamuny i dziwożony, zajmujące pozycję między bogami i ludźmi w folklorze ludowym, kultura chrześcijańska otoczyła kultem demonicznym.  Jednocześnie nadała im skrajny przydomek zła. Historie uprowadzeń były tak liczne, że przeniknęły do wielu gatunków sztuki. To nie tylko spisane piórem badaczy folkloru legendy, ale także obrazy i inne wytwory sztuki. Wymownym tego przykładem jest XV-wieczne dzieło iluminatorskie autorstwa włoskiego malarza Martino di Bartolomeo, które zdobi jedno z rękopisów pochodzących ze zbiorów muzeum sztuki we Frankfurcie nad Menem. Przedstawia moment porwania dziecka przed nosem niczego nieświadomych rodziców przez diabła. Taki obraz rzeczywistości dominował w ludzkiej świadomości w epoce średniowiecza. Jednak to literatura folklorystyczna tego okresu obrazuje w detalach panujące wówczas zwyczaje.  




Szablonowym przykładem legendy o zamienionych dzieciach jest przypowieść z hiszpańskiego folkloru o wróżkach xanas (inne określenie to injanas), zamieszkujących rejon Asturii. Istoty te słynęły z porywania małych dzieci. 

 

Pewna kobieta z rejonu Vidiago pracowała na farmie, kiedy jej syn leżał w małej kołysce w cieniu wiśniowego drzewa. Gdy zrobiło się ciemno, kobieta wzięła kołyskę z dzieckiem i udała się do domu. Ale zanim tam dotarła, zdała sobie sprawę, że syn został zamieniony. Następnie udała się do jaskini Santa Marina i powiedziała:

 

,,Injana mora, daj mi moje dziecko i weź swoje”. Injana odrzekła, że porwała jej dziecko, bo chciała, żeby je ochrzciła i odchowała. 

 

Zdecydowany prym w ilości nagromadzonych legend o odmieńcach wiedzie folklor angielski. Dziecko podrzucone przez demoniczne byty nazywano changeling. Etymologia tego słowa wywodzi się z łacińskiego określenia cambire, oznaczającego zamianę. Termin ten zaczął funkcjonować w literaturze angielskiej w XVI w. We wcześniejszych źródłach posługiwano się nazwą pochodzenia skandynawskiego oaf, które oznaczało ‘głupca’ bądź ‘bękarta”. 

 

Silna więź ze światem nadprzyrodzonych mocy została wyeksponowana w opowieści o pewnym kowalu zamieszkałym w Crossbrig, którego jedynego syna uprowadziły wróżki. John F. Campbell, znany angielski etnograf, przytacza w swoim zbiorze baśni Popular Tales of the West Highlands, historię jak trzynastoletni syn kowala nagle zachorował. Chłopiec stracił apetyt i całymi dniami leżał przykuty do łóżka. Zrozpaczony kowal poradził się miejscowego starca. Ten zasugerował mu, że to nie jego syn, tylko odmieniec podrzucony przez wróżki. Starzec kazał kowalowi poznosić do pokoju chorego pustych skorupek od jaj, wody w wiadrach i rozpalić ogień. Pozornie chory chłopiec nagle podniósł się z łóżka i z uśmiechem na twarzy wykrzyczał: Mam teraz 800 lat i nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego. To utwierdziło w przekonaniu kowala, że jego syn jest wśród wróżek i zgodnie z radą starca rozpalił jeszcze większy ogień w pomieszczeniu. Wrzucił chłopca do ognia a ten wrzasnął okropnie i wyskoczył przez dach. Potem kowal udał się na zielone wzgórze zamieszkałe przez wróżki, trzymając w ręku Biblię, koguta i sztylet. Starzec poradził mu, że wzgórze tej nocy będzie otwarte dla śmiertelników. Kowal zbliżając się na szczyt wzgórza, usłyszał głośną muzykę i śpiewy. Stanął przed drzwiami do domu wróżek i wbił sztylet w prób, potem wszedł do środka. Zobaczył tam wiele tańczących wróżek, które spytały się czego od nich chce. Wróżki nie mogły go sięgnąć, gdyż trzymał w ręce Biblię. Kowal odrzekł, że przyszedł po swojego syna. Wróżki wybuchły śmiechem, a kogut nagle zapiał głośno. To sprawiło, że nadprzyrodzona moc wróżek osłabła i kowal szybko pochwycił swojego syna i zabrał go do domu. 

 

Motywy rozrzuconych skorupek od jaj i rozpalanie ognia bardzo często przewijają się w tego typu przypowieściach.  Spotykamy je nie tylko w literaturze angielskiej, ale także w folklorze irlandzkim i skandynawskim. Były to jedne z wielu skutecznych metod demaskacji demonicznej natury odmieńców. W Irlandii wierzono, że rozrzucenie przed potencjalnym odmieńcem skorupek jaj wzbudzi ciekawość odmieńca i sprowokuje go do ujawnienia swojego wieku i faktycznej natury. Z kolei w Anglii wierzono, że odmieńce wrzucone do ognia nie palą się jak ludzie, lecz skwierczą na ogniu jak pień drzewa. Ich zdeformowany wygląd, odmienne zachowanie oraz nagminny płacz, to podstawowe cechy świadczące, że nie są prawdziwymi dziećmi, lecz podrzutkami od wróżek, elfów i innych demonów. 

 

Powyższe praktyki wypędzania odmieńców były z powodzeniem stosowane na Półwyspie Skandynawskim. Dodatkowo wierzono, że zostawione nożyczki w pomieszczeniu nowonarodzonego dziecka odstraszą niechcianego intruza. Uzurpatorem nie była jednak wróżka, lecz częściej leśny goblin lub troll. 

 

Motywację uprowadzeń ludzkich dzieci różnią się w zależności od ich źródła. Wśród wielu pobudek dominowała chochlicza i złośliwa natura świata demonicznych bóstw oraz zazdrość związana z piękną ludzką naturą dzieci. W angielskich legendach przewija się często argument chęci posiadania i wychowania w swoim świecie magicznym ludzkiego dziecka. Wróżki i elfy nie były w stanie posiadać tak pięknego potomstwa. Bezcenne było też matczyne mleko, którego demoniczne uzurpatorzy nie posiadały, więc dopuszczały się fortelu uprowadzeń ludzkich dzieci i podrzucaniem własnych, aby je podkarmić pełnowartościowym pokarmem z matczynej piersi. 

 

Inni badacze folkloru zwracają uwagę na potrzebę wzmocnienia cech rasowych istot nadprzyrodzonych. Dlatego zdaniem Petera Rojcewicza ,,najwyraźniej do utrzymania wartościowej linii genetycznej wróżki potrzebują śmiertelników. Ludzie są niezbędni do tego, aby utrzymać w mocy ich zdrowy rodowód”.Wtórują mu inni entuzjaści literatury folkloru. Irlandzki poeta William Yeats wierzył, że ,,Sidhe (wróżki – przyp. autora) potrzebowały ludzkiego witalizmu do przetrwania”. Z kolei Alfred Haddon, wpływowy angielski antropolog i etnograf, wyrażał pogląd, iż ,,krasnoludy i inne zniekształcone dzieci uznawane były jako podrzutki matkom, którym wróżki skradły ich zdrowe dzieci, aby odbudować swój gatunek”. 

 

Przesłanki, jakim kierowali się mieszkańcy niefizycznej domeny rzeczywistości kształtują różne źródła literatury. W zdecydowanej większości dominuje w nich zazdrość na tle rasowym i chęć uczłowieczenia swojego rodowodu krwi. Z powyżej opisanymi i powtarzającymi się na przestrzeni wieków motywami spotykamy się także wertując literaturę etnograficzną Europy Środkowo-Wschodniej. W tych przekazach dominuje identyczny wygląd odmieńców i reguły postępowania rodziców podejrzewających uprowadzenia swoich dzieci. Przykładowo w ukraińsko-białoruskich wierzeniach ludowych przewija się analogiczna do odmieńca postać mitologiczna nazywana zmiennikiem. Wierzono, że żeńskie istoty demoniczne, boginki zwane mamonami (rzadziej taką substytucję utożsamiano z aktem działania diabła lub złych duchów), rzucały ludziom zmiennika, aby wprowadzić w błąd rodziców. Zmiennik różnił się zwykle od dzieci ludzkich nienormalną i rozchwianą budową ciała. Cechą charakterystyczną była niebotycznie duża głowa, ogromny spuchnięty brzuch, leciwe ręce i nogi oraz odstające uszy i owłosiony tułów. Kolejną wskazówką na nadprzyrodzone sprawki demonicznych uzurpatorów, był nieustanny i przenikliwy płacz oraz kapryśna natura dziecka. 

           

O podobnej, nieludzkiej naturze odmieńców głosi także folklor polski. Na Śląsku odmieńców nazywano podciepem. Dawano wiarę zabobonowi, wedle którego niezawodnym sposobem na odzyskanie dziecka było bicie podciepa rózgą. Okładanie dziecka zwykle przy użyciu brzozowej gałązki było formą magicznego obrzędu i należało go odprawiać przy rozpalonym ogniu. Na podkarpackiej wsi odmieńca chowano pod blaszaną wanienką i uderzano go rózgą, prowokując do płaczu. Zgodnie ze zwyczajem, katem w tym przypadku musiała być matka dziecka, gdyż tylko jej moc sprawcza mogła obudzić moce demoniczne i zmusić do manifestacji uzurpatora. Wierzono, że w ten sposób płacz odmieńca sprowokuje winowajcę do pojawienia się i doprowadzi do ponownego zamienienia dzieci.    


Wygłodniała natura odmieńców, to cecha, na którą szczególnie zwracają uwagę niektórzy folkloryści. Brytyjski badacz legend i baśni, D. Ashliman w swoim eseju Podmieńcy utrzymywał, że opowieści o podrzutkach, z mocno wyakcentowanym motywem potwornego ich apetytu, dowodziły, że w przedindustrialnej Europie biedne rodziny chłopskie nie było stać na utrzymanie darmozjadów i swoje nieludzkie wobec nich traktowanie uzasadniali ich demonicznym rodowodem. 

 

Nie ulega wątpliwości, że zdecydowana przewaga takich przypadków, które przeniknęły do europejskiej literatury i umacniały dogmaty wiary chrześcijańskiej w siłę sprawczą diabła, dotyczyła opisów wad urodzeniowych lub niepełnosprawności dzieci. Ludzki przesąd zakorzeniony w tradycji i kulturze być może był narzędziem do racjonalizacji przypadków dzieci urodzonych z wodogłowiem, autyzmem i innymi chorobami wrodzonymi. Nienaturalny wygląd i zachowanie dzieci uznawano za przejaw nadprzyrodzonych mocy. Choć trudno w tym przypadku jednoznacznie wyrokować, mając na względzie fakt, że folklor europejski opisywał także przypadki odmieńców, które dotyczyły rodzin pochodzących z wyższych sfer, gdzie argumentacja wiedzy niejednokrotnie przeważała względy wiary ludowej. 

 

Niemniej, z pewnością jakaś część spisanych przez kronikarzy i etnografów legend miała swoje naturalne wyjaśnienie. Nie wszystkie jednak relacje możemy tłumaczyć czynnikami chorobowymi, które w dawnych czasach były kompletne nieznane. Szczególnie, gdy uświadomimy sobie, że spisane przed wiekami językiem ludowym opowieści mają miejsce we współczesnym świecie, w którym zabobony już dawno przestały odgrywać decydującą rolę w życiu. Zwracają na to uwagę dziś badacze zgłębiający zjawisko tzw. abdukcji, czyli rzekomych uprowadzeń przez UFO. W przepełnionych dramaturgią relacjach, które niekiedy wychodzą na światło dzienne dzięki regresji hipnotycznej, pojawiają się niekiedy wątki dotyczące uprowadzeń dzieci. W rodzinach dotkniętych zjawiskiem abdukcji zdarzają się sytuację, gdzie małe dzieci nieoczekiwanie znikają nocą z łóżek i są później odnajdywane w zupełnie innych miejscach. O takich przypadkach donosił m.in. ufolog Bud Hopkins, David Jacobs i John Mack. Może się to wydawać wprost nieprawdopodobne, ale podobne historie wydarzyły się także w Polsce. 

 

Państwo M i J Kuczyńscy, zamieszkali w Zduńskiej Woli, do dziś nie są w stanie wyjaśnić, co stało się feralnej nocy z 4 na 5 lipca 1992 r. z ich 2,5-letnim synem Mateuszem. Tak jak zwykle p. M. Kuczyńska uśpiła swojego synka w jego pokoju mieszczącym się na pierwszym piętrze domu, zlokalizowanego na peryferiach Zduńskiej Woli. Oboje rodziców udało się później na spoczynek do swojej sypialni mieszczącej się na parterze. Kiedy M. Kuczyńska poszła w nocy sprawdzić swojego syna, doznała nagle szoku. Łóżko było puste i dziecka nie było w pokoju.

 

,,W przerażeniu zaczęłam przeszukiwać pokój, korytarz, obudziłam zaraz męża i razem przeczesaliśmy całą górę. Nie było możliwości, aby Mateusz zszedł po schodach na dół, gdyż na noc zawsze zabezpieczaliśmy schody barierką. Ta była zamknięta w chwili poszukiwań. Mimo wszystko przeczesaliśmy każdy najmniejszy zakątek na dole i na górze. Syna nigdzie nie było. Podejrzewałam, że został w nocy porwany, kiedy my spaliśmy. Chciałam już dzwonić na policję. Mój mąż wyszedł na podwórko z latarką w ręku i zaczął wołać synka. Nagle zobaczył, że coś się rusza w stojącej na podwórku piaskownicy. Okazało się, że to był Mateusz. Siedział na rogu piaskownicy, trochę zaspany w piżamie, w której położyliśmy go spać. Nie wiem, jakim cudem znalazł się w tej piaskownicy na dworze. Sam nie mógł wyjść na zewnątrz. Nie było takiej opcji”. – usilnie przekonywała M. Kuczyńska.

 

W jaki sposób 2,5 – letni syn sam przemieścił się ze swojego pokoju na zewnątrz, kiedy po drodze miał zabezpieczone zejście na schody, a drzwi od mieszkania były zamknięte na klucz? Takie historie nie mieszczą się nam w głowie, ale wydarzyły się naprawdę. Dziś dorosły Mateusz nic nie pamięta z tamtych wydarzeń. Jednak fakt, iż życie Państwa Kuczyńskich to splot wielu niewyjaśnionych zdarzeń, wydaje się być tutaj znamienny. Sam Mateusz też później doświadczał wielu zdarzeń o naturze paranormalnej. Towarzyszyły temu też i bliskie spotkania z UFO.  

 

Niemalże kalką powyższej historii jest przeżycie Mirosławy M., która do dziś wspomina ogromną traumę, jaka ją spotkała, kiedy jej 6 – letni syn nagle zniknął z łóżka w niewyjaśnionych okolicznościach na terenie jej domku letniskowego, położonego w niewielkiej miejscowości Nowe Jaroszowice na Dolnym Śląsku.   


Rzecz miała miejsce w latach 90-tych. Mirosława W. zorganizowała przyjęcie urodzinowe dla swojego synka Jakuba, na które przybyli jego koledzy i koleżanki wraz ze swoimi rodzicami. Po udanej imprezie bardzo szybko uśpiła zmęczonego wrażeniami urodzinowymi syna i zajęła się sprzątaniem posesji po imprezie. W pewnym momencie usłyszała w głowie komunikat, brzmiący podobnie jak głos zmarłego jej ojca, że zapomniała posprzątać pozostawione przez dzieci słodycze na ganku przed domem. Zrzucając wszystko na karb zmęczenia, udała się na zewnątrz i wówczas zobaczyła padający z góry na leżące czekoladki na ściętym pniaku snop jasnego. Wówczas poczuła silny imperatyw, aby cofnąć się do domu i sprawdzić, czy wszystko w porządku z jej synem. Doznała szoku, kiedy okazało się, że Jakub zniknął. Przerażona przetrząsnęła  cały dom, a potem w ciemnościach szukała syna na podwórku. Bezskutecznie. W końcu, zmęczona i zmarznięta, cofnęła się do domu, weszła na antresolę, gdzie znajdowało się łóżko Jakuba i oniemiała z wrażenia. Syn, jak gdyby nic, spał błogim snem w swoim łóżku.  

 

Z pewnością, gdyby Mirosława W. żyła w czasach średniowiecza uznałaby, że jej syn został podmieniony przez wróżki i ma do czynienia z mitologicznym odmieńcem. Nie wiemy, czy cała ta historia zakończyłaby się optymistycznie dla Jakuba, wiedząc jak obchodzono się w magicznych rytuałach wypędzania z domniemanymi podrzutkami. Szczęśliwie dla Jakuba jego mama nie tkwiła w okowach zabobonów. Choć paradoksalnie gdyby tak było, z pewnością mogłaby uzasadnić zaistniałą sytuację. Czy jej dziecko zostało uprowadzone przez istoty, które dziś zwykliśmy nazywać kosmitami, a w dawnych czasach uznalibyśmy, że sprawcą są byty demoniczne?

 

Jacque Vallee, wybitny badacz UFO, doszukał się wielu źródłach historycznych oraz zapomnianych świadectw ludowych, opisując je szczegółowo w pasjonującej książce Paszport do Magonii. Porównując współczesne relacje do tych z dawnych czasów, dowodził, że zmieniło się tylko tło historyczne i postrzeganie świata. Demony, diabły i wróżki bardzo płynnie przypisały sobie rolę kosmitów przybywających do nas z odległych galaktyk na latających spodkach. Motywy pozostały te same. Jedynie bardziej uplastyczniły się do współczesnych czasów. 

 

W kontekście omawianego tu tematu, bardzo znajomo brzmi hipoteza dr. Davida Jacobsa o tzw. hybrydyzacji. Jego zdaniem byty z UFO są wykonawcami zakrojonego na szeroką skalę planu wprowadzania na Ziemi  hybryd kosmitów i ludzi. Koronnym dowodem na to wg. Jacobsa jest zjawisko abdukcji, gdzie uprowadzeni donoszą o tym, że biorą udział w jakimś genetycznym eksperymencie. Mimo towarzyszącej temu traumie, uprowadzeni często odnoszą wrażenie, że biorą udział w jakiejś słusznej sprawie ,,dawania życia”. Podczas seansów regresyjnych wyznają, że pobiera się im próbki komórek rozrodczych, co niewątpliwie utwierdza w przekonaniu, że zabiegom tym przyświecają cele rozrodcze. Niekiedy ludzie poddani abdukcji twierdzą ponadto, że są im później pokazywane hybrydy wyhodowane z ich komórek. 

 

W takich relacjach nietrudno dostrzec czytelne analogie do mitologicznych praktyk wróżek, elfów i innych demonów, które porywały dzieci i zastępowały je swoimi bytami. Wszystko działo się w imię utrzymania swojej linii rodowodu. Tutaj Jacobs traktuje takie przypadki jako fizyczną ingerencję Obcych w naszą rzeczywistość. Ludzie faktycznie są porywani z własnych domów i trafiają do równoległej rzeczywistości, gdzie poddawani byli procedurze różnych zabiegów medycznych. – twierdzi Jacobs.

 

Nieco inaczej widział to wspomniany amerykański psychiatra John Mack (zmarł w 2004 r.). W swoich wieloletnich sesjach hipnotycznych z uprowadzonymi bardziej dostrzegał kontekst duchowy niż fizyczną stronę ich świadectw. Uważał, że jego pacjenci doznając traumy pourazowej przechodzą transcedentalną przemianę świadomości. Bolesne procedury zabiegów stanowiły jedynie ,,zasłonę dymną”, która miała charakter wstrząsu ich świadomością. Uprowadzeni po jakimś czasie doznawali olśnienia, bardziej otwierali się na świat, stawali się empatyczni, a niekiedy nawet odkrywali w sobie zdolności paranormalne.  

 

Nie ważne czy żyjemy w szponach zabobonów i wierzymy w nadprzyrodzoną moc demonów, czy też uwspółcześniamy doświadczane przez wielu ludzi na świecie aberracje rzeczywistości siłą pozaziemską. Od wieków ,,coś” lub ,,ktoś” próbuje wpływać na życie wielu ludzi i stara się ciągle modelować naszą świadomość, dając jednocześnie do zrozumienia, że nasza rzeczywistość jest bardziej złożona, niż jesteśmy w stanie sobie to wyobrazić. 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz