piątek, 29 maja 2026

Nocne spotkanie z dziwną istotą we Wrocławiu

Latem 2013r. we Wrocławiu, w okolicach Tarnogaju dochodzi do bardzo dziwnego zdarzenia. Emerytowany pracownik ochrony – Maciej K. – podczas swojego nocnego obchodu napotyka osobliwą postać. Świadek do dziś zadaje sobie pytanie, czy miał do czynienia z realną manifestacją paranormalną, czy z niezwykle sugestywną wizją. Jedna z wielu historii dolnośląskich, które wymykają się racjonalnemu wyjaśnieniu.

 

Można ulec mylnemu wyobrażeniu, że te najbardziej niezwykłe i wykraczające daleko poza świat nauki zdarzenia rozgrywają się głównie z dala od miejskich zabudowań, na totalnym odludziu. Niektóre historie bliskich spotkań z UFO burzą ten obraz. Incydenty te wskazują, że format bliskiego spotkania z czymś anomalnym nie ogranicza się tylko do takich miejsc. Do konfrontacji z nieznanym może dojść w obszarach, gdzie skupisko ludzi jest ogromne, ale i tak wciąż będziemy mieli do czynienia z wydarzeniem rozgrywającym się pomiędzy pojedynczym świadkiem a konstruktem anomalnym. Bez względu na to, czy jest to pojawienie się w biały dzień załogantów latającego spodka albo cmentarnej zjawy, czy też przelot UFO, rodzi się pytanie o genezę tych zjawisk. Czy jest to realna, fizyczna manifestacja? A może wizja zainscenizowana przed człowiekiem, lecz całkowicie niedostępna dla postronnych świadków, nawet jeśli rozgrywa się na terenie tak dużego miasta jak Wrocław? 

 

Poniższe zdarzenie rozegrało się w okolicach Tarnogaju. Świadkiem był emerytowany pracownik ochrony Maciek K. Podczas nocnej zmiany w obiekcie magazynowym przy ul. Łagiewnickiej spotkał na swojej drodze coś, co na tyle go przeraziło, że przerażony wrócił na swoją wartownię, pozamykał wszystkie zamki i nie wyszedł na zewnątrz już do końca swojej zmiany. Podczas rutynowego obchodu lustrował światłem latarki skąpaną w ciemności okolicę. Kiedy znalazł się przy ostatnim magazynie, tuż obok prowizorycznego płotu, na terenie sąsiadującego obiektu przemysłowego, gdzie znajdowały się drzewa i trawiasty plac, dostrzegł zarys jakiejś postaci. Maciek opisał mi to niezwykłe spotkanie w korespondencji mailowej: 

 

To miało miejsce latem 2013 r. we Wrocławiu, okolice Tarnogaju. Pracowałem wtedy jako nocny struż [sic!] i pilnowałem magazynów – budynki z czasów PRL. Okolica spokojna, mało domów mieszkalnych, przeważnie niewielkie zakłady i mniejsze firmy produkcyjne. Dobrze zapamiętałem tą nocną zmianę, środek lata, bezchmurne niebo, cisza i spokój. Obchód po terenie rozświetlały mi lampy zamontowane na magazynach, dodatkowo drogę doświetlałem sobie latarką. Było grubo po północy, znajdowałem się po drugiej stronie obiektu, gdzie jest granica posesji. W tym miejscu były stare kamery i słabo było cokolwiek widać w nocy. Moim obowiązkiem było sprawdzić teren pomiędzy magazynem a płotem granicznym, czy czasami ktoś się tam nie kręci. Płot był niski, ok. 150 cm, i bardzo prowizoryczny. Za płotem był spory plac porośnięty trawą, czekał na inwestycję firmy obok. Trawa miała na oko maksymalnie 25 cm długości. Zajrzałem za magazyn, nikogo nie było. Kontynuując obchód, dostrzegłem kontem [sic!] oka za płotem sylwetkę niewysokiej osoby dziwnie idącej. Człapała z nogi na nogę. Chód podobny do kaczego. Ta osoba/istota była z 5 m od płotu. Pomyślałem potencjalny złodziej, poza magazynem, obok którego stałem, niczego nie było w odległości 300 m. Zawołałem: „kto idzie?!”, zapaliłem latarkę i poświeciłem w kierunku tej osoby. Jak ujrzałem to coś w świetle latarki, włosy stanęły mi dęba. Była to szczupła postać, miała z 130–150 cm wzrostu, naga (?), trudno powiedzieć. Jej skóra była strasznie blada, głowa nieproporcjonalna do ciała – duża. Oczy okrągłe duże, mieniły się w świetle latarki jak oczy kota/sowy, odbijały światło. Nosa nie zauważyłem i ust przez te mocno świecące oczy w świetle latarki. Ręce bardzo chude, ale proporcjonalne do ciała, na dłonie nie zwróciłem uwagi. Klatka piersiowa lekko zapadnięta, brzuch lekko odstawał. Natomiast nogi były dziwne, długie, chude, a kolana odwrócone do tyłu, przypominały nogi kangura. Stóp nie widziałem, były w trawie. 


Rysunek świadka


Grafika ilustrująca wygląd istoty



Gdy ta istota mnie zauważyła, wydała z siebie dźwięk, coś na kształt „zaskoczenia”. Patrzyliśmy na siebie kilka sekund. Po czym ta istota szybko odwróciła się i zaczęła biec. Po 2–3 metrach biegu potknęła się, ale błyskawicznie wykonała ruch jakby salto (fikołek) w powietrzu, złapała równowagę i zaczęła uciekać, bardzo szybko i sprawnie, bez nieporadnego człapania. Biegła przed siebie za szybko jak na człowieka. Wystraszyłem się, bo mogła bez problemu zmienić kierunek biegu, dogonić mnie – zaatakować. Ile miałem sił w nogach, wróciłem na wartownie, pozamykałem wszystkie zamki i z niepokojem przeczekałem do rana. Więcej tej istoty nie widziałem.


Miejsce obserwacji 


 

Czy ktoś mógł specjalnie wystraszyć Maćka K.? Czy ktoś przebrał się za bajkową postać i postanowił zażartować sobie z niego, niemalże doprowadzając go przy tym do głębokiego stanu lękowego? Wątpliwości budzi sposób zachowania się istoty oraz jej lokomocja. Z relacji świadka wynika, że nie był to naprzemienny chód jakiejś dwunożnej postaci. Jeszcze bardziej zaskakuje fragment, w którym mowa jest o „fikołku w powietrzu” podczas ucieczki. Czy zbudowana z mięśni i kości istota dwunożna mogła poruszać się w tak nieskoordynowany sposób, po czym nabrać tak dużego rozpędu, że „poruszała się szybciej niż człowiek”? Znów wracamy do pytania, na ile fizyczne są manifestacje zjaw, ufonautów bądź jakichś innych postaci ze świata żywiołów, o których możemy przeczytać w bogatej literaturze folkloru polskiego.

 

Warto dodać, że niemal identyczna postać była widziana kilka miesięcy później przez innego stróża, jak przemieszczała się na dachu jednego z magazynów. Świadek nie mógł sugerować się relacją Maćka K., gdyż ten nikomu o tym nie opowiadał, obawiając się krytycznej reakcji swoich kolegów z pracy. 

 

To, jak podejdziemy do tego typu relacji, zależy od otwartości naszego umysłu. Być może więc mylne jest traktowanie przez ufologów niektórych z tych przypadków jako pozaziemskich wizyt.

 

Dużo przemawia za tym, że wiele obserwacji UFO oraz legendarnych stworów to wytwór projekcji – obrazy dostosowane do naszych oczekiwań i wyobrażeń. Jednak projekcje psychiczne w sensie jungowskim nie pozostawiają śladów, jak to było w przypadku incydentu we wrocławskim mieszkaniu, nie są też widywane przez wiele osób jednocześnie. Są czymś „rzutowanym” z zewnątrz, co igra z naszą świadomością i wygrzebuje z niej to, co wydaje się najciekawsze, a czasami wręcz najbardziej absurdalne.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz