czwartek, 17 września 2015

Historie z szuflady: bliskie spotkanie z UFO w Ruwa

16 września, około godziny 10:00, grupka szkolna sześćdziesięciu dwóch dzieci w miejscowości Ruwa w Zimbabwe obserwuje lądowanie obiektu UFO, a później widzi przechadzające się w pobliżu humanoidalne istoty. Dochodzi do bardzo bliskiego kontaktu, dosłownie tuż pod nosem nieświadomych nauczycieli. Mija dokładnie 21 lat od tego jednego z bodaj najsłynniejszych bliskich spotkań z UFO. Bardziej trzeźwe spojrzenie po latach na ten przypadek, bynajmniej nie przybliża nas bardziej do zrozumienia natury UFO.


Na przypadki spotkań ludzi z załogantami obiektów UFO dzisiaj patrzymy bardziej przez pryzmat historii, mając na względzie, że w chwili obecnej takich zdarzeń nie notuje się dużo. Wiele z nich zapisało się w annałach ufologicznych ,,złotymi literami” jako incydenty bezprecedensowe o bardzo wysokim ,,współczynniku niezwykłości”. Często analiza krytyczna takich przypadków wskazuje nierzadko na irracjonalność, infantylność a nawet brak elementarnej logiki w zachowaniu tajemniczych ,,gości z kosmosu”. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że w spotkaniach z wyższą inteligencją kontakt będzie przebiegał według jakiś określonych schematów, jakie ,,kosmici” dostroją do naszej ograniczonej percepcji. Tymczasem logika bardzo często odchodzi na dalszy plan i ustępuje miejsca bezprzyczynowości. Ileż było takich zdarzeń, które pokiereszowały wiedzą ufologiczną i sprowadziły ufologów z – wydawało się rzetelnie poukładaną - wiedzą do punktu wyjścia.

21 lat temu w afrykańskiej wiosce Ruwa w Zimbabwe, ponad 60 dzieci – uczniów prywatnej szkoły Ariel School jest świadkami lądowania obiektu UFO. Z obiektu wyłania się wyglądająca dla niektórych groźnie istota, która wchodzi w kontakt telepatyczny z dziećmi. Przypadek czy to reguła, że dzieci w tym czasie są świadkami tego niecodziennego widoku bez swoich opiekunów. Czyżby spotkanie zostało zaaranżowane świadomie i dzieci zostały poddane jakiemuś eksperymentowi ? Nie wiadomo. Ale jednego możemy być pewni. 16 września w Ruwie dzieci nie uległy zbiorowej halucynacji ani masowej histerii, ale doświadczyły spotkania z czymś absolutnie prawdziwym i jednocześnie przerażającym, nieznanym i okultystycznym. Chwile potem wieść o wydarzeniach w Ruwie obiegła cały świat. O zdarzeniu było tak głośno, jak o słynnym lądowaniu UFO w rosyjskim Worenżu. Z resztą w literaturze ufologicznej wielokrotnie porównywano do siebie obydwa wydarzenia – w obydwu przypadkach świadkami były dzieci, których światopogląd, wiedza i wyobraźnia nie były na tyle rozbudowane, aby ukuć tak zawiłą w swojej szczegółowości historię i przy okazji nabrać na nią psychologów.

Na scenie pojawiają się dyski

Miejsce obserwacji
Niniejsze zdarzenie – najbardziej doniosłe w swojej niezwykłości – wbiło się w media z impetem, pozostawiając w tyle całkiem sporo innych, już mniej spektakularnych, przypadków z Zimbabwe. Wszystkie rzetelnie dokumentowała nie żyjąca już ufolog Cynthi Hind. To dzięki niej przypadek z Ruwy wypłynął na szersze wody ufologiczne, gdyż pewnie kadra nauczycielska i rodzice dzieci nie dołożyliby starań, aby nagłośnić należycie sprawę.

Po godzinie 10:00 dokładnie 62 dzieci, w przedziale 5 – 12 lat, przebywało na placu zabaw przyległym na terenie szkoły i bawiło się w przerwie między lekcjami. Nic nie zapowiadało niczego niezwykłego. Naraz niektóre dzieci dostrzegły trzy srebrne kule światła unoszące się na niebie. Według innych relacji były to srebrzyste dyski. Mimo tych pewnych rozbieżności, dzieci były zgodne co do tego, że obiekty znikały i pojawiały się w różnych częściach nieba. Jednocześnie stopniowo opadały na dół. W pewnym momencie jeden z obiektów wylądował bądź też zniżył się na niewielką wysokość od ziemi w obszar gęsto zarośnięty roślinnością między drzewami, który bezpośrednio przylegał do szkolnego podwórka, ale był niedostępny z uwagi na przebiegający w tym miejscu płot. Odległość do obiektu była niewielka, jakieś 100 m. W tym momencie zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Świadkowie zdarzenia


Nie wiadomo w którym momencie, dzieci zaczynają dostrzegać sylwetkę jakieś postaci koło obiektu. Istota według relacji dzieci pojawiła się na czubku obiektu, potem obok niego. W końcowej fazie obserwacji przechadzała się po bujnie rosnącej w tym miejscu roślinności i przypatrywała się stojącym w osłupieniu dzieciom. Inne relacje dzieci wskazywały na obecność drugiej istoty obok statku.

Ogrodnik czy kosmita ?

- Z początku myślałem, że to Pan Stevens, nasz ogrodnik. Dopiero później doszło do mnie, że to ktoś inny – wspominał jeden z chłopców obecnych na miejscu.

Czarnoskórym dzieciom istota skojarzyła się z czymś absolutnie demonicznym i przerażającym. Mali Afrykańczycy byli bardzo oznajmieni z lokalnymi legendami o złym duchu ,,Tokoloshe”. Niektóre w trakcie zdarzenia zaczęły krzyczeć, że ,,potwór przyszedł ich zjeść”. Zapanowała wśród dzieci panika i zamieszanie.

Relacje dzieci na temat wyglądu istoty, jak i lądującego obiektu w wielu miejscach się różnią. Wynikało to prawdopodobnie z faktu, iż po tych wydarzeniach zróżnicowana rasowo grupka dzieci dość ochoczo opowiadała o swoich przeżyciach. W wiele fragmentów ich relacji zaplątała się dziecięca wyobraźnia. Bycie w centrum uwagi pewnie nieco przekoloryzowało wiele opisów wyglądu istoty. Niemniej, wiele relacji było ze sobą zgodnych, więc trudno uznać, że dzieci zrobiły z ogrodnika kosmitę (jak się później okazało Pan Stevens znajdował się w trakcie zdarzenia w zupełnie innym miejscu).



Tajemniczy ,,Tokoloshe” miał około 1 m. wzrosty, był ubrany w ściśle przylegający ciemny, połyskujący kostium. Jego postura była nieco przygarbiona, twarz blada, ale to, co szczególnie zapamiętało wielu dzieci i podkreślało w swoich rysunkach dotyczyło wielkich, ciemnych oczu. Jak żywo przypominały one dobrze już znane ufologom w latach 90 – tych relacje humanoidalnych istot z wielkimi, czarnymi oczami.  Skąd więc małe dzieci mogły posiadać wiedzę o takich przypadkach i tak emocjonalnie opowiadać zmyśloną historię przed dorosłymi ? Pytanie retoryczne…

W przypadku wyglądu istoty pojawił się jeszcze jeden ciekawy element w jego rysopisie – długie czarne włosy, które opadały aż na ramiona. Jedno z białoskórych dzieci porównało istotę do Michaela Jacksona. Jak widać różna przynależność etniczna stworzyła ciekawy kontrast, który dla badających przypadek psychologów był prawdziwym wyzwaniem naukowym.  

Zachowanie się ,,Tokoloshe” było niezrozumiałe dla dzieci, wręcz magiczne. Istota pojawiała się i znikała. Najciekawsze było jednak to, co dzieci opowiadały później dorosłym. Otóż okazało się, że niektóre weszły w kontakt telepatyczny z istotą i otrzymały coś na podobieństwo ,,przekazów”.  Dzieci zostały ostrzeżone, że ,,coś się może wkrótce wydarzyć”. Myślowe przekazy dotyczyły głównie stanu naszej planety i potrzeby ochrony środowiska. Trudno w tym miejscu zrozumieć intencję, jakimi kierowała się istota skojarzona później przez dzieci z demonem.

Spotkanie z ekspertem od UFO

Statek z obcym, tak szybko, jak się pojawił, tak szybko też zniknął, a przerażone dzieci co sił pognały do szkoły, aby opowiedzieć nauczycielom, co przed chwilką widziały. I to jest z pewnością ciekawy aspekt tej całej sprawy. Gdyż nikt z dorosłych nie był świadkiem tego zdarzenia. Dzieci na placu szkolnym przebywały same. Choć niby znajdowały się pod opieką pewnej pani ze szkolnego sklepiku, ale ta w tym czasie znajdowała się w szkole. Podobnie, jak cała kadra nauczycielska, która prowadziła wówczas radę pedagogiczną. Nie dziwi zatem fakt, że euforyczna reakcja 62 dzieci wpadających z krzykiem do klasy z nietuzinkową historią została przez dorosłych zignorowana. Być może sprawa nigdy nie ujrzałaby światła w mediach, gdyby nie zaniepokojenie rodziców. Następnego dnia do szkoły rozdzwoniły się telefony od rodziców, którzy nie mogli zrozumieć, że dzieci zostały pozostawione same na podwórku bez opieki nauczycielskiej i doświadczyły traumatycznego spotkania z jakimś obcym człowiekiem.

Sprawa była tak kapitalnej wagi, że badająca zdarzenie ufolog Cindhy Hind nie omieszkała zwrócić się z pomocą do światowego eksperta od bliskich spotkań z UFO, wychowanka Harvardu, Johna Macka. Ten przyjechał na miejsce zdarzenia i przeankietował wszystkie dzieci. Pokłosiem tego był film dokumentalny, jaki można obejrzeć dzisiaj na YouTube (zamieszczam link do niego poniżej). Dzięki właściwej metodzie badawczej, z uwzględnieniem adekwatnego podejścia pedagogicznego do dzieci, Mack wyciągnął od nich wiele istotnych w sprawie szczegółów. Jako doświadczony psycholog, z miejsca uznał, że dzieci nie fantazjują, nie uległy też zbiorowej herezji, lecz były świadkiem czegoś niezwykłego.



John rozmawiał też z wielu rodzicami i nauczycielami, zwrócił im uwagę na właściwe podejście do relacji dzieci. ,,Nawet jeśli im nie wierzycie, nie sprawiajcie im przykrości, twierdząc, że są kłamcami” – upominał.

To, co szczególnie zwróciło jego uwagę, to wątek ,,telepatycznego kontaktu”, o którym Mack wspominał wielokrotnie w swoich książkach, kładąc silny nacisk na przewijające się w myślowych przekazach informacje o potrzebie szerzenia dobra, rozwoju duchowości i ekologii. Często występujący w tych zdarzeniach kontrast dwóch nakładających się na siebie i wzajemnie się wykluczających obrazów budził dla Macka konsternacje w analizie takich przypadków. Gdyż było to jednoczesne nakładanie się z jednej strony obrazu obcych – odrażających, budzących strach i przerażenie istot –  wykonujących na uprowadzonych ludziach nieetyczne eksperymenty , a z drugiej strony istot dobrodusznych i opiekuńczych, które serwują porwanym potem telepatyczne przekazy o potrzebie zmian na ziemi z uwzględnieniem niwelowania ludzkiej agresji w środowisko. Niektórzy badacze ,,kupowali” takie historie dosłownie twierdząc, że ,,kosmici” wdrażają zakrojony projekt ,,wybudzania” ludzkiej świadomości z cywilizacyjnej stagnacji i otwierania świadomości na bardziej duchowe aspekty życia. Nie trudno jednak w takim rozumowaniu zauważyć braku jakieś logicznej wykładni intencji, jakimi kierują się obcy, którzy – domniemamy – reprezentują zaawansowaną cywilizację i takie cele mogliby osiągnąć w mniej ingerencyjny sposób na ludziach.



Tymczasem życie potoczyło się dalej. Dzieci, świadkowie pamiętnych wydarzeń z afrykańskiej Ruwy, dorosły, założyły własne rodziny i rozpierzchły się gdzieś po świecie. Nie słychać, aby po takiej dawce etycznej nauki stali się gorliwymi krzewicielami zmian. Wielu z nich już dawno zapomniało o wydarzeniu, które we wrześniu 1994 r. było czymś tak przerażającym, a zarazem fascynującym przeżyciem.

Trudno w tym miejscu zrozumieć intencje kierowania myślowych przekazów do 5 – i 10 – letnich dzieci przez obcych. Nie wiem też, czy całe spotkanie było jakąś sprytnie zaaranżowaną akcją, aby je przestraszyć i rozegrać przed nimi absurdalny spektakl z dala od nauczycieli, czyli niepotrzebnych w tym przypadku świadków ? A może to przypadek sprawił, że nikogo z dorosłych w tym czasie nie było na miejscu zdarzenia ? Wiele takich pytań namnaża się w kontekście wydarzeń z Ruwy. Wiedza o tym incydencie nie przybliża nas bardziej do zrozumienia natury zjawiska UFO. Rodzi się tylko konsternacja, a gruntownie ułożone wcześniej ufologiczne hipotezy sypią się w pył. Można powiedzieć, że lepiej byłoby uznać, że dzieci były świetnymi aktorami i nabrały nauczycieli, rodziców, ufologów i psychologów; zapomnieć o całej sprawie i tworzyć gruntu pod kolejny absurd. Ale to właśnie on bardzo często towarzyszy bliskim spotkaniom z UFO. Fakt będzie faktem. Ponad 60 dzieci te 21 lat temu doświadczyło spotkania z czymś nieznanym, za czym kierowała się jakaś ,,inteligentna siła” – figlarny mistrz absurdu. Pytanie, jak potoczyłoby się takie spotkanie w dzisiejszych czasach przed grupką szkolnych dzieci w biały dzień ? Na pewno mielibyśmy dziś więcej niż rysunek dziecka, a być może nagranie lądowania obiektu na YouTube. Być może też dlatego nie słyszymy dziś o takich przypadkach dzisiaj….


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza