piątek, 11 kwietnia 2014

Bliskie spotkanie z UFO w Krzyżownicy. Spojrzenie po latach

W czerwcu 2003 r. w niewielkiej miejscowości Krzyżownica doszło do niezwykłego zdarzenia z udziałem UFO i humanoidalnych istot. Dwóch świadków obserwowało nisko na niebie paradę czerwonej kuli i jednocześnie śledziło przemieszczające się po pobliskim polu trzy niewielkie istoty wydające dziwne odgłosy. Mimo pewnych wątpliwości zdarzenie to po ponad 10 latach wciąż zalicza się do jednych z najsłynniejszych bliskich spotkań trzeciego stopnia w Polsce z ostatnich lat.


Bliskie spotkania z udziałem humanoidalnych istot w Polsce to prawdziwa rzadkość. Porównując lata 80 – te i 90 – te ze współczesnymi czasami, przypadki, gdzie obserwowano ,,dziwne istoty” często przy udziale NOLi były dość częste. W moim archiwum na szczególną uwagę zasługuje zdarzenie z Krzyżownicy (woj. kujawsko – pomorskie), które miałem przyjemność badać podczas mojego pobytu w Wylatowie w 2004 r. Sprawa ta jest wyjątkowa pod wieloma względami. Przede wszystkim opisane niżej wydarzenia rozegrały się w obszarze o zwiększonej aktywności obserwacji UFO w latach 2000 – 2006. Po linii prostej, 3km obok znajduje się połacie wylatowskich pól, na których w tym czasie pojawiały się wówczas finezyjne agrosymbole. Oprócz tego w zdarzeniu pojawia się wiele szczególnych elementów – zastanawiająca cisza, kuliste obiekty paradujące nisko na niebie oraz humanoidalne istoty, ślady w zbożu, a nawet okaleczone zwierzęta. Spróbujmy przyjrzeć tej niezwykłej sprawie po latach.

Cisza początkiem niezwykłych wydarzeń

Do zdarzenia doszło w 2003 r. w Krzyżownicy, koło godziny 23. Świadkami była dwójka osób – ojciec i córka (na potrzeby tej publikacji będziemy posługiwać się pseudonimami J.W. i K.W.) W dniu obserwacji świadkowie przebywali w domu w kuchni, gdzie robili właśnie wyroby mięsne. Naraz od strony stojącego nieopodal domu do ich uszu dobiegł zastanawiający szelest przypominający odgłos węża ogrodowego. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wcześniej został on dokładnie zakręcony, tak by woda nie lała się niepotrzebnie na uprawiane rośliny. Mocno zdziwiona tym faktem K. W. wyszła na zewnątrz w celu sprawdzenia, co się dzieje, i ewentualnego zlokalizowania źródła lejącej się wody. Przestąpiła próg i nieco przestraszona bacznie zlustrowała pogrążone w ciemności podwórko i okoliczne pola. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciła uwagę, była zagadkowa cisza. Wszelkie okoliczne ptaki, jakby zamarły, nie dało się słyszeć ani jednego cykającego świerszcza, nawet pies na podwórku nie szczekał i, o dziwo, nie zareagował, wybiegając jej na spotkanie, jak to zwykł czynić. Zamiast tego siedział skulony pod przyczepą. Świadek czuła na karku mrowienie. Zrobiła jeszcze jeden krok i spojrzała za siebie, w kierunku stojącego w pobliżu garażu.

Miejsce przyłączenia węża do podlewania


Kula nad budynkiem

Początek obserwacji
W tej samej chwili zamarła z przerażenia, albowiem w odległości niespełna 15 metrów i na wysokości 5 metrów nad garażem unosiła się majestatycznie kula w kształcie jaja o pozornej wielkości 1/4 tarczy Księżyca w pełni. Miała czerwony, jednolity na całej powierzchni, kolor. Co ciekawe, w cyklicznym odstępie 2 sekund pojawiał się na niej poziomy żółty pas. Strach K.W. był tak silny, że przerażona wbiegła z powrotem do domu, jednak nie zwierzyła się swoim rodzicom z tego, co zobaczyła, a jedynie starała się nakłonić ojca do wspólnego rozejrzenia się po okolicy. Ojciec przystał na jej prośbę, wziął latarkę i razem z nią wyszedł na zewnątrz. Potem powiedział: „Stwierdziłem, że lepiej, aby córka poszła razem ze mną, bo nie wiadomo w końcu, kto tam łazi po nocy. Myślałem, że może jakiś złodziej zakrada się do naszego gospodarstwa. Wychodzimy na zewnątrz, a tu rzecz dziwna. Wkoło cicho jak makiem zasiał. Nawet tego węża ogrodowego nie było już słychać. Ale nie dawałem za wygraną i chciałem konieczne sprawdzić czy jest zakręcony, więc udaliśmy się tam, gdzie znajdował się zawór. Próbowałem włączyć latarkę ale nie działała. To było bardzo dziwne”.

Plan sytuacyjny


Odgłosy pterodaktyli

Świadkowie skierowali się razem w ciemnościach na skraj pola, gdzie znajdował się zawór węża. W tym momencie rozpoczął się drugi etap tej niezwykłej historii, w którym pojawiają się dziwnie wyglądające humanoidalne istoty. Świadkowie dostrzegli za rosnącą obok żyta kukurydzą zarys jakiejś ciemnej postaci. Istota miała około 1,3 metra wzrostu, krępą budowę ciała, gruszkowatą głowę, która była zwężona ku dołowi i zdecydowanie większa od reszty ciała. Z powodu ciemności nie było widać rąk i nóg ani innych szczegółów wyglądu ciała. Co ciekawe, świadkowie byli zgodni co do tego, że istota była zgarbiona albo miała tuż za głową duży garb na szyi. Ta sprawa pozostała niejasna do końca, bowiem nocne warunki obserwacji utrudniały dokładnie określenie wyglądu istoty. 


W momencie gdy świadkowie zbliżyli się na odległość kilku metrów do ukrytej za kukurydzą istoty, ta z miejsca przemieściła się bardzo powoli w kierunku znajdującej się obok folii (o szerokości 2,5 i długości 6m, w której uprawiane były pomidory i ogórki), za którą się skryła. Odległość tę pokonała ruchem jednostajnym, jakby lecąc bezszelestnie nad zbożem. W tym czasie zaniepokojeni i zarazem zaciekawieni obecnością tego intruza świadkowie podeszli do folii. Później zgodnie zeznali, że w rzeczy samej w pobliżu były jeszcze dwie dalsze istoty, których nie było widać, bowiem zasłaniało je rosnące w tamtym miejscu zboże. Na ich obecność wskazywały jednak wytwarzane przez nie osobliwe odgłosy. „Gdy się tam przybliżyliśmy, słyszałem wyraźnie, jak się nawoływały. Przypominało to to odgłosy pterodaktyla. Taki piszczący, jęczący dźwięk! Co ciekawe gdy byliśmy tych istot, odgłosy narastały, gdy znajdowaliśmy się nieco dalej, cichły"- zeznał podekscytowany J.W. Kolejnych cennych informacji dostarcza wypowiedź K.W: Ja nie podeszłam tak blisko do tej folii, jak ojciec. Bałam się. Ale słyszałam wyraźnie te odgłosy. Były to wyraźnie trzy odgłosy. Dobiegały z trzech rożnych miejsc, ale nie były zbyt daleko oddalone od siebie. To były bardzo dziwne odgłosy. Nie przypominało to niczego znanego. Jedynie na myśl nasuwa mi się porównanie tego do odgłosu zachrypniętej kaczki". Po chwili wszystkie trzy istoty oddaliły się w trzech różnych kierunkach na odległość niespełna 50 metrów, co można było stwierdzić na podstawie ich odgłosów -jedna w kierunku południowym, druga na zachód, a trzecia na wschód. Nastała chwila ciszy, w trakcie której świadkowie zmienili miejsce obserwacji, przechodząc kilka metrów w lewo na biegnącą przez podwórko odchodzącą od drogi ścieżkę.

Akrobacje kuli

Od strony zboża nadal dobiegały odgłosy, lecz już nieco cichsze. W międzyczasie świadkowie dostrzegli kolejny obiekt, który unosił się w powietrzu nad polem w odległości 50-100 metrów i na wysokości 10 metrów - nieco dalej niż poprzednio zaobserwowany przez K.W. Jej ojciec opisał go następująco: „Wyglądał jak żarówka odwrócona do góry nogami z wyraźnie widocznym kulistym dnem. Był pomarańczowy. Rozmiarem przyrównałbym go do piłeczki tenisowej o średnicy może 40 centymetrów. Nie wiem, czy to coś wisiało tam wcześniej. Zauważyliśmy to razem z córką, dopiero gdy przenieśliśmy się na tę ścieżkę". Dodajmy do tego opisu jeszcze jeden znamienny szczegół. Obiekt z akrobatyczną gracją zataczał płynnie łuki w różnych kierunkach. Utrzymywał się nieustannie w tym samym, jakby wytyczonym przez siebie, obszarze nieba. Nie wiadomo jednak, czy to był ten sam obiekt, który obserwowała na samym początku obserwacji K.W. 


Świadek pokazuje miejsce pojawienia się drugiego obiektu

Być może ten obiekt zniknął na pewien czas, aby ukazać się świadkom powtórnie, lecz tym razem w innym, równie intrygującym, kształcie. Osłupieni świadkowie przyglądali się mu i w pewnym momencie zaczęli nawoływać przebywające nie opodal istoty. Komentując to, J.W. powiedział: „Poczułem jakąś dziwną potrzebę zaproszenia ich do siebie. Już się nie bałem, czułem taki wewnętrzny spokój i zacząłem ich nawoływać, mówiąc: «Chodźcie, chodźcie, zapraszam was na kiełbasę»'. W odpowiedzi istoty w jednej chwili zbliżyły się do świadków na odległość 10 metrów, zatrzymując się na skraju pola. Przerażeni tą reakcją istot na swoje zaproszenie, świadkowie wycofali się na odległość 15 metrów. Istoty przerwały na chwilę ,,nawoływanie”, po czym oddaliły się tą samą drogą, którą  się zbliżały, w trzech różnych kierunkach. W czasie oddalania się znów rozległy się ich odgłosy. K.W. powiedziała ,,Oddalanie się ich można było stwierdzić po ich odgłosach. Cichy coraz bardziej. Pod koniec ledwo można było je już usłyszeć. Ta kula przemieszczała się razem z nimi w tym samym kierunku, w stronę Szydłówka. Pierwszy obiekt, jaki zobaczyliśmy po prostu nagle zniknął. Po jakiejś 2,5 minucie było już słychać tam, jak psy szczekają”. Wynika stąd, że prędkość oddalania się istot w kierunku Szydłówka była ogromna, bowiem odległość od Krzyżownicy od Szydłówka wynosi 2 km. Pokonanie 1 kilometra zajęło im niecałą minutę i 20 sekund ! Po zakończeniu obserwacji, która trwała łącznie nie więcej niż 30 minut, świadkowie udali się do domu, aby opowiedzieć o niej M.W., która początkowo nie uwierzyła w nią. Przekonało ją dopiero to, co odkryła nazajutrz w zbożu. W tym momencie nastąpił trzeci etap tej spektakularnej historii, w której mowa jest o dziwnych śladach w zbożu. Odnalezione w zbożu znaki najtrafniej opisuje relacja M.W.: „Nie wierzyłam im z początku, ale cos mnie korciło, żeby pójść w tamto miejsce i zwyczajnie się rozglądnąć. Więc poszłam i to, co znalazłam. było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Na skraju zboża zobaczyłam około siedem dziwnie wyglądających wgnieceń w zbożu. To nie byty lęgowiska, to wyglądało zupełnie inaczej; jakby wziąć siedem kłosów zboża i zgiąć je na wysokości 20 centymetrów w kształt sierpa. Tak wyglądała większość tych «śladów», w innych miejscach pogięte zboże tworzyło kształt trójkąta. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś podobnego". Wartym dodania jest to, że kłosy zboża tworzące te ślady nie byty połamane, lecz zgięte w sposób charakterystyczny dla kłosów występujących w agrosymbolach! Świadek bała się wejść w zboże, aby przyjrzeć się temu z bliska. Nie mamy również zdjęć tych śladów, które mogłyby w jakimś stopniu potwierdzić tą całą niezwykłą historię, ponieważ jej uczestnicy nie przywiązywali do nich zbytniej wagi i potraktowali tych siedem wgnieceń w zbożu jako ciekawostkę. Nie ulega jednak wątpliwości, że zdarzenie rzeczywiście miało miejsce, bowiem wiarygodność świadków jest dostatecznie przekonywająca.

Moje trzy grosze po latach

Powyższy tekst stanowi część napisanego w 2004 r. raportu. Nie obejmuje on wspomnianego wcześniej wątku okaleczenia zwierząt, o którym wspominał J.W. podczas mojej wizji lokalnej. Otóż jego zdaniem kilka dni po zdarzeniu w bardzo dziwnych okolicznościach zostały wybite niemalże wszystkie kury oraz zdechła z nieznanych przyczyn świnia. W przypadku hodowanych przez J.W. kur, sprawa wydała mi się już wówczas oczywista, gdyż miałem możliwość zobaczyć część zabitych kur, które świadek nie zdążył jeszcze pochować (incydent ten powtarzał się dość często). Pan W. opisywał ślady ukąszeń znalezione na szyi kur oraz brak krwi w sposób charakterystyczny jak w przypadku opisów znanych przypadków z udziałem osławionej chupacabry. Wszystko wskazywało na to, że była to sprawka pospolicie występującej na tym obszarze kuny domowej.

Zupełnie inaczej jednak sprawa miała się w przypadku znalezionej martwej świni. Pan W. twierdził, iż znalazł on ją martwą w swoim gospodarstwie kilka dni po zdarzeniu. Zwierzę miało też wycięte uszy. Świadek zakopał zwłoki na terenie swojej posiadłości. W nieznany sposób jednak zwłoki zostały przez kogoś wykopane. Kolejna próba ,,pochowania” już w innym miejscu martwego zwierzęcia zakończyła się w te sam sposób. Zwłoki leżały obok rozkopanej ziemi. Dopiero po trzecim pochówku zapanował spokój.

Powyższą sprawę uznałem za nie do końca prawdziwą i nie mającą wiele wspólnego z opisanymi tu wydarzeniami z czerwca 2003 r. Jakkolwiek, sprawie duży nacisk nadał inny badacz, Zygfryd Świerkowski, który badał sprawę Krzyżownicy kilka tygodni po mnie. Dopiero po zapoznaniu się z jego raportem uznałem, że ,,wątek martwej świni” nosi duże znamiona niezwykłości.

Porównując ustalone podczas wizji lokalnej szczegóły sprawy przez Zygfryda Świerkowskiego z moimi, zauważało się pewne rozbieżności. Przede wszystkim nie zgadzała się ilość obiektów. Raport p. Zygfryda wyraźnie informował o jednym obiekcie widocznym w polu widzenia i była to kula pomarańczowego koloru bez jakichkolwiek widocznych cech charakterystycznych. Podczas gdy z mojego raportu i ustalonych na miejscu zdarzenia szczegółów wynikało, że świadkowie tej nocy zaobserwowali dwa obiekty: czerwoną kulę w kształcie jaja, na której pojawiał się w kilkusekundowych odstępach żółty pas oraz – nieco później -  mniejszą pomarańczową kulę. Raport Zygfryda Świerkowskiego nic nie mówi o akrobatycznych manewrach drugiego obiektu.

Po latach wydaje się raczej oczywiste, że świadkowie obserwowali tak naprawdę jeden obiekt. Kiedy byli zaaprobowani obserwacją istot na polu mogli nie zwrócić uwagi, że obiekt zmienił kształt lub zniknął i pojawił się pod inną postacią.

Ponadto rozbieżności pojawiają się też we wspomnianych na koniec domniemanych śladach w zborzu, o których dużo była w stanie powiedzieć pani M.W. z racji tego, że widziała je z bliska. Podczas mojej wizji lokalnej świadek przyrównała ślady do wygnieceń charakterystycznych dla kręgów zbożowych, podczas gdy p. Zygfryd w swoim raporcie opisuje je jako wydeptane ścieżki, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przemieszczały się istoty. Dzisiaj po latach jestem w stanie przychylić się bardziej do raportu p. Zygfryda, uznając, że p. M.W. nieco ,,upiększyła” swoją relacje, chcąc zaistnieć w wydarzeniach, których uczestnikami był jej mąż i córka.

Gdy po latach omawialiśmy telefonicznie sprawę z Krzyżownicy z p. Zygfrydem Świerkowskim, zgodnie uznaliśmy, że jest to jedno z najsłynniejszych bliskich spotkań trzeciego stopnia z Polski z ostatnich lat. Jedyne uwagi do swojego raportu pisanego 10 lat temu, p. Zygfryd miał co najwyżej do odgłosów generowanych przez istoty. Stwierdził on, że mogły to być odgłosy żurawi. Znając się trochę na ornitologii nie przyznałem mu racji, stwierdzając, że świadkowie nie byliby w stanie podejść na tak bliską odległość do takich płochliwych ptaków. Poza tym charakterystyczne odgłosy żurawi, które ewentualnie ,,na silę” daje się przyrównać do odgłosów słyszanych przez świadków, można usłyszeć przeważnie w okresie luty – marzec, podczas tzw. toków, czyli okresu godowego tych ptaków.

Reasumując, zdarzenie z czerwca 2003 r. nie znajduje żadnych logicznych wyjaśnień i nosi znamiona nad wyraz niezwykłego bliskiego spotkania z UFO. Dodatkowej pikanterii sprawie dodaje fakt, że opisane wyżej wydarzenia rozegrały się w pobliżu osławionego Wylatowa.  

Zdj. pochodzą z raportu sporządzonego przez Zygfryda Świerkowskiego 



6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy przypadek, nigdy o nim nie slyszalem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa faktycznie byc moze mało jest znana, gdyż była tylko opisywana na łamach nieistniejącego już magazynu ufo.

      Usuń
  2. Musze Panu powiedziec ze obecnie ten blog jest u mnie na pierwszym miejscu, oby tak dalej.
    Pozdrawiam, staly cztelnik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję serdecznie za dobre słowo ;) To na prawdę daję motywację do dalszego wrzucania regularnie postów. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak Damian pamiętam to zdarzenie jeszcze CBZA to dokumentowała raport Zygfryda nie jest dostępny szkoda, bo też był dobry. Kiedy dokładnie miało miejsce to zdarzenie, którego czerwca bo wtedy byłem w Wylatowie ?

    OdpowiedzUsuń