piątek, 24 stycznia 2020

Polscy piloci kontra UFO: niebezpieczne spotkania

Polscy piloci mają na koncie wiele spektakularnych spotkań z latającymi intruzami, podczas których nieraz musieli podejmować dramatyczne decyzje

 W czasach PRL-u bliskie spotkania z UFO często stawiały na nogi dowództwo armii i groziły narażeniem na szwank nadwątlonych stosunków między blokiem wschodnim a Zachodem. Czy relacje o nich były gromadzone i analizowane przez wyspecjalizowane wojskowe komórki? A może nadal istnieją niejawne organy, których zadaniem jest badanie doniesień pilotów o spotkaniach z obiektami o nieustalonym pochodzeniu?
Pierwsze wzmianki o intruzach w polskiej przestrzeni powietrznej pochodzą z okresu II wojny światowej i dotyczą tzw. foo fighters, widywanych przez żołnierzy obu stron konfliktu. Ale dopiero kolejne dekady i okres zimnej wojny przyniosły prawdziwy wysyp doniesień o UFO wśród pilotów wojskowych. W XXI stuleciu, po wejściu Polski do NATO, nastąpiła na tym polu stagnacja, choć obecnie co jakiś czas pojawiają się relacje pochodzące od załóg cywilnych. Wszystkie przypadki dają jednak do myślenia i każą zastanowić się, w jakim stopniu lotnictwo wojskowe (nie tylko w Polsce, ale i na świecie) kontroluje to, co dzieje się w przestrzeni powietrznej. 
Katalog spotkań polskich pilotów z UFO jest naprawdę obszerny. Po transformacji ustrojowej, kiedy temat zyskał rozgłos, badaczom udało się dotrzeć do wielu świadków opowiadających o swoich przeżyciach i związanych z nimi trudnych decyzjach. Zgłaszać czy nie, przechwycić czy strzelać? - takie pytania zadawał sobie niejeden z nich. Osoby zainteresowane ufologią wiedzą, że istniała specjalna wojskowa teczka, w której gromadzono tego rodzaju doniesienia. Prowadził ją wewnątrz zamkniętej struktury wojskowej, choć z prywatnej inicjatywy, Ryszard Grundman (1931-2005).

(...) Lata 80. ub. wieku to okres intensywnej aktywności UFO nad Polską, przekładającej się także na doniesienia pilotów. Podczas kilku zdarzeń samoloty otwierały ogień do intruzów. Tak było w słynnym przypadku z Darłowa, również odnotowanym w teczce Grundmana. 6 czerwca 1983 r. radar słupskiego lotniska wojskowego wykrył NOL. W powietrzu natychmiast znalazły się dwie Iskry z Redzikowa i Zegrza Pomorskiego. Pilot drugiej z maszyn, kpt. Praszczałek, po chwili zgłosił, że widzi cel o bardzo nietypowym kształcie: - Jest w kolorze stali, wygląda jak obracające się cygaro. Nie ma żadnych widocznych oznaczeń - zakomunikował.
20 minut później Dowództwo Wojsko Lotniczych wydało rozkaz: Obiekt zestrzelić! Tuż przed otwarciem ognia intruz jednak nagle się poruszył. Dokładnie w momencie naciśnięcia spustu UFO wykonało skręt, jakby telepatycznie odczytało zamysł pilota. Ponieważ cygaro nie zniknęło Praszczałkowi z pola widzenia, podjął kolejną próbę...
To jedynie fragment artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 2/2020 dostępnym także jako e-wydanie.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza